środa, 3 maja 2017

Czar wspomnienia z dzieciństwa


1 maja, w TVP1 puścili o barbarzyńskiej godzinie (koło 8.00 rano) mój ukochany film z dzieciństwa, który ukształtował moje całe dorosłe życie, a film o którym piszę to: W pustyni i w puszczy. Mając 8 lat przeczytałam książkę pierwszy raz w ciągu jednej nocy pod koldrą, z latarka w ręku. Później to już było regularnie raz w tygodniu, aż do momentu, kiedy książke znałam na pamięć. Do dzisiaj mogę ją cytowac od końca, od środka, od początku - nie ważne od jakiego momentu, znam ją po prostu całą na pamięć, bo przeczytałam ja chyba z 200 razy, jak nie wiecej. Jestem maniaczką tej książki i tego filmu. W ogóle po całości kocham twórczość Sienkiewicza, ale to przez "W pustyni i w puszczy" chciałam studiować Archeologię, odkrywać Egipt i piramidy, zobaczyc Port Said, Kanał Sueski, grzebać w piasku, poznać kulturę Beduinów. Nawet zdałam wszystkie egzaminy na Uniwersytecie Wrocławskim, ale nie dostałam sie z braku miejsc (czytaj: nie miałam wysoko ustawionego wujka albo cioci, którzy by mi ułatwili dostanie się na tak prestiżowe studia, gdzie na 1 miejsce przypadało wówczas 350 kandydatów!). Ponieważ zawsze mam jakiś plan B w życiu, zamiast Archeologii studiowałam Filologię polską, a po godzinach ślęczałam nad literaturą związaną ze wszystkim co związane było ze starożytnym Egiptem, Grecją, Rzymem. Ogólnie rzecz biorąc te samodzielne studia nad starożytnością stały się moją pasją, hobby, które pielęgnuję do dzisiaj.
Ponieważ w Poniedziałek nie obejrzałam mojego ukochanego filmu - zrobiłam to dzisiaj, wyszukując ten film na youtube. Wspomnienia z dzieciństwa ożyły, ale dotarło też do mnie jak ten czas szybko i nieubłagalnie leci. Internet dostarcza tak wiele informacji, że postanowiłam sprawdzić jak dzisiaj wygladają bohaterowie mojego dzieciństwa, i bęc! pojawili się...
Moja Nel -jako starsza Pani, i Staś - starszy 61 letni Pan. Każdy poszedł swoją drogą, niekoniecznie związaną z aktorstwem. Monika Rosca związała swoje życie z muzyka, a Tomasz Mędrzak został zawodowym aktorem, i poza dużą rolą w serialu "Dom" oraz filmem "Tam gdzie nogi poniosą" gra w teatrze oraz zajmuje się reżyserią. Gdzies sobie żyja w świecie, nie zdając sobie sprawy, że ich cudowna rola z przeszłości ukształtowała czyjąś przyszłość. Qrde, ale mnie dopadła nostalgia :)

piątek, 28 kwietnia 2017

Happy Birthday...gdziekolwiek jesteś Mamusiu


Nie płaczcie za mną...

Moje kochane dzieci, prosze,
Nie płaczcie za mną rzewnymi łzami,
Ja Was nie opuściłam na zawsze
Jestem jedynie jeden krok przed Wami.

Nie płaczcie za mną dzieci,
Przeżyłam tutaj najszczęśliwsze chwile,
Lecz los obrocił koło niefortunnie
Zamieniając życie w śmiertelne motyle.

Moje dzieci, nie wierzcie,
że gdy umarłam zostaliśmy od siebie oddaleni,
Moja dusza jak letni powiew wiatru
wciąż pląsa z Wami tu na ziemi.

Nie płaczcie za mną drogie dzieci,
Lecz gdy dzień w ciemną noc się zamienia,
spójrzcie na tą jasną gwiazdę na niebie
To Wasza Mama przesyła wieczorne
pozdrowienia.


Aldona Kołacz, 15.09.2015 Deventer

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

7 niezbitych dowodów na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa...



Wiara w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest fundamentem chrześcijaństwa. A oto parę dowodów dla sceptyków.
Przede wszystkim, bycie chrześcijaninem nie jest jedynie ślepą wiarą, ale jest to realna relacja z żywym Bogiem, którego odciski palców są widoczne wszędzie, gdzie tylko spojrzymy.
Jest wiele dowodów na zmartwychwstanie Jezusa. Autor chrześcijańskich książek, Darrell Deville, wskazuje siedem:

1. Pusty grób.

Nawet wrogowie Chrystusa nigdy nie zaprzeczali, że grób był pusty. A wszystkie inne wyjaśnienia, jak kradzież ciała, twierdzenie, że tak naprawdę nie umarł i tak dalej, można po zbadaniu łatwo obalić.

2. Objawienia po zmartwychwstaniu.

Ludzie zobaczyli, dotknęli, szli obok Jezusa, jedli z Nim i słuchali Go. Setki świadków (ponad 500!) ujrzało Go jednocześnie (1 Kor. 15,6), co, jak potwierdzają psychologowie, nie mogło być rezultatem halucynacji, co sugerują sceptycy.

Zmartwychwstanie Chrystusa miało charakter fizyczny. Później objawił się On na dowód, że naprawdę żyje. Pozwolił, by Go dotknięto, pokazał swoje rany po ukrzyżowaniu i jadł z uczniami. Pokazał jasne dowody na to, że cieleśnie powstał z grobu.

"Im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym." (Dz. 1,3).

3. Świadectwo kobiet.

Fakt, że to kobiety jako pierwsze odkryły i zaświadczyły o pustym grobie i o tym, że zmartwychwstał, jest godny uwagi, bo w świecie grecko-rzymskim świadectwo kobiet nie było uznawane za wiarygodne. Gdyby twórcy ewangelii chcieli coś zmyślać, to z pewnością nie napisaliby, że to kobiety odkryły pusty grób, ponieważ to tylko osłabiłoby ich sprawę. Zdali jednak relację z tego, co widzieli, ufając, że prawda sama się potwierdzi.

4. Zmienione życie uczniów.

Nie ma wątpliwości, że wydarzyło się coś bardzo realnego i dramatycznego, co przemieniło życie 11 bojaźliwych mężczyzn ukrywających się w lęku o swoje życie w odważnych, zdeklarowanych ewangelistów. Ci ludzie byli gotowi ryzykować swoim uwięzieniem, ekskomuniką, torturami, a nawet śmiercią, byle głosić zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa w tym samym mieście, w którym został ukrzyżowany! Nie chcieliby umrzeć, gdyby wiedzieli, że wszystko to było kłamstwem. Faktem jest, że wiedzieli, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał - widzieli Go, rozmawiali z Nim, dotykali Go i jedli z Nim. Znając pdawdę o zmartwychwstaniu, byli gotowi dla Niego umrzeć.

5. Narodziny Kościoła chrześcijańskiego.

Ewidentne jest, że miało miejsce coś znaczącego i ponadnaturalnego, co sprawiło, że wiara chrześcijańska eksplodowała w mieście, w którym Chrystus został ukrzyżowany i pochowany. W ciągu kilku wieków chrześcijaństwo stało się dominującą religią w Cesarstwie Rzymskim, wypierając wielowiekowe pogańskie praktyki. Wszystko to bez nowoczesnych środków komunikacji, podróży i mediów. Tylko coś tak ważnego i przekonującego jak zmartwychwstanie Jezusa mogło poskutkować tak niezwykłą transformacją.

6. Nawrócenie Jakuba.

Brat Jezusa, Jakub, był sceptykiem aż do czasu, gdy spotkał zmartwychwstałego Chrystusa. W efekcie stał się silnym liderem wczesnego Kościoła.

7. Nawrócenie Szawła (Saula) na drodze do Damaszku.

Musiało dojść do ponadnaturalnego spotkania, które spowodowało radykalną zmianę w Szawle i które zmieniło go z pełnego nienawiści fanatyka i prześladowcy Chrystusa w największego obrońcę, misjonarza i ewangelistę, jakiego kiedykolwiek znał Kościół.



Źródło: https://chnnews.pl/slowo/item/3233-7-dowodow-na-zmartwychwstanie-jezusa.html

piątek, 14 kwietnia 2017

Triduum Paschalne A.D. 2017


Wielki Piątek

Kir okrył świat cały niby nocne cienie
uciszył organy, stłumił dzwonów bicie
dziś Chrystus poświęcił swe mienie
na krzyżu samotnym oddał swoje życie

Smutek dziś w kościele, kir zlewa ołtarze
na białych zasłonach znak krzyża się bieli
na ołtarzu głównym dziś sterczą lichtarze
Syn Boży złożony w grobowej pościeli

Czasem stuk obcasów martwą ciszę gromi
u grobu Pańskiego lud się tłumnie korzy
światła tlą się wokół pośród kwiatów woni
w grobie odpoczywa .... nasz Zbawca - Syn Boży

Tuż przy Bożym grobie stoją czujne straże
jak żywe posągi - adorują stale
lud tłumnie przynosi kwiaty w darze
dziś po raz ostatni zabrzmią "Gorzkie Żale"

środa, 1 marca 2017

Środa Popielcowa A.D. 2017...dzień pokutny


Środa Popielcowa

Popiołem kapłan posypie głowy
post się rozpocznie i czas odnowy
na znak pokuty wstrzemięźliwości
każdy katolik w tą środę pości

palmy święcone z zeszłego roku
spalono tak by powstał z nich popiół
znak krzyża kapłan na czole czyni
prochem jesteśmy w proch obrócimy

jak kruchy żywot nasz na tej ziemi
zapominamy chociaż to wiemy
Post Wielki teraz rozpocznie środa
skierujmy serca do Pana Boga

zwolnijmy tempo wyciszmy duszę
okażmy Panu miłość i skruchę
by godnie witać czas Wielkanocy
który wierzących ludzi jednoczy.

L.Mróz-Cieślik

sobota, 14 stycznia 2017

Pomagam, bo chcę, a nie dlatego, że tak wypada...


Generalnie jestem za tym, aby pomagać. Znam organizacje, które bez sztucznego rozdmuchiwania robią tyle, że w głowie się nie mieści. Nie potrzebują poklasków, bo wiedzą, że każda złotówka zaoszczędzona na reklamie, czy innych iventach trafi tam, gdzie jest potrzebna. Wypieprzanie sztucznych ogni w niebo nie dość, że nie jest ekologiczne, w dodatku bardzo dużo kosztuje. Nie jestem przeciwniczką zbiórki WOŚP, ale osobiście do tej puszki nie jest mi po drodze. Czemu? Ponieważ każdy ma prawo wyboru. Gdyby to wszystko pozostało w strefie jedno-dniowego szaleństwa (czytaj zbiórki pieniędzy) było by wszystko okey, ale nie godzę się na żadne Woodstocki, Złote Melony, Mrówki Całe, czy inne fundacje z jednym Dyrektorem/Prezesem/Wiceprezesem, który sam się nominuje, i wypisuje faktury jak kodomita kijowski. To są już nieczyste kombinacje, które niepokrywają się z całą ideą tej akcji.
Najbardziej jednak wqrzają mnie spoty reklamowe, w których różne marki/firmy prześcigają się w swych wylukrowanych sloganach. I tak oto Lidl twierdzi, że kupując u nich produkty, zapewnisz godziwą opiekę medyczną starszym ludziom, czy że ratujesz życie noworodkom/dzieciom. Wszystko pieknie ładnie, tylko do qrwy nędzy, na co co miesiąc płacisz składki zdrowotne? Czy to nie NFZ (gdzie spływają miliardy rocznie) powinno Ci zagwarantować godziwą opiekę medyczną czy odpowiedni sprzęt ratujący życie? Kto żeruje na dobroczynności wielu Polaków? Przez 25 lat nauczyło się Polaków, że tak ma być, że jak nie wrzucą do puszki Owsiakowi, to się jest złym człowiekiem. A ja sie pytam tych wszystkich "rządzących" przez 25 lat, gdzie są pieniądze, które legalnie co miesiąc trafiaja do wielkiej skarbony NFZ?? To te pieniądze maja ratować życie i pozwalać na godziwą opiekę każdemu człowiekowi, który tej pomocy oczekuje!
Owsiakowi życzę oczywiście, aby jutro skarbonki zapełniały się masowo, ale niech te pieniądze trafiają tam, gdzie powinne, a nie na bezcelowe Woodstocki, na ktorych dzieja się rzeczy wołające o pomstę do nieba. Te huczne "światełka do nieba" tez mogą sobie darować. Zaoszczędzone pieniądze moga przekazać schroniskom dla zwierząt.
No, to sobie ulżyłam :)

piątek, 6 stycznia 2017

Święto Trzech Króli


Ballada o trzech królach

Tajemnicę przesypując w sobie
jak w zamkniętej kadzi ziarno,
jechali trzej królowie
przez ziemię rudą i skwarną.

Wielbłąd kołysał jak maszt,
a piasek podobny do wody;
i myślał król: "Jestem młody,
a nie minął mnie wielki czas.
I zobaczę w purpurze rubinów
ogień, siły magiczny blask;
może stanę się mocniejszy od czynów
przez ten jeden, jedyny raz".

Tygrys prężył siłę jak wąż,
mięśnie w puchu grały jak harfa.
Na tygrysie jechał drugi mąż,
siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.
"Teraz - myślał - po latach tylu,
gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżą,
moje czary skarbów mi uchylą,
moje wróżby nabiegną krwią.

Ziemia pełna jak złoty orzech,
pęknie na niej skorupy głaz,
usta jaskiń diamentowych otworzy
przez ten jeden, jedyny raz."

Trzeci król na rybie
wielkiej jak wyspa jechał
przez stepy podobne szybie
błękitnej pod wiatru miechem.

Nucił: "Po latach stu
kwiat początku i końca ogień
w jedno koło związanych nut
gdy zobaczę, sam się stanę Bogiem.

W suche liście moich ciemnych ksiąg
spłynie mądrość odwiecznych gwiazd
i osiądzie w misie moich rąk
przez ten jeden, jedyny raz".

A w pałacach na lądach zielonych,
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli króle trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na co dzień chowali.

A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.
Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,
jak trzy słupy złocistego pyłu,
nie widząc, że się serca trzy po ziemi
wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.

I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli, jak w pękniętych zwierciadłach,
w sobie - czarny, huczący lej.
I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu.

Więc już w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny.
Wielbłąd z wolna huśtał jak maszt,
tygrys cicho jak morze mruczał,
ryba smugą powietrza szła.

I płynęło, i szumiało w nich jak ruczaj.
Powracali, pośpieszali z wysokości
trzej królowie nauczeni miłości.

Krzysztof Kamil Baczyński

środa, 28 grudnia 2016

Świeta, święta i po świetach...


Jak to dobrze było na spontana, w sobotę (Wigilia) po zamknięciu sklepu wsiąść w auto, i pojechać sześć godzin, aby być przy wigilijnym stole - co prawda przed Pasterką - ale z rodziną!
To były od 10 lat najpiekniejsze święta Bożego Narodzenia.
Jednak co piękne szybko się kończy, i niestety już wróciłam do holenderskiej rzeczywistości. Tęsknię za moja rodzinką, kocham Was bardzo!

środa, 14 grudnia 2016

Stan Wojenny... część pierwsza.


13.Grudzien 1981 rok. Zima w pełni. Godzina...gdzieś koło piątej rano...do naszych drzwi ktoś się intensywnie dobija. Tato, który akurat wstał, by napalić w piecach zanim wstaniemy z łóżek, otwiera drzwi, i z kimś rozmawia. Mama biegnie również do drzwi, i widzi dwóch wojskowych, którzy rozkazują Ojcu, by się natychmiast ubrał i udał sie z nimi. Wystraszona Mama pyta dokąd zabierają męża, ale panowie żołnierzykowie nic nie mogą powiedzieć. Nakazują tacie zabrać pagony z munduru, chociaż ten przestal być dawno oficerem...z mojego powodu zresztą. My z rodzeństwem wysciubiamy głowy z naszego pokoju, bo słyszymy płacz mamy, i słowa pocieszającego Ją Taty. Zamykaja się za nim drzwi, i od tej pory nikt nic nie wie. W telewizji zamiast kultowego Teleranka pojawia sie ówczesny przedstawiciel państwa polskiego - generał Jaruzelski, i obwieszcza światu, że wprowadzono stan wojenny...wszyscy jesteśmy w szoku...wojna wybuchła...
Tata przepadł bez wieści...

c.d.n.

wtorek, 6 grudnia 2016

Witaj Święty Mikołaju...


6 grudnia - Świętego Mikołaja, biskupa z Miry...
Mikołaj urodził się w Patras w Grecji ok. 270 r. Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, uproszonym ich gorącymi modłami. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców swoim znacznym majątkiem chętnie dzielił się z potrzebującymi.
Po długich latach błogosławionych rządów Mikołaj odszedł po nagrodę do Pana 6 grudnia (stało się to między rokiem 345 a 352). Jego ciało zostało pochowane ze czcią w Mirze, gdzie przetrwało do roku 1087. Dnia 9 maja 1087 roku zostało przewiezione do włoskiego miasta Bari. 29 września 1089 roku uroczyście poświęcił jego grobowiec w bazylice wystawionej ku jego czci papież bł. Urban II.
Najstarsze ślady kultu św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił mu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Cesarz Bazyli Macedończyk (w. VII) w samym pałacu cesarskim wystawił kaplicę ku czci Świętego. Do Miry udawały się liczne pielgrzymki. W Rzymie św. Mikołaj miał dwie świątynie, wystawione już w wieku IX. Papież św. Mikołaj I Wielki (858-867) ufundował ku czci swojego patrona na Lateranie osobną kaplicę. Z czasem liczba kościołów św. Mikołaja w Rzymie doszła do kilkunastu. W całym chrześcijańskim świecie św. Mikołaj miał tak wiele świątyń, że pewien pisarz średniowieczny pisze: "Gdybym miał tysiąc ust i tysiąc języków, nie byłbym zdolny zliczyć wszystkich kościołów, wzniesionych ku jego czci". W XIII wieku pojawił się zwyczaj rozdawania w szkołach pod patronatem św. Mikołaja stypendiów i zapomóg.
O popularności św. Mikołaja jeszcze dzisiaj świadczy piękny zwyczaj przebierania się ludzi za św. Mikołaja i rozdawanie dzieciom prezentów. Podobiznę Świętego opublikowano na znaczkach pocztowych w wielu krajach. Postać św. Mikołaja uwieczniło wielu malarzy i rzeźbiarzy. Wśród nich wypada wymienić Agnolo Gaddiego, Arnolda Dreyrsa, Jana da Crema, G. B. Tiepolo, Tycjana itd. Najstarszy wizerunek św. Mikołaja (z VI w.) można oglądać w jednym z kościołów Bejrutu.
W Polsce kult św. Mikołaja był kiedyś bardzo popularny. Jeszcze dzisiaj pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów w naszej Ojczyźnie. Po św. Janie Chrzcicielu, a przed św. Piotrem i Pawłem najpopularniejszy jest św. Mikołaj. Do najokazalszych należą kościoły w Gdańsku i w Elblągu. Ołtarzy Mikołaj posiada znacznie więcej, a figur i obrazów ponad tysiąc. Zaliczany był do Czternastu Orędowników. Zanim jego miejsce zajął św. Antoni Padewski, św. Mikołaj był wzywany we wszystkich naglących potrzebach.
Święty Mikołaj jest bardzo szanowany w Kościele Prawosławnym, zwłaszcza na terenach dawnej Rusi. Wiele cerkwi posiada ikonę z jego wizerunkiem.
Od XVIII wieku z jego kultem łączono udzielanie stypendiów dla ubogiej młodzieży. Stąd pochodzi długa tradycja robienia upominków-niespodzianek dla dzieci, które od dawna czekają na ten radosny dzień.
Modlitwa do św. Mikołaja

"Święty Mikołaju, wypraszaj nam łaskę u Boga, byśmy tak jak ty umieli dostrzegać opuszczone i ubogie dziewczęta, samotne wdowy, zaniedbaną młodzież i ludzi starych, o których już nikt nie pamięta. Ucz nas, podobnej jak twoja, hojności serca, byśmy chętnie czynili dar ze swego życia dla innych, zwłaszcza w czasie Adwentu."

sobota, 26 listopada 2016

Żubr


Wczoraj cały dzień jakiś natarczywy holenderski klient wydzwaniał mi z pytaniem, czy mam piwo Żubr w sklepie. Za każdym razem pytał o adres sklepu, o której otwieram sklep, i czy moge mu odłożyć trzy puszki. Po piątym telefonie z tymi samymi pytaniami czułam, że zaraz go z leksza opier....to znaczy opieprzę. Po 10 byłam już bardzo niemiła i tylko opryskliwie potwierdzałam i szybko kończyłam rozmowę. W międzyczasie gdy byłam na zakupach Junior, który mnie zastępował, odebrał jeszcze ze trzy takie telefony...Cóż, po wspólnej konsultacji stwierdziliśmy, że ktoś sobie robi jaja, i nie należy tego brać na poważnie.
Dzisiaj rano otwieram sklep o 9.00 rano, i widzę przed drzwiami trzech kolesiów niecierpliwie przebierających nóżkami. Na mój widok zapiali z zachwytu, i po wejsciu od razu udali się szukać piwa...Żubr.
Zakupili kilka sztuk i spytali czy jeszcze ktoś o to piwo pytał... Przypomniały mi się wczorajsze telefony, i zapytałam czy oni dzwonili. Okazało sie, że tak. Chłopaki zrobili sobie ze mnią i Żubrem selfie, i zadowoleni opuścili sklep. Nie minęło 10 minut gdy do sklepu wtargnęła grupa 5 Holendrów, i od progu zapytała gdzie mam piwo....Żubr. Pokazałam półki z piwem, i zapytałam czy oni wczoraj dzwonili w tej sprawie. Okazało się że tak. Panowie zakupili kilkanaście puszek i szczęsliwi opuścili sklep. Po piętnastu minutach wpadła kolejna grupa facetów szukająca piwa...Żubr. Skonfundowana, zapytałam o co chodzi z tym piwem. Dowiedziałam się, że w jakiejś miejscowości (gdzieś na peryferiach Holandii) organizatorzy jakiegoś Rajdu samochodowego zrobili konkurs, gdzie zawodnicy muszą dostarczyć tę marke piwa, by uzyskać odpowiednie punkty do startu. Rajd ten ma wystartowac w Holandii i zakończyć sie w Polsce.
Jest już po 11.00 a ja mam co chwila grupy facetów kupujących Żubra. Piwa zostało mi już tylko kilka sztuk.
Jak powiem Juniorowi, że te wczorajsze telefony nie były od jednej osoby tylko od różnych, to pewnie mnie wyśmieje.
Taka sytuacja :)

sobota, 12 listopada 2016

R.I.P. ...Tatulku... [*] [*] [*]





17 lat temu odszedł nasz Tato...
Bardzo brakuje mi jego troski o dom, o dopilnowaniu tego, aby piwnica była zawsze zapełniona węglem, drewnem na opał, warzywami na zimę, codziennie rozpalanie pieców o świcie, abyśmy mieli cieplutko, gdy wstawaliśmy do szkoły. Uzupełniali się z moją Mamą tak, jak gdyby byli idealnymi połówkami jabłka. Od dnia śmierci moich rodziców nie potrafie odnaleźć szczęścia w życiu, takiego na 100 procent. Wiem, że śmierć jest wpisana w nasze życie, ale nie potrafię się pogodzić z tym, że zabrała ich w tak młodym wieku...
R.I.P. ...Tatulku... [*] [*] [*]

poniedziałek, 31 października 2016

W przeddzień Święta Zmarłych A.D. 2016


Jestem Polką - obchodzę Święto Zmarłych i Wszystkich Świętych!
Każdy ma prawo obchodzić to co chce, ale osobiście uważam, że mamy tak piękne rodzime święta, że nie musimy powielać czegoś, czego tak naprawdę nie znamy, nie rozumiemy, a tylko głupio małpujemy. Święto Zmarłych to święto zadumy, wspomnienia o tych, którzy odeszli, poszanowanie pamięci o Nich. Odwiedziny grobów, cmentarzy, palenie zniczy, wspólny spacer z rodziną, odwiedzanie się, po prostu piękne słowiańskie święto, które jest starsze niż się komu wydaje.
Dyniom, które straszą stanowczo mówię nie, za to uwielbiam ich wysuszone ziarenka plus robić z nich pyszną zupę krem.

sobota, 6 sierpnia 2016

Lato, Lato...


Heh! To silniejsze jest ode mnie :)
Stare przyzwyczajenia wyniesione jeszcze 30 lat temu z domu.
Lato, to zawsze były zapachy przetworów, które razem z moją Mamą robiłyśmy. Mieliśmy przepiękny, wielki ogród z owocami, warzywami, kwiatami, krzewami, z Altanką, ze studnią, z małym basenikiem, który mój Tata specjalnie zrobił dla małej Sylwusi. Wszystko miało smak, zero sztucznych nawozów, pachniało cudnie i naturalnie. I mimo, że dzisiaj już zabrakło tych najważniejszych w moim życiu osób, to kontynuuję od czasu do czasu te nasze tradycje. Dzisiaj zrobiłam domowe, pikantne Pikle z przejrzałych ogórków. Takie są najlepsze i najsmaczniejsze. W sam raz na zimowe wieczory do obiadu. Mam stary poniemiecki gar do pasteryzowania, i jest zarąbiście pomocny właśnie przy zagotowywaniu słoików. Czy Wy też lubicie swojskie przetwory?
Głupie pytanie, bo kto ich nie kocha?

piątek, 15 lipca 2016

Pray For Nicea


Dla ofiar z Nicei

Boże, coś Polskę zawsze uchował
spójrz na tę biedną Francję
Ludzie niewinni w atakach giną
za tę poprawną "tolerancję".
Uchowaj Boże nas od złych ludzi
Miej też w opiece Francję
Niech krew nie leje się po ulicy
Za tę pieprzoną tolerancję!



Aldon Kołacz, Deventer 15.07.2016

Pray For Nicea


Dla ofiar z Nicei

Boże, coś Polskę zawsze uchował
spójrz na tę biedną Francję
Ludzie niewinni w atakach giną
za tę poprawną "tolerancję".
Uchowaj Boże nas od złych ludzi
Miej też w opiece Francję
Niech krew nie leje się po ulicy
Za tę pieprzoną tolerancję!



Aldon Kołacz, Deventer 15.07.2016

piątek, 17 czerwca 2016

Happy birthday Siostro :)






Trzydzisci siedem lat temu, moja Mama sprawiła nam niezłą niespodziankę, która obchodzi dzisiaj swoje 37 urodziny.
A było to tak: wróciłam ze szkoły, i jak zawsze ze stacji podążyłam do sklepu mojej Mamy. Był to Piątek, dzień, kiedy zawsze przychodził do sklepu towar. Głodna jak wilk cieszyłam się na chwilę, kiedy skonsumuję pieczoną przez mojego Tatę świeżutką rybkę. Niestety, ku mojemu zdziwieniu sklep był zamknięty, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Zaniepokojona udałam się do domu, który znajdował się po przeciwnej stronie naszego sklepu. W domu też nikogo nie było, więc zaczełam się strasznie denerwować. Po godzinie w domu zjawił się Tato, jakiś taki smutny i przygnębiony. Zapytałam co się dzieje, dlaczego sklep jest zamknięty, i gdzie jest Mama. Tato zaczął coś tam pod nosem tłumaczyć, ale z jego tłumaczenia dowiedziałam się tylko, że Mama jest w szpitalu, i że jak w Niedzielę pojedziemy do niej w odwiedziny, to się wszystko dowiemy. Tato poprosił mnie, czy nie pomogłabym mu w sklepie. Miałam już wtedy dużą wprawę w obsługiwaniu klientów, więc się zgodziłam, mając nadzieję, że wyciągnę od niego więcej informacji, dlaczego Mama jest w szpitalu, i co się właściwie stało.
Tato jednak był małomówny, i jakoś tak nieobecny duchem. Nie mogłam się doczekać Niedzieli, by jak najszybciej spotkać się z Mamą. Kiedy już nadeszła, ja, brat i tato z samego rana pojechaliśmy w odwiedziny. Młodszą siostrę Edytę zostwiliśmy u sąsiadki, bo dzieci nie można wtedy było zabierać.
Jakie było moje zdumienie, gdy w szpitalu ojciec skierował swoje kroki wprost na oddział ginekologiczny. Po krótkiej rozmowie z pielęgniarkami, dowiedzieliśmy się, że Mama do nas zaraz przyjdzie. I rzeczywiscie po kilku chwilach już mogłam ją przytulić, i ze łzami w oczach wypytać co się stało. Rodzice usiedli obok siebie, mieli spuszczone głowy i próbowali nam coś tłumaczyć, że Mama w piątek pociągnęla 200-kiliową beczkę ze słonymi śledziami, i że wtedy odeszły jej wody płodowe, i że jak dzisiaj nie urodzi, to czeka ją cesarka. Razem z bratem patrzyliśmy na nich jakby byli jakimiś kosmitami, i zastanawialiśmy się o czym oni do nas mówią? Jakie wody płodowe, jaka cesarka, jakie rodzenie, i jak to możliwe, że nasza Mama jest w ciąży, a my o tym nic nie wiemy, i nikt tego nie zauważył? Rodzice chyba sami się tego wstydzili, że mając już prawie dorosłe dzieci, po raz czwarty zostaną rodzicami. W tamtych czasach panowały stereotypy, że jak ma się czterdziesci lat, to jest się już bardzo starym, i pewne rzeczy już nie pasują w tym wieku. Dzisiaj rodzą 60-latki, i już to nikogo nie zaskakuje ani gorszy, ale wtedy właśnie było takie myślenie. Z wrażenia nie mogliśmy z bratem wypowiedzieć ani słowa, tym bardziej, że on sam oczekiwał swojego pierwszego dziecka. Po tych wyjaśnieniach, byłam już spokojniejsza, że to nie jakaś choroba spotkała mamę, tylko nieplanowana ciąża i przyspieszony poród. Kiedy już byłam w domu nawet zaczęłam się cieszyć, że będziemy mieli małego dzidziusia, którym będę mogła się opiekować. Dogadałam się z rodzicami, że na czas pobytu Mamy w szpitalu Tato załatwi mi zwolnienie ze szkoły, ja będę zajmować się sklepem, a on będzie zajmować się moją młodszą siostrą i domem. W Poniedziałek rano, kiedy udałam się do sklepu, zauważyłam, że ludzie dziwnie na mnie spoglądają. Miasteczko, w którym mieszkałam, było niewielkie, więc nowinki i plotki roznosiły się z prędkoscią światła. Instynktownie czułam na swoich barkach wzrok ludzi, słyszałam dziwne szepty, aż wreszcie jakaś kumotra zapytała mnie wprost jak to jest możliwe, że wczoraj urodziłam córkę, a dzisiaj już chodzę po Rynku, jak gdyby nigdy nic. Doznałam lekkiego szoku na te słowa, ale po kilku godzinach wszystko się wyjaśniło. Kiedy po odwiedzinach u Mamy opusicliśmy szpital, ona tak się zestresowała tym, że musiała nam powiedzieć o swojej ciązy, że z tych nerwów naturalnymi siłami zaraz urodziła Sylwusię. Telefonu w domu nie mieliśmy wtedy jeszcze, więc zadzwoniła do pracy mojego brata, i kazała przekazać, że Kołaczowa własnie urodziła córkę. Jednak jak to w życiu bywa, recepcjonistka przekazała dalej, ŻE CÓRKA KOŁACZOWEJ WŁAŚNIE URODZIŁA CÓRKĘ...i takim oto sposobem zostałamw wieku 16 lat mamą najpiękniejszego dziecka, jakie kiedykolwiek widziałam. Prawie miesiąc spędziła w inkubatorze, gdyż jej waga przy urodzeniu wynosiła okolo 1600 gram. Kiedy jednak rodzice przywieźli ją do domu zobaczyłam żywą laleczkę, z czarnymi lokami, z ogromnymi niebieskimi oczkami, rzęsy miała takie długie, że dotykały prawie brwi. Ważyła niecałe dwa kilo, i razem z Mamą kąpałyśmy ją w miseczce, bo w waniennce chyba by sie utopiła. Była przecudna. Nie mogłam na nią się napatrzeć, każdego dnia się od niej coraz bardziej uzależniałam. Taki mały cud w domu, cichutki, nikomu nie dokuczała, przesypiała noce, tak, że nikt z domowników nie odczuwał tego, że jest w nim niemowlak. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nadszedł dzien, który odmienił nasze życie...
Sylwia rozwijała się zdrowo, do trzeciego miesiąca swojego życia. Pewnego popołudnia, kiedy Mama podawała jej mleczko w butelce (była malutka i ssanie cycuszka ją bardzo męczyło, więc Mama postanowiła sciągać mleko i podawać jej przez smoczek) nagle zauważyłyśmy, że Sylwunia lekko się zakrztusiła przy ssaniu, i zaczęła się robić sina i niebieska. Mama w panice zaczęła juą poklepywać po pleckach, a ja tak jak stałam na bosaka, najpierw jednym tchem udałam się piętro wyżej do naszej sąsiadki, która była pielęgniarką, informując ją, żeby ratowała Sylwię, a następnie drugim tchem na bosaka, pobiegłam do ośrodka zdrowia, który miesił się około jeden kilometr od naszego domu. Pamiętam tylko to, że pierwszy i ostatni raz w życiu przeskoczyłam płot domu, gdzie mieszał nasz lekarz. Na podwórku miał psa wilczura, który stał jak wryty, gdy ja tłukłam pięsciami w drzwi. Pies chyba instynktownie wiedział, że nie może mi nic zrobić, gdyż trwa wyścig z czasem. Po krótkiej chwili w drzwiach ukazał się Pan doktor, któremu tylko wyjaśniłam, że Sylwia umiera. Zapakował mnie w auto, zadzwonił po karetkę, i z piskiem opon ruszyliśmy do mojego domu. Cała ta akcja trwała dosłownie kilka minut. Gdy wbiegliśmy do mieszkania, Pani Ala reanimowała czały czas Sylwunię. Pan doktor Śliżewski natychmiast zrobił mojej małej siostrzyczce zastrzyk w serce, ponieważ miała w wyniku wrodzonej wady genetycznej zawał serca. Po chwili słychać już było pędzącą karetkę. W tym chaosie, w tym wszystkim co działo się w moim domu szukałam Mamy...a Ona...a ona klęczała na kolanach pod obrazem cudownego Jezusa modlącego sie w Ogrójcu, i wypowiedziała te słowa: Jezu, oddaję Ci swoje życie w zamian za życie mojej córeczki. Proszę Cię, pozwól mi ją tylko wychować do jej 18 roku życia... I Pan Bóg to życzenie wysłuchał... Mama odeszła dokładnie, kiedy Sylwunia skończyła 18 lat...
Kocham Cię Mamo...za to, że oddałaś swoje życie za moją ukochaną Siostrzyczkę.
Kocham Cię Sylwiu...wszystkiego najlepszego w Dniu Twoich urodzin!

sobota, 21 maja 2016

Smaki z mojego dzieciństwa


Autentyczna anegdota z dzisiejszej nocnej eskapady Juniora

Junior został poproszony do pracy na cały weekend jako Gospodarz w projekcie Deventer Smaak, które zorganizowała gmina. Koło Media Markt najwieksze restauracje z Deventer postawiły namioty, gdzie na oczach widzów kucharze przygotowują publiczności różne smakołyki. Można sobie popróbować wszystkiego, popić dobre winka, piwko i tak dalej, a Junior uwija sie tam jak w ukropie, by zapraszać gości, podawać do stolika czy zbierać naczynia. Przy tym wszystkim graja róże kapele, ludzie się bawią i czas leci jak z bicza. Junior jak wyszedł wczoraj z domu o 12 w południe, to wrócił dopiero o 3 w nocy. Jak wrócił do domu, oczywiście zapytałam czemu tak późno, i jak tam ogólnie było. Na pierwszym miejscu oczywiście blablał mi o swojej dorosłości, i że nie muszę się martwić, że tak późno przychodzi, na drugim miejscu dopiero zdał relację z pracy. Okazało się, że organizatorzy dla całej załogi zorganizowali bibkę po tej głównej bibce. Tak więc po ciężkiej harówce mogli się zrelaksować przy pysznym jedzonku i popijawce. Wszyscy zaczęli się rozchodzić do domów kolo w pół do trzeciej, ale że w połowie drogi do domu Juniorowi pęchęrz odmówił posłuszeńswa (za dużo piwek) więc postanowił wstąpić do naszego sklepu, bo miał akurat po drodze. Przy blasku księżyca w pełni zobaczył nowość w naszym asortymencie Przysmak Świętokrzyski na półce , więc capnął go sobie, by poprzekasać coś po drodze do domu. Jakież było jego rozczarowanie, gdy otworzył paczkę tegoż przysmaku! Stwierdził, że my Polacy nie potrafimy produkować czipsów, i że kto to w ogółe je takie obrzydlistwo, na którym o mało co sobie nie połamał zębów...
Chciał to wywalić po drodze gdzieś do kosza, ale chciał mi najpierw to "badziewie" pokazać i ochrzanić, że zamawiam taki szajs do sklepu.
Ćóż, nic nie mówiąc udałam się do kuchni o prawie 4 rano, nastawiłam patelnię z tłuszczem, zrobiłam czary mary, i dałam spróbować Juniorowi.
Szkoda, że nie sfilmowałam jego miny i otwartych oczu, które wygladały jak perlowskie 5 zeta :)
Dzisiaj jest znowu w pracy, ale już dzwonił, że mam nasmażyć całą michę tych "badziewnych" chrupek :)

sobota, 2 kwietnia 2016

Pamiętamy Ojcze Święty!


"W rocznicę śmierci"


Gdy nad ziemią znów zapanowały ciemności,
Zgroza i strach zajrzały w źrenice ludzkości,
Ty zesłałeś Boże całemu światu Anioła,
by ocierał krople potu z naszego czoła,
by łzy osuszał jednym swoim gestem,
by czynił dobro całym swoim papiestwem,
by zarazil nas swoją nieskonczoną milościa,
by dzielił się z nami przeogromną mądrością,
by służył pokornie ludzkości oraz Tobie,
by na koniec posługi złożyć kości swoje w grobie.
Dwa tysiące lat temu, umierając na Krzyżu
Jezus podjął ten wątek, by dowieść ludzkości,
że śmierć to nie koniec! Lecz życia początek!



A. Kolacz, 2.04.2013, Deventer

sobota, 26 marca 2016

Wielka Sobota A.D. 2016


Mój Krzyż

Panie, zawisłam dzisiaj na krzyżu,
po Twojej prawicy oto ja - grzesznica,
która w chwili śmierci duchowej
nawróciła się, błagając i marząc
by przestąpić obiecane progi Twego Raju,
otoczona miłością, szczerym miłosierdziem,
szukając zbawienia od żywota grzesznego,
sprawiedliwym wyrokiem znosze męki Krzyża,
upadam i wstaję, lecz nie skarżę się Panie,
Bo za moje grzechy Ty cierpiałeś rany,
I nie zasłużyłeś na taką pogardę.
Twoja krew przelana do czary goryczy
pozostanie symbolem upadku człowieka,
I choć wrociłeś z mrocznej otchłani
po stokroć silniejszy, i po stokroć żywy,
ludzkość wciąż ma swoich niewiernych Tomaszów,
którzy chociaż widzieli...to nie uwierzyli...


Aldona Kolacz, Deventer 4.04.2015

piątek, 25 marca 2016

Wielki Piątek A.D. 2016


I Świat zamilkł na chwilę...


Kir okrył świat cały niby nocne cienie
uciszył organy, stłumił dzwonów bicie
dziś Chrystus poświęcił swe mienie
na krzyżu samotnym oddał swoje życie

Smutek dziś w kościele, kir zlewa ołtarze
na białych zasłonach znak krzyża się bieli
na ołtarzu głównym dziś sterczą lichtarze
Syn Boży złożony w grobowej pościeli

Czasem stuk obcasów martwą ciszę gromi
u grobu Pańskiego lud się tłumnie korzy
światła tlą się wokół pośród kwiatów woni
w grobie odpoczywa...nasz Zbawca - Syn Boży

Tuż przy Bożym grobie stoją czujne straże
jak żywe posągi - adorują stale
lud tłumnie przynosi kwiaty w darze
dziś po raz ostatni zabrzmią "Gorzkie Żale"

wtorek, 22 marca 2016

Niedziela Palmowa...dwa dni po...



Jak ja dawno nie widziałam mojego kościółka w Lewinie. Ostatni raz na pogrzebie mojego Taty...
Śliczna Palma, i ładne, zadbane wnętrze. Tęsknię za tym moim kościołem z dzieciństwa, za katechezami w salce obok,
za starym Proboszczem, który odszedł dawno temu. Za przepięknym Grobem Pańskim, za przebranymi żołnierzami rzymskimi,
którzy pełnili tam zawsze warte. Pełno wspomnień...dobrych wspomnień...


Aktualizacja...

Wracając do tych dobrych wspomnień...przypomniało mi się jak to pewnego razu (miałam chyba z 12-13 lat) z moim kolegą i sąsiadem Przemkiem siedzieliśmy na balkonie podczas Mszy Świętej. A że nikogo tam oprócz nas nie było, zaczęliśmy spoglądać na ludzi siedzących pod balkonem. Uwagę moją przykłuł pan, ktory miał że tak powiem łysinę na głowie, a ta stanowiła idealne centrum do urządzenia sobie zawodów typu: kto z nas celnie napluje temu panu na łysinę. Oczywiście z racji tego, że byłam starsza o rok czy dwa od Przemka, inicjatywa zawodów wyszła z mojej strony, jednak nagrody za wygrany konkurs nie można zaliczyć do tej udanej, bo pan, któremu celnie napłułam na środek łysinki szybko zdemaskował moje pochodzenie, i już na drugi dzień doniósł mojej mamie jaka to ze mnie niewychowana gadzina, a Ta (czyli moja mama) z kolei zrobiła larum na całą wieś, że nie tak nas wychowywała, i że mam szlaban na kumplowanie się z Przemkiem oraz wychodzenie z domu. No żesz krasnoludku jeden! Kara nie była wspólmierna do winy, bo ten pan sam się nam wystawił pod obstrzał, i w sumie to nas "zły" namówił do grzechu, bo nie mógł scierpieć, że my tam sami na tym balkonie mamy się modlić, więc leciuchno odwrócił naszą uwagę. Suma sumarum zabroniono nam tez wchodzenia na balkon, a podczas Mszy ksiądz Proboszcz, który był przyjacielem mojej rodziny miał dawać baczenie na moje zachowanie. Z Przemkiem "wywinęliśmy" jeszcze kilka innych numerów...na przykład przemienienie wina w 50 litrowym gąsiorze (które zrobili nasi ojcowie na spółkę) w wodę...ale to może innym razem :)

środa, 10 lutego 2016

Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz


Z prochu w proch...


Słowo - było na początku,
Boskie... dane z mocą nieba,
tchnienie Boga - świat w zalążku
- dzisiaj nam pamiętać trzeba...

że powstałeś tylko z prochu
i weń się przemienisz kiedyś
- lecz nie po to - byś w popłochu
tego świata znosił biedy

Z prochu w proch... a wieczność czeka...
Bóg nam ciągle przypomina,
że z Nim raj jest dla człowieka,
choć tak często zapomina...


Miłego dnia dla wszystkich!

wtorek, 19 stycznia 2016

HISTORIA Z LEKSZA POWTÓRZONA


HISTORIA Z LEKSZA POWTÓRZONA

Piątek wieczór, Junior trzymając nić dentystyczną, i czyszcząc swoj zgryz mówi do mnie:
-Czy ty wiesz, że należy codziennie nitkować zęby?
-Wiem, mówię ja do Juniora, ale wystarczy mi codziennie mycie zębów i wizyta od czasu do czasu u higienistki.
-Samo mycie zębów nie wystarcza, trzeba dobrze wyczyścić wszystko miedzy zębami, nie daje mi spokoju Junior.
- No to czyść codziennie synu, ale daj mi teraz obejrzeć mój ulubiony serial, i nie mlaskaj mi nad uchem.
-Radzę ci, żebyś codziennie nitkowała swoje zęby przed snem, po czym udał się do swojego pokoju.
Sobota wieczór, Junior wrocił z wyprawy z Utrechtu, mlaskając pod nosem mówi do mnie:
- Coś mnie dzisiaj pobolewa dziąsło, chyba za mocno nitkowałem zęby.
- Weź Amol albo moją nalewkę bursztynową, i posmaruj to dziąsło, to ci przejdzie, mówię ja.
- Eeeetam, obejdzie się. Jutro już nie będzie znaku po bółu.
-Ok. mówię ja.
Niedziela, popołudnie, Junior wstaje po nieprzespanej nocy, zaczyna szukać czegoś w szufladach:
- To gdzie masz ten Amol? - pyta mnie, gdy stoję w kuchni nad garkami.
- W apteczce u mnie w sypialni! - rzucam mu głośno z kuchni.
-Obiad gotowy, bedziesz jadł? - pytam dla pewności.
- Chyba nie, bo spuchła mi japa - odpowiada ukazując się w drzwiach kuchni.
Przyglądam się i nie wierzę własnym oczom: policzek Juniora zrobił się okrągły, jakby ktoś schował w nim wielką mandarynkę.
Trochę zrobiło mi się go żal, ale pytam czy nie chce sobie wynitkować zębów.
- Już nie! - odpowiada zbolały. W ogóle kto wymyslił takie pierdoły jak nitka do zębów?!
- Ekonomiści mój synu, ekonomiści.
Poniedziałek, wizyta u dentysty zakończona przepisaniem antybiotyku, a nitka do zębów znalazła nowe miejsce zamieszkania: w koszu na śmiecie.


The end

P.S. Powyższa historia zawierała lokowanie produktu, jakby ktoś się czepiał :)

czwartek, 14 stycznia 2016

Geronimo's Cadillac or High way to Hell !


Lady and Gentelmens!
Ma 6 metrow i pamięta czasy Elvisa. Ba! Za czasów Elvisa było ich tego typu tylko cztery, i jeden z nich właśnie dożył momentu, by "straszyć" holenderskich automobilistów. Aczkolwiek ja sama najadłam się strachu, gdy wczoraj okazjonalnie miałam szansę przejechania sie tym cudakiem. To nie jest pojazd na te wąskie dróżki holenderskie - jazda żywcem przypomina grę Super Mario w Cadillaku, który zbija grzybki, w moim wypadku - drogowe słupki, albo lusterka innych wymijających mnie pojazdów! W bagażniku Cadillaca mieści sie pojemnik na gaz, ktory wielkoscią przypomina torpedę morską, a myśl ze masz cos takiego za sobą sprawia, że jadąc musowo nucisz sobie hicior AC/DC - High way to Hell, lub Steppenwolfa - Born to be wild! Jazda Cadillakiem to czad - zastanawiam się tylko, czy mijający mnie kierowcy nie mieli wrażenia, że autem kieruje jakis duch, bo mnie w tych poduchowatych siedzeniach nie bylo nawet widać. Ewentualnie ktoś mógł widzieć same uniesione brwi nad kierownicą haha! Właściciel autka złożył mi ofertę nie do odrzucenia, aby na początku lutego pojechać sobie do Norwegii pod sam biegun, i obejrzeć z bliska Aurorę Borelias alias Zorza Polarna. Ponoć drogi w Norwegii bardziej pasują do pojazdu niż holenderskie autostrady, więc rozważam propozycję całkiem serio. Przeraża mnie tylko widmo spania w śpiworze na jakichś stacjach blisko fiordów, przy temperaturze minus pietnaście czy dwadziescia stopni. Ale ja lubie zimę, i to wyzwanie jakoś mnie korci. Czy dojdzie do skutku, to Was o tym poinformuje!
Pozdrawiam niczym Marilyn Monroe!

środa, 6 stycznia 2016

C+M+B 2016 Christus Mansionem Benedicat


"Moje Betlejem"

Po pustyni zawrotnego zycia,
błądząc w kuluarach zła i mroku,
Trzej Królowie na wielbłądach jadą
Z orientalną nowiną, i z dobytkiem u boku.
Przemierzają siódme góry i lasy,
najpiekniejsze królestwa podziwiaja
Chcą znależć w nich wielkiego Króla,
dla którego też wielkie dary mają.
Długa, wspólna podróż i cel tej podróży
Królów szczerą mądrością zachwyciła,
do stajenki upadlej szybko podążyli,
gdzie Dziecina Boża się narodziła
Miedzy władcami możnymi tego świata
nie szukali już sprawiedliwości,
gdy w ciemnościach jasną gwiazdę ujrzęli
wśród swych ciągłych wątpliwości.
Swe królewskie mądre głowy pokłonili,
przed Dzieciateczkiem, Jozefem i Maryją
zloto, mirre, kadzidlo w holdzie Mu zlozyli
wiedzac, ze narodziny tego Krola nad Krolami
grzechy calego swiata obmyja.
Pastuszkowie i bydlatka wsrod ciemnosci
gwiazde betlejemska tez ujrzeli,
i jak jeden maz w ogromnym pospiechu,
z wielka nadzieja do Betlejem pobiezeli.
Slyszycie? Gloria in excelsis Deo!
Wtoruje chor Aniolow na wysokim niebie,
Dzis na nowo w moim sercu Bog sie rodzi
Jezu - z ufnoscia czekam tu na Ciebie!

Aldona Maria Kołacz, Deventer 5-01-2013

wtorek, 29 grudnia 2015

Hu Hu Ha! Była zima zła!


Pamiętam. Stałam na stacji w drodze do liceum w Brzegu, a na niej prawie nikogo nie było. Przyjechał pociąg, drzwi były tak zamarznięte, że się nawet nie otworzyły. Pociąg odjechał.
Dzień wcześniej nie było w całym mieście prądu, i dopiero jakiś konduktor powiedział mi, że szkoły są odwołane, a ferie przedłużone.
Jupi! Co to była za radość. Na rynku koparki utworzyły ze śniegu tak wysoką górkę, że mogłam prawie z naszego okna na drugim piętrze na nią skakać.
Taką zimę i niejedną pamiętam, i za taką zimą tęsknię. Hej!

czwartek, 24 grudnia 2015

Wigilia AD 2015



"Do Gwiazdy"

Gwiazdo betlejemska,
która spełniłaś ludzkości
nadzieję, oznajmiając przyjscie
Tego, który topi wszelkie lody,
Zaświeć dzisiaj nad moim niebem
pełnym rozterek i zwątpienia,
bym na powrót odnalazła drogę
prowadzacą mnie do serca
Świąt Bożego Narodzenia...

Aldona Kołacz, Deventer, 14-12-2009
Taka mała dedykacja mojego wiersza dla Was na te święta.

Życzę wszystkim przyjaciołom, rodzinie, znajomym zdrowych, radosnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia.
Zaproście kochani na ten dzień urodzin do swoich domostw Jezusa, bo świętowanie urodzin bez solenizanta nie jest fajne!

Pozdrawiam wszystkich świątecznie.

wtorek, 15 grudnia 2015

Hej Kolęda Kolęda!


Swięta uważam oficjalnie za otwarte!
Szopka gotowa (bez niej nie ma świąt), choinka też, jeszcze do końca tygodnia sprzątanko generalne, a już od Poniedziałku gotowanie, smażenie, pieczenie, ale tylko w nocy, bo w dzień...wiadomo w sklepie zagon.
Moja szopka ma juz 26 lat - tyle samo ile ma mój syn. Dokladnie ją zrobiłam, kiedy był jeszcze w moim brzuchu. Wyczekiwany i zrodzony z wielkiej miłości...jak Dzieciątko... Eksio zrobił korpus, dziurki na światełka, a ja całą resztę. Z tym, że co roku dokupuję jakiś malutki element...no i się tego uzbierało! W szopce są jeszcze zabaweczki Jowiego, kiedy się nimi bawił, i dodawał do szopki. Mam nadzieję, że kiedyś jego dzieci będą kontynuować tradycję, i rozbudują ją do wielkości prawdziwej stajenki.Czerwony Kościółek to świeczka, którą dostałam chyba 20 lat temu od mojej Mamy, i ten czerwony świeczkowy Mikołaj też. Wspomnienia ożywają, i kiedy pierwsza Gwiazdka zaswieci na niebie Ci, ktorych już nie ma...jednak są...przy wigilijnym stole, w pamieci...i na zawsze w sercu...

niedziela, 13 grudnia 2015

Trzecia Niedziela Adwentu AD 2015


Jest już prawie szósta rano, więc należałoby się położyć spać, ponieważ największa fucha (czytaj: rozplątywanie, sprawdzanie, wykręcanie światełek i i umieszczenie ich na drzewku) już jest odwalona, więc jutro, a własciwie dzisiaj obłożenie ją świecidełkami to mały pikuś! W zasadzie już jest przepiękna, bo nowe ledowe światełka są, że tak powiem po chamsku zajebiszczaste! W ubiegłym roku je kupiłam, ale w drugi dzień świąt zaczełam je przeklinać, ponieważ włączyła mi się jakaś opcja mrugająca, co też po krótkim czasie zaczęło mi wadzić. Po paru dniach kurfowałam na nie niczym szewc, bo nie pomogło wyciąganie wtyczki i wsadzanie z powrotem do kontaktu. Dopiero przy rozbieraniu choinki okazało się, że owe światełka zawierają na sznurku takie malutkie, zielone pudełeczko, gdzie można ustawiać dowolną ilość mrugań, kolorów i tym podobnych cudów-niewidów. A żem brunetka z koloru włosów, a blondynka z charakteru, to se mogłam do us.... to znaczy do końca świata wyciągać te wtyczkę z kontaktu! Ale już jest wszystko obczajone, wiem na których gałązkach leżą owe magiczne pudełeczka, więc w razie awarii się zainterweniuje jak wojsko 13 Grudnia w 1981 roku, kiedy rano jak się obudziłam, nie było ani Teleranka, ani mojego Taty, którego zwinęło o piatej rano wojsko. Się pamięta te czasy, i chyba nawet sie za nimi tęskni, bo mimo, że było trochę szaro,mrocznie, ponuro, i mroźnie to jednak ludzie mieli bardziej gorące serca, otwarte umysły, więcej życiowych perspektyw niż dzisiaj. No i oczywiście było wtedy więcej lamety na choinkach...

Miłego dnia i kolejnego przeżycia trzeciej Niedzieli adwentowej.

niedziela, 6 grudnia 2015

II Niedziela Adwentu AD 2015


Jak tam u Was kochani z przygotowaniem do Świąt? U nas, że tak powiem brzydko: totalna rozpierducha, ale to normalka. Moja natura zodiakalnej Panny potrzebuje chaosu, aby później ułożyć w nim wszystko na picobello!
I ja jestem właśnie w fazie drugiego Adwentu...czyli wszystko idzie zgodnie z planem.


*************************************************************************************
Adwentowe świece

W czas oczekiwania na przyjście Małego
uśpioną jutrzenkę zbudził odgłos dzwonu
to sam Bóg prowadzi za rękę swe dziecię
oświetlając drogę światełkiem lampionu

O nowinie z nieba wieści czeka ziemia
jeszcze otulona nocy zimnej snami
zapłonęły świece adwentowej ciszy
znacząc czas tęsknoty woskowymi łzami

„Oto Pan Bóg przyjdzie” huknęły organy
przyjdzie jak co roku ludzkich serc spragniony
wypalą się świece adwentowej ciszy
gdy pokój przyniesie Jezus narodzony

Regina Sobik
****************************************************************************************
Życzę wszystkim dobrej Niedzieli!

niedziela, 29 listopada 2015

Pierwsza Niedziela Adwentu AD 2015


Czas biegnie jak wariat, wskazówki zegara ledwo nadążają z obracaniem się na tarczy, i człowiek nawet nie wie, kiedy pojawią się następne święta. A one już pukąją do naszych drzwi, już zapalamy pierwszą świeczkę w adwentowym wianku, i zanim się zorientujemy trzeba będzie ubrać choinkę, przygotować wigilijną wieczerzę, przywitać Nowy Rok. Czy Wy też macie takie wrażenie, że kiedyś rok wydawał się wiecznością, i wszystko miało jakiś głębszy sens? Albo ja się już po prostu starzeję, robię starym tetrykiem, który potrzebuje jakiegoś bodzca, aby zacząć znowu cieszyć się życiem. Hmm...gdzieś chyba po środku musi leżeć prawda...
Mimo moich dzisiejszych zawirowań emocjonalnych życzę wszystkim znajomym, rodzinie, przyjaciołom wspaniałego przeżycia tego czasu adwentowego, który pozwoli na nowo powitać Dziecię Boże, i odnależć sens naszej egzystencji tu na ziemi. Wszystko jest po coś, tylko ciężko czasem zrozumieć po co...

czwartek, 12 listopada 2015

Z cyklu: Śpieszmy się kochać ludzi...


Dziś mija kolejna bolesna rocznica...16 rocznica śmierci mojego Taty. Pamiętam dokładnie jak tego dnia szesnaście lat temu, wracałam z pracy swoim autem, gdy nagle na pustej drodze coś stuknęło w moją przednią szybę. Na szkle pojawiła się mała pajęczynka, a mnie obleciały ciarki po plecach. Automatycznie spojrzałam na zegar znajdujący się na tablicy rozdzielczej. Było parę minut po drugiej...parę dni później, będąc już w Polsce i załatwiając czynności pogrzebowe dowiedziałam się, że o tej porze Tato zmarł...

Bardzo tęsknię za moimi rodzicami, i głęboko wierzę, że nadal czuwają nad nami, bo zawsze zdarzają się rzeczy, o których inni mówią, że jest to tylko zwykły zbieg okoliczności. A tych zbiegów jest zbyt wiele, i czasami układają się w logiczną całość, tylko to już jest temat na inną opowieść...


[*] Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie [*]

sobota, 19 września 2015

Nie płaczcie za mną...


Kolejna kartka spada z kalendarza.
To już 18 lat od kiedy Cię moja kochana Mamuśu nie ma...
Napisałam kolejny wiersz dla Ciebie,
ale tym razem w Twoim imieniu. Wierzę,
że tam na górze też lubicie poezję.

Nie płaczcie za mną...

Moje kochane dzieci, prosze,
Nie płaczcie za mną rzewnymi łzami,
Ja Was nie opuściłam na zawsze
Jestem jedynie jeden krok przed Wami.

Nie płaczcie za mną dzieci,
Przeżyłam tutaj najszczęśliwsze chwile,
Lecz los obrocił koło niefortunnie
Zamieniając życie w śmiertelne motyle.

Moje dzieci, nie wierzcie,
że gdy umarłam zostaliśmy od siebie oddaleni,
Moja dusza jak letni powiew wiatru
wciąż pląsa z Wami tu na ziemi.

Nie płaczcie za mną drogie dzieci,
Lecz gdy dzień w ciemną noc się zamienia,
spójrzcie na tą jasną gwiazdę na niebie
To Wasza Mama przesyła wieczorne
pozdrowienia.


Aldona Kołacz, 15.09.2015 Deventer

środa, 5 sierpnia 2015

Przeminelo z wiatrem...

Rodzimy sie w bolu, a konkretnie bolesne jest pierwsze "zachlystniecie" sie powietrzem, ktore rozszerza malenkie plucka niemowlecia. Stad placz, wrzask, strach przed nieznanym. A kiedy obejmuja niemowle ramiona czulej mamy, wtedy strach mija, dziecko jest juz spokojne, szybko rozumie, ze w tych ramionach jest bezpiecznie. Kiedy umieramy jest zupelnie odwrotnie. Boimy sie tego ostatniego oddechu, ktory spowoduje, ze nasze pluca sie zamkna, funkcje zyciowe spadna do zera, nie wiemy tez kto na nas po tej tak zwanej "drugiej stronie" czeka. Wierzymy, ze beda to nasi najblizsi, ktorzy odeszli szybciej, ze beda to cudowne anielskie istoty, ktore za zycia sie nami opiekowaly, wreszcie wierzymy, ze z ciemnego tunelu wyciagnie nas Swiatlo, ktore jest nieskonczona Miloscia, a ktora niektorzy nazywaja Bogiem. Jesli pogodzimy sie z faktem, ze "odejscie" jest czescia naszego narodzenia, wowczas latwiej zrozumiec problem smierci. Tylko, ze teoretycznie wyglada to latwiej, ale jesli tracimy nam bliska osobe, nie myslimy juz racjonalnie. Fizyczne odejscie bliskich jest bolesne dla tych, ktorzy pozostaja. Mysl utraty osoby, ktora sie bardzo kocha jest wprost nie do zniesienia. Jednak przez cale zycie spotykamy sie ze smiercia. Jest ona wpisana w nasze zycie, i nawet nie zdajemy sobie sprawy, ze niektore odejscia wpisuja nam sie w nasza pamiec na stale, a powracja jako feedback wywolane specyficzna sytuacja. Jako dziecko ze smiercia spotkalam sie kilkukrotnie. W pamieci mam jednak dwie takie powracajace jak bumerang sytuacje. Pierwszy raz, kiedy zmarl moj dziadek. Pojawia sie obraz Ojca trzymajacego mnie na rekach, mnostwo szlochajacych ludzi, i przeokropny zapach, ktory przepelnial Kosciol. Po latach dowiedzialam sie, ze jest to palona w kadzidle mirra. I to ona zawsze wywoluje u mnie te wspomnienia. Kilka lat pozniej , w pierwszej klasie szkoly podstawowej, zmarl moj kolega Januszek. W dniu pogrzebu z cala klasa bylismy w jego mieszkaniu, i widzielismy jego male cialo ubrane na bialo, zlozone w bialej trumnie. Dookola trumny ustawione bukiety kwiatow, a posrod nich biale Lilie, ktore dusily swoim zapachem. Do dzisiaj niecierpie tych kwiatow, bo kojarza mi sie zawsze z tamtym dniem, a bylo to naprawde dawno temu. Pamietam tez moment, kiedy trumna zostala zlozona do grobu, i przeokropny krzyk i placz mamy Januszka. Nie moglam pojac dlaczego Pan Bog zabral tej mamie dziecko. Strasznie plakalam, nawet kilkanascie dni po tym zdarzeniu. Zastanawialam sie, czy moi rodzice tez tak bardzo rozpaczaliby, gdybym to ja umarla. Juz wtedy rozmyslalam bardzo duzo o smierci, dlaczego ona istnieje, i dlaczego tak musi byc, ze cialo z trumna jest zakopywane gleboko w ziemi. A co by sie stalo jakby ten czlowiek w tej trumie pod ziemia sie obudzil...Balam sie jednak z kimkolwiek o tym rozmawiac, bo rozum siedmioletniego dziecka mi podpowiadal, ze jesli sie o tym glosno nie mowi, to nigdy mnie ten problem nie dotknie. Jak bardzo sie wtedy mylilam...Gdybym wowczas z kims porozmawiala o smierci, zaoszczedzilabym w swoim zyciu nerwicy, depresji i lekow przed smiercia, ktore paradokisalnie przeszly w momecie kiedy stracilam rodzicow. Zawsze wydawalo mi sie, ze umieraja rodzice i najblizsi innych ludzi, ale pewnego dnia Pan Bog dotknal swoim palcem moja rodzine. Uczestniczylam w odejsciu mojej ukochanej Mamy, i mysle, ze ten moment nauczyl mnie pokory wobec zycia. Bylam bezsilna, nie moglam nic zrobic, aby zatrzymac Jej oddech na dluzej. Nie moglam tez zatrzymac mojego Taty, ktory zrozpaczony po odejsciu Mamy w niecaly rok odszedl rowniez...Dlugo nie moglam pogodzic sie z tym faktem, ale pomogly mi rozmowy z zaprzyjaznionym ksiedzem, ktorego metafizyczne podejscie do zycia pozwolilo uporzadkowac mi kilka kwestii, i odpowiedziec na kilka waznych pytan. Miedzy innymi na to, ze tak naprawde czlowiek nie boi sie samego momentu smierci, ale boi sie o swoich najblizszych, ktorzy pozostana, i ktorzy beda musieli sie pogodzic z odejsciem tej najblizszej osoby. Zycie ma swoja chronologie, i wszystko jest zaplanowane przez Stworce. My nie rozumiemy czasami tych planow, ale mozemy jedynie ufac, ze jest w tym jakis istotny cel. Spostrzezenia opieram na przezyciach z ostatniego roku, kiedy odeszly dwie ukochane dlugoletnie przyjaciolki, ukochany wujek, i dwoch dobrych kolegow oraz znajoma klientka. Mozna by powiedziec, ze smierc zebrala zniwa wsrod moich przyjaciol. I mimo, ze kazda smierc dotknela mnie mocno, to jednak latwiej mi bylo przebrnac przez okres zaloby niz wtedy, gdy odeszli Rodzice. Najdluzej odchodzila moje przyjaciolka Grazynka, z ktora rozmawialam prawie codziennie o tym, czy boi sie smierci. I to wlasnie ona tez potwierdzila, ze boi sie tylko zostawic, corke, meza i zwierzeta, ktore bardzo kochala.Ten strach powodowal, ze walczyla o kazdy dzien jak lwica. Jeszcze nigdy nie spotkalam kogos, kto otrzymal 48 chemicznych kuracji, i przezyl je bez skarzenia sie na bol. Odeszla, gdy corka powiedziala, ze jest juz gotowa na Jej smierc.
Wierze, ze wszystko ma swoj czas. Jest czas siewow i czas zbiorow. Jest czas przyjscia i czas odejscia. Zasypiamy, i kazdego dnia budzimy sie na nowo. Dlatego zyjmy tak, jakby kazdy dzien tu na ziemi byl specjalnym podarunkiem od samego Stworcy, a jesli w Niego wierzymy, to wiemy tez, ze Koniec...to tak naprawde jest Poczatkiem...

piątek, 3 lipca 2015

Niech zyje Biurokracja w Holandii !


Ludzie!! Musze sobie pobluzgac!! Moge? Kufa jego mac!!!
W Holandii istnieje zasada zalatwienia czegos: do 7 razy sztuka!!
2 lata przelecialo od przeprowadzki mojego sklepu, a te kurwy z izby rzemieslniczej tak zwanej KvK jeszcze nie zmienili mi adresu, poniewaz ciagle ponoc nie otrzymuja moich papierow!!! 3 razy wyslalam poczta polecona listy, Junior byl 2 razy tam osobiscie, i wreczal im dokumenty do lap, a w maju znowu im wyslalam poleconym. Dzisiaj dostalam list od nich z zapytaniem dlaczego (na starym adresie) nie istnieje moj biznes?? Doslownie peklam, zadzwonilam do radia, do gazet, opowiedzialam cala historie, pozniej zadzwonilam do glownej siedziby KvK i powiedzialam jak ta historia sie skonczy. Najpierw rozmawialam z jakims wakacyjnym mlodym narybkiem, a gdy ten mnie zaczal zbywac jakimis tanimi gadkami - ryklam na niego, zeby zamknal jape, i polaczyl mnie z kims kompetentniejszym, bo media juz powiadomilam, i za chwile bedzie draka na cala Holandie. Po minucie rozmawialam z jakas starsza pania, ktorej powiedzialam co mysle o takim traktowaniu ludzi, wylozylam kolejny raz, ze przez nich skurwieli nie moge uruchomic mojego PIN automatu, bo bank moze mi go tylko podlaczyc jak adresy rejestracji w KvK sie zgadzaja!!! a tu dupa!!! Mialam miec od 3 lipca PIN, przyjechal monter i nie mogl mi go podlaczyc, bo dane sie nie zgadzaly! Doslownei wychodze z siebie, i chyba sie jakas krew poleje. Pani starala sie mnie grzecznie uspokoic, poprosila, ze zadzwoni do mnie za 10 minut i obgada te sytuacje z kolegami. I rzeczywiscie zadzwonila, proszac mnie abym zeskanowala (po raz 7!!) odpowiednie papiery i wyslala im na maila, a oni zaraz sie zabiora za zmiane danych. No jestem ciekawa, czy darcie ryja cos pomoglo, jak nie, to ide na wojne!
I ja wygram!!

Brrrr...!

niedziela, 3 maja 2015

Konstytucja 3 maja - Narodowe Święto


Konstytucja 3 maja (właściwie Ustawa Rządowa z dnia 3 maja) – uchwalona 3 maja 1791 roku ustawa regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Powszechnie przyjmuje się, że Konstytucja 3 maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) nowoczesną, spisaną konstytucją.Konstytucja 3 maja została ustanowiona ustawą rządową przyjętą tego dnia przez sejm. Została zaprojektowana w celu zlikwidowania obecnych od dawna wad opartego na wolnej elekcji i demokracji szlacheckiej systemu politycznego Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Konstytucja zmieniła ustrój państwa na monarchię dziedziczną, ograniczyła znacząco demokrację szlachecką, odbierając prawo głosu i decyzji w sprawach państwa szlachcie nieposiadającej ziemi (gołocie), wprowadziła polityczne zrównanie mieszczan i szlachty oraz stawiała chłopów pod ochroną państwa, w ten sposób łagodząc najgorsze nadużycia pańszczyzny. Konstytucja formalnie zniosła praktycznie nieużywane od 27 lat (od wprowadzenia w 1764 roku skonfederowanej organizacji pracy sejmu) liberum veto. W tym samym czasie przetłumaczono Konstytucję na język litewski.

Przyjęcie monarchicznej Konstytucji 3 maja spowodowało opozycję republikanów oraz sprowokowało wrogość Imperium Rosyjskiego, które od 1768 roku było protektorem Rzeczypospolitej i gwarantem nienaruszalności jej ustroju. W wojnie w obronie konstytucji, Polska zdradzona przez swojego pruskiego sprzymierzeńca Fryderyka Wilhelma II została pokonana przez wojska rosyjskie Katarzyny Wielkiej, wspierające konfederacją targowicką – spisek polskich magnatów przeciwnych zmianie ustroju Rzeczypospolitej. Po utracie niepodległości w 1795 roku, przez 123 lata rozbiorów, przypominała o walce o niepodległość. Zdaniem dwóch współautorów, Ignacego Potockiego i Hugona Kołłątaja była „ostatnią wolą i testamentem gasnącej Ojczyzny”.

Konstytucja obowiązywała przez 14 miesięcy, w tym czasie Sejm Czteroletni uchwalił szereg ustaw szczegółowych, które były rozwinięciem jej postanowień. Sejm grodzieński (1793), aktem oblatowanym w Grodnie 23 listopada 1793 roku uznał Sejm Czteroletni za niebyły i uchylił wszystkie ustanowione na nim akty prawne.

Mimo rozbiorów, pamięć o drugiej w dziejach świata spisanej konstytucji narodowej (uznawanej przez politologów za bardzo postępowy jak na swoje czasy dokument) przez kolejne pokolenia pomagała podtrzymywać polskie dążenia do niepodległości i stworzenia sprawiedliwego społeczeństwa. W Polsce uznaje się ją za ukoronowanie wszystkiego, co dobre i oświecone w polskiej historii i kulturze. Od czasu odzyskania niepodległości w 1918 roku, Święto Konstytucji 3 maja było obchodzone jako najważniejsze święto państwowe.Dzień 3 maja 1791 roku został uznany Świętem Konstytucji 3 Maja. Obchody tego święta były zakazane podczas rozbiorów, a ponownie jego obchodzenie zostało wznowione w II Rzeczypospolitej w kwietniu 1919 roku. Święto Konstytucji 3 Maja zostało zdelegalizowane przez hitlerowców i sowietów podczas okupacji Polski w czasie II wojny światowej, a po antykomunistycznych demonstracjach w 1946 r. nie było obchodzone w Polsce, natomiast zastąpione obchodami Święta 1 Maja. W styczniu 1951 r. święto 3 maja zostało oficjalnie zdelegalizowane przez władze komunistyczne. W roku 1981 ponownie władze świętowały uchwalenie majowej konstytucji. Do roku 1989 w tym dniu często dochodziło w Polsce do protestów i demonstracji antyrządowych i antykomunistycznych. Po zmianie ustroju, od kwietnia 1990 r. Święto Konstytucji 3 Maja należy do uroczyście obchodzonych polskich świąt. W roku 2007 po raz pierwszy na Litwie obchodzono święto Konstytucji 3 maja.

Witaj, majowa jutrzenko,
świeć naszej polskiej krainie,
uczcimy ciebie piosenką
Która w całej Polsce słynie.
Witaj Maj, piękny Maj,
U Polaków błogi raj!
Nierząd braci naszych cisnął,
gnuśność w ręku króla spała,
a wtem Trzeci Maj zabłysnął
i nasza Polska powstała.
Witaj Maj, Trzeci Maj,
Wiwat wielki Kołłątaj!

Pozdrawiam wzystkich Rodaków i życzę wspaniałej, podwójnie świątecznej Niedzieli.