niedziela, 1 listopada 2020

Witaj 1 Listopadzie A.D.2020


Ja jak co roku rozdarta na pół, trochę tam, a troche tu...
W Polsce Tato, w Niemczech Mama i Rysio. Ich prochy porozrzucane po świecie, ale ich dusze pod jednym dachem: w moim sercu. Na zawsze. Symboliczne świece mogą płonąć gdziekolwiek, i tak ich energia i intencja trafi tam gdzie trzeba.
Życzę wszystkim dużo miłości i zadumy w tym jakże smutnym,
ale i bardzo pięknym dniu Święta Zmarłych, gdzie przy rodzinnym stole możemy powspominać naszych ukochanych, których już nie ma z nami.
🙏🍁🙏🍂🙏🍂🙏🍁🙏🍂🙏🍁🙏

czwartek, 8 października 2020

Jesienna Nostalgia...




W niedzielę "coś" mnie zaatakowało i położyło do łóżka. To coś to przeziębienie połączone z zatokami. Nie wpadłam w panikę tylko postanowiłam przegnać to babcinymi sposobami. Miód, cytryny, herbata z sokiem malinowym i lipą, nacieranie nalewka bursztynową, gripex max, i zalecane wyleżenie w łóżku, co też z przyjemnością zrobiłam, ponieważ po 12 latach prowadzenia sklepu nigdy na to czasu nie miałam nawet jednego dnia. Czas spędzony w łóżku nie poszedł na marne, bo przeczytałam całą piątą część sagi "Siedmiu sióstr", a teraz zabrałam się za szóstą. Poza tym, że zatoki wciąż się oczyszczają wszystko wraca do normy. Jutro wracam do pracy! :)
P.S. Właśnie się dowiedziałam od samej autorki (krótki wywiad na jej oficjalnej stronie) że ostatnia siódma część sagi ukaże się już na wiosnę przyszłego roku. Buuuuuu....jak ja tyle czasu wytrzymam bez uchylenia rąbka tajemnicy kim jest tajemnicza Siódma Siostra Merope, która jak pozostałe siostry ma imię pochodzące od mitycznych siedmiu plejad?? Na szczęscie mam jeszcze kilka innych książek tej autorki, które pozwolą mi przeczekać ten okres, tylko, że wszystkie są tak piękne, że czyta się je jednym tchem!! 😍😍😍

sobota, 19 września 2020

Kolejna rocznica Twojego odejścia Mamo


 

Sylwia, chociaz nigdy nie maluje portretów, na 23 rocznicę Twojego odejścia uchwyciła Twoja twarz taką jaką Cię zapamietała. Ja natomiast nie potrafię malować, ale za to moge to co czuję opisać słowami. Mam to po Tobie... Kochamy Cię Mamusiu, gdziekolwiek jesteś! 🙏🙏🙏 

  Nie płaczcie za mną 

 Moje kochane dzieci, proszę, 
Nie płaczcie za mną rzewnymi łzami, 
Ja Was nie opuściłam na zawsze 
Jestem jedynie jeden krok przed Wami. 

 Nie płaczcie za mną dzieci, 
Przeżyłam tutaj najszczęsliwsze chwile, 
 Lecz los obrócił koło niefortunnie 
Zamieniając pełne życia ptaki w śmiertelne motyle. 

 Moje dzieci, nie wierzcie w to, 
że gdy umarłam zostaliśmy od siebie oddaleni, 
Moja dusza jak letni powiew wiatru 
wciąż pląsa z Wami tu na ziemi! 

 Nie płaczcie za mną dzieci, 
Lecz gdy dzień w ciemną noc się zamienia, 
spójrzcie na tą jasną gwiazdę na niebie, 
to Wasza Mama przesyła wieczorne pozdrowienia. 

  Aldona Kołacz, 15.09.2015 Deventer 🙏🙏🙏

niedziela, 16 sierpnia 2020

środa, 29 lipca 2020

Tęsknimy za Tobą Reksiu...

Dzisiaj mijają dokładnie dwa lata, gdy poraz ostatni zabiło Twoje serduszko...🙏🙏🙏
Moje i Jowiego rozpadło się na milion kawałków.
Kochamy Cię i zawsze pamiętamy...😭😭😭


„Dokąd idą psy, gdy odchodzą”

Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
No, bo jeśli nie idą do nieba,
to przepraszam Cię, Panie Boże,
mnie tam także iść nie potrzeba.
Ja poproszę na inny przystanek
– tam gdzie merda stado ogonów;
zrezygnuję z anielskich chórów tudzież innych nagród nieboskłonu.
W moim niebie będą miękkie sierści, nosy, łapy, ogony i kły;
w moim niebie będę znowu głaskać wszystkie moje pożegnane psy…
Barbara Borzymowska

sobota, 25 lipca 2020

Jabłuszka, jabłuszka pełne snu!



Jedna moja wirtualna znajoma wrzuciła u siebie te dwie fotki: jedna z koszykiem pełnym papierówek, druga z wiankiem, który zrobiła z papierówkami. Nie mogłam sie powstrzymać od komentarza, tym bardziej, że dostałam na ten widok slinotoku.
Napisałam jej w komentarzu: "Proszę powiedziec, gdzie znajduje się ten wianek, to objem go z tych papierówek jak Maksio i Albercik w Seksmisji święte rajskie jabuszka" 
Szczerze mówiąc od 30 lat ich nie jadłam, bo tu gdzie mieszkam po prostu nie ma takiej odmiany, a wydawałoby sie, że Holandia niby taki gospodarczy kraj...
Jestem przekonana, że znowu będę śniła o tym jak kiedyś w dzieciństwie całą paczką chodziliśmy do lokalnego "Burżuja" na najlepsze papierówki w jego sadzie. Co zwinniejsi wchodzili na drzewo i rwali w pospiechu jabka, ciamajdy ( w tym ja) które bały sie wysokości stały na czatach i zbierały zrzucane jabłka. Pan Burżuj nie raz nas gonił ze swojej wyspy, która mieściła sie obok przepływajacej Nysy. Jednego razu sprawił nam niezłą niespodzianke: sprowadził do sadu byka, który miał nas odstraszyć od masowej i częstej grabieży jego plonów, które i tak same później oblatywały i walały sie na ziemi. Facet był starszy i nie dawał rady dbac o owoce. Wolał zeby zgnily zamiast pozwolic dzieciakom je zjeśc, stąd jego xywa "Burzuj"  Ja już się wiecej nie odważyłam na te eskapady, natomiast chętnie stałam w bezpiecznej odległości wyspy (w sumie to był półwysep) i czekałam jak mój świętej pamieci braciszek wróci z łupami, bo on jak rodowity toreadotr byka sie nie bał, a co gorsza, czesto go draznil! 😂😂😂 Oj dobrze sie wspomina te wariackie czasy z dzieciństwa 
Ślinka mi cieknie!




piątek, 29 maja 2020

Poziomki, poziomki pełne snu...

Na tym zdjęciu są poziomki w ogrodzie mojej siostry Sylwii.
Z nimi jest tylko jeden problem, mianowicie taki, że nie wiadomo skąd się tam wzięły. Nikt je nie sadził, nigdzie nie ma innego ogródka, zeby sie samozasiały. Ale Sylwka domyśla się skąd są. Jakiś czas temu wspominała, że jak mieszkali w Szwarzwaldzie, za domem rodziców rozciagał się las. Tato zabierał Sylwkę na spacer na taką polanę, która pokryta była samymi krzaczkami z poziomkami. Zawsze zbierali je na zdzbła trawy, by się nie poobijały. I ona zawsze chciała mieć takie leśne poziomki w ogródku. Sentyment z lat dziciństwa.
I chyba ktoś tam w niebie dobrze wysłuchał jej życzenia, w końcu to była ukochana córeczka tatusia :)
Ja mam takie samo wspomnienie z tatem, tylko z czasów, gdy mieszkaliśmy jeszcze w Polsce. Chodziliśmy do lasu na jagody, jeżyny i poziomki. Las i łowienie rybek to był żywioł mojego taty. Zbierał grzyby, jagody, poziomki, jeżyny wszystko co dało się przerobić na soki, dżemy, marynaty. Ja dodatkowo zbieralam mu do banieczek żaby, slimaki i inne leśne żyjątka, przez które moja mama czasami dostawała zawału serca.
A wracając do tych poziomek, to leci mi już slinka. Szkoda, że mam trochę kilometrów do tych moich sióstr. Ale niech no tylko skończy sie ta pandemia! 🍓🍓🍓

wtorek, 26 maja 2020

Dzień Matki A.D. 2020 tym razem po polsku


I kolejny Dzień Matki bez Ciebie...I kolejny wiersz dla Ciebie.
Tęsknie Mamo...
☘️🌹☘️🌹☘️🌹☘️🌹☘️🌹

Jak Konwalie

Pamiętasz Mamo,
Te perfumy, które podarowal Ci tata?
Pachniały radością, wiosennym słoncem
i odrobiną spóźnionego lata.
Pachniały ogrodem pokrytym drobnym kwieciem,
I strumykiem szemrającym przejrzyście
jak dzwoneczek na gałązce konwalii
w Twoim ślubnym zielonym bukiecie.
W małej fiolce z konwaliowymi perfumami
jakby w kadrze na chwile zatrzymał się czas,
jak przez mgłę dostrzegam młode małżeństwo,
w ich twarzach rozpoznaję Mamo Was!
Ty, z konwaliowym wiankiem na głowie
biegniesz szczęśliwa po łące zielonej,
na palcu nosisz małą złotą obraczkę
od Taty to dowód miłości szalonej.
Wiesz droga Mamo,
Dzień Matki od lat wielu jest taki smutny
Krwawi serce córek tęskniących po Tobie,
rodzicow tak szybko zabrał los okrutny
ciała Wasze spoczywają dzisiaj w ciemnym grobie.
Moje serce jednak pamięta droga Mamo
w każdej jednej mej życia chwileczce,
że byłaś dla mnie tak dobra i cudna,
jak zapach konwalii w krysztalowej fioleczce...

Aldona Kolacz, Deventer 26-05-2013

sobota, 23 maja 2020

Wspomnienia z dawnych lat...


To jest moja czteroletnia Sylwusia ubrana w białą sukieneczkę w czerwone grochy, którą uszyła jej nasza Mama. Jest w naszym ogródku, ma we włosach kwiatka, ta moja kochana śliczna wariatka. Zdjęcie cykał oczywiście Tato, bo to był jego pępek świata, zresztą nas wszystkich też. Z ogródkiem związana jest fajna anegdota. Sylwia z przyczyn naturalnych była wychowywana wśród samych dorosłych. My z sostrą i bratem mieliśmy swój młodzieżowy slang, a ta mała bestyja chłonęła wszystko w mig. I kiedyś pięknego letniego dnia (Sylwia miała chyba z dwa latka) rodzice postanowili wykorzystać ten dzień na działce, którą obydwoje bardzo kochali. Nasza mała miss siedziała sobie w kuchni na amerykance, miała zawiniętą noge na nodze, i bawiła się jakąś laleczką. W pewnym momencie tato mówi do niej: chodz Sylwusiu, założę ci buciki i jedziemy na ogródek, do twojego basenika, i do altanki. A ona siedząc własnie w tej pozycji, którą wyżej opisałam, nadal bawiąc się lalką odpowiedziała tacie: idzcie sobie sami na ten ogródek, ja OLEWAM tą wasza aldantkę! Nie potrafiła jeszcze dobrze wymawiać słowo ALTANKA ale OLEWAĆ znała perfekcyjnie! Kiedy to usłyszeliśmy popadaliśmy ze śmiechu, a Tato zaniemówił z wrażenia, bo prędzej spodziewałby sie gromu z jasnego nieba niż takiej odpowiedzi od jego ukochanej Sylwusi. Taka była z niej mała agentka, która brała niekoniecznie dobry przykład ze swojego starszego rodzeństwa :)
Ostatnio rozmawiałyśmy o tych naszych bajeczkach na płytach, o zielonej półnutce, a tu bach, dwa dni temu Sylwia dostaje prezent od męża, który nie wiadomo skąd, nie wiadomo gdzie dorwał tę jakże cenna płytę winilowa ze znanymi piosenkami zielonej pólnutki. Dodam, że szwagier jest Niemcem i mieszkają w Niemczech, więc do licha skąd mu się udało to kupić? Sylwia oczywiście z sentymentu popłakała się jak dziecko, bo to naprawdę sa jej polskie wspomnienia z tamtych czasów. Rodzice wyjechali z Polski, kiedy ona miała niecałe dziesięc lat. W Niemczech kontynuowano leczenie jej serduszka po zawale, gdy miała trzy miesiące. O tym juz kiedyś pisałam, ale jak ktoś jest ciekawy wstawie go jeszcze raz, bo z tym wydarzeniem zmieniło się całe życie naszej rodziny.

Przyjemnego dnia :)🙏💞🙏💞🙏💞🙏

poniedziałek, 18 maja 2020

100 lat, 100 lat! Kochany Papieżu...


18 Maja 1920 roku przyszedł na świat Karol Woytyła, nasz ukochany Ojciec Święty Jan Paweł II. Mój drugi autorytet po Panu Jezusie. Biały Apostoł tych czasów. Jego nauki są tak bardzo proste a jednocześnie bardzo mądre. Wystarczy prześledzić Jego życie, by wiedzieć dlaczego...
Przesyłam modlitwę do nieba w tym szczególnym dniu.
🙏💞🙏💞🙏💞🙏💞🙏

niedziela, 10 maja 2020

Dzien Matki


Moja Mama kochała konwalie. Z nich miała zrobiony Wianek do ślubu, do którego był przyczepiony piękny welon, miała w bieliźniarce powkładane mydełka konwaliowe pod poscielą i recznikami, używała też takich delikatnych perfum o zapachu konwaliowym. Gdy umarła, przez długi czas "ukazywała" mi się w różnych sytuacjach pod postacią tego zapachu. Obojętnie czy to było lato, wiosna, czy zima, gdy czułam się zle, smutna, bezradna i prosiłam o Jej opiekę, nagle czułam ten zapach obok siebie. Najpierw myslałam, że zwariowałam, że to moja wyobraznia płata mi figla, do czasu gdy kiedyś podzieliłam się tą informacja mojej najlepszej przyjaciółce Angelice. Ona uśmiechnęła się tylko i powiedziała mi, że wierzy w to na 100 procent, bo ma to samo ze swoim tatą, który za życia był piekarzem. I ona za każdym razem czuje zapach pieczonego chleba wokół siebie zawsze, gdy prosi go o wsparcie. Pozniej gdy szukałam w necie informacji na ten temat to okazało sie, że duzo ludzi ma to samo. Wiem, że istnieje "coś" między niebem i ziemią, dlatego dzisiaj w Dniu Marki przesyłam Jej do nieba bukiecik ukochanych kwiatków. 💞💞💞💞💞

czwartek, 7 maja 2020

Bajka o czterech przyjaciołach


Bajka o czterech Przyjaciołach

Razu pewnego osioł, kogut i pies z kotem
na spacer po polach wybrali się na piechotę.
Idąc tak prowadzili między sobą rozmowy zawiłe,
aż najmniejszy z nich kogut podupadł na sile.
Chociaż zawsze jurny w tym swoim kurniku
teraz nawet nie miał sily wypiać kukuryku!
W szczerym polu stanęli kogut, osiol i pies z kotem,
by porozmyślać nad zaistniałym kłopotem.
Osioł, który najdłużej żył na tym Bożym świecie
zaproponował podwózkę ptakowi na swym grzbiecie!
Kogut wiele się nie namyślając wskoczył na osła
i tak czwórka przyjaciół dalej na spacer sobie poszła.
Idąc tak prowadzili między sobą rozmowy zawiłe,
aż mniejszy z nich kocurek podupadł na sile.
Zawsze sprytny podczas polowań na myszy
teraz ledwo nogami powłóczy i ciężko dyszy!
W szczerym polu stanęli kogut na ośle i pies z kotem,
by porozmyślać poważnie nad zaistniałym kłopotem.
Osioł, który najdłużej żył na tym Bożym świecie
zaproponował podwózkę kotu na swym grzbiecie!
A że miejsca wolnego na ośle nie było zbyt wiele
Na kota wskoczył kogut, i na spacer ruszyli przyjaciele!
Idąc tak prowadzili między sobą rozmowy zawiłe,
aż średniej wielkości z nich pies podupadł na sile.
Zawsze chętny do zabawy na swych czterech łapach
teraz z jezorem na wierzchu ledwo na nich człapał!
W szczerym polu stanęli kogut, osioł i pies z kotem,
by porozmyślać nad zaistniałym ponownie kłopotem.
Osioł, który najdłużej żył na tym Bożym świecie
zaproponował podwózkę psu na swym grzbiecie!
Szczęśliwy pies skoczył ostatnimi siły na osła,
i oto na grzbiecie osiołka piramida wyrosła!
Kogut siedział na kocie, kot ułożył sie na psim ciele,
i w takim ukladzie w świat ruszyli czterej przyjaciele!

Aldona Kołacz Deventer, 6.05.2020

wtorek, 28 kwietnia 2020

Urodziny Mamy


Wczoraj moj starszy brat Ryszard obchodziłby swoje 61 urodziny, dzisiaj moja Mama skończyłaby 81 lat. Dwa silne byczki...zawsze twardo stąpające po ziemi, bardzo poukładane życiowo, a pokonała ich choroba...
Obydwoje odeszli zbyt wcześnie.
Wszystkiego najlepszego Mamuś...🌹🌹🌹
Zawsze jesteście w moim sercu i pamięci. 😭😭😭
Kocham Was! 💌💌💌

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Urodziny Rysia

Pamiętam jak zeszłego roku poprosiłam Twoją córkę Martusie, aby kupiła piękny bukiet kwiatów, i wręczyła Ci, gdy ja zadzwonię z życzeniami. Byłeś już wtedy bardzo słaby, ale cieszyłeś się, że rodzina przygotowała Ci urodzinowe niespodzianki. Obiecałam Ci wtedy, że w czerwcu przyjadę Cię odwiedzić... Dotrzymałam słowa z tym, że przyjechałam już na Twój pogrzeb...😭😭😭😭 Nie zdążyłam porozmawiać z Tobą twarzą w twarz, ale cieszę się, że w tamtym dniu Twoich 60 urodzin zdążyłam Ci powiedzieć, że każdego dnia, gdy dowiedziałam się o Twojej chorobie modliłam się za Ciebie, i że bardzo Cię kocham... 😭😢😭😢😭 Brakuje nam Ciebie Szeryfie! Wszystkiego najlepszego Braciszu! 🌹🌹🌹
Gdziekolwiek jesteś...😭😭😭

wtorek, 14 kwietnia 2020

NIE dla zabijania!


Jeśli dzisiaj zgodzisz się na legalną aborcję dla wszystkich kobiet, to jutro zgodzisz się na legalną eutanazję wszystkich starych ludzi. To moja subiektywna opinia.
Na instagramie trwa akcja "czarnych parasolek" które obruszone są tym, że istnieją ludzie, którzy są przeciwko zabijaniu. Kilka dni temu celebrytki tak bardzo "świętowały" zmartwychwstanie Jezusa, Jego męczeńską śmierć na Krzyżu, a dzisiaj te same celebrytki idą na wojnę, aby zabijać tych, którzy sami nie mogą się bronić. Argumenty to: dzieci z gwałtu czy bardzo chore. A ile jest takich przypadków? Może na 10 przypadków jedno się takie znajdzie, ale jest przecież inne rozwiązanie. Nie chcesz tego dziecka? To oddaj je do adopcji, bo na świecie są miliony kobiet, które wychowają je w miłości!! Jeśli celebrujesz święta Zmartwychwstania Pańskiego, Bożego Narodzenia czy Wniebowstąpienia, to najpierw zacznij od zapoznania się z najwiekszym przesłaniem od Boga jakim jest przestrzeganie Dziesięciu Przykazań, które kazał Mojżeszowi wyryć na kamiennych tablicach, abyś nie zapomniał o nich! Nie możesz być dobrym człowiekiem traktując DEKALOG wybiórczo! Piąte przykazanie mówi "NIE ZABIJAJ" i dotyczy one też płodu w łonie kobiety, i nie ważne z czego ono pochodzi! Nie chcesz tego dziecka....ktoś inny z pewnością ten ciężar od ciebie zabierze, i będzie ci wdzięczny po kres swoich dni. Dlatego ja przyłączam się do akcji "PRO LIFE" i oddaję im swój głos. Ty zrób to samo, jeśli czujesz się CZLOWIEKIEM...
Mój Manifest Aldona Kołacz

Lany Poniedziałek A.D. 2020


Śmigus Dyngus na uciechę, z kubła wodę lej ze śmiechem!
Jak nie z kubła to ze dzbana, śmigus dyngus dziś od rana!
Staropolski to obyczaj, żebyś wiedział i nie krzyczał,
Gdy w Wielkanoc, w drugie święto będziesz kurtkę miał zmokniętą!

Zmartwychwstanie Pańskie A.D. 2020

🐣Wesołych Świąt!🐣🐣Frohe Ostern!🐣🐣Zalig Pasen!🐣🐣Happy Easter!🐣🐣s
Paskhoy!🐣🐣Joyeuses Pâques!🐣🐣 ¡Felices Pascuas!🐣

W ciszy Ogrójca

W ciszy Ogrójca
W milczeniu nocy
Nawoływała Święta Trójca
Głos Jej nad wszystko był uroczy
Wśród drzew oliwnych
W zmartwiałym gaju
Bóg w sposób dziwny miłość rozpalił
W ciemność ufności
W gąszcz niepamięci
Pośród zmurszałych pychą kości
Wiedli za rękę mnie Wszyscy Święci
Jam się nie wzbraniał – proch z nicości
Szliśmy za Panem
Pod krzyż
Na wzgórze
Ja, Maria z Janem
Szliśmy śmierć zadać ludzkiej naturze
Nie zatrzymały nas zbrojne straże
Nikt nie przeszkodził
Szliśmy do końca
Bóg siebie dawał nam w nadmiarze
Krwawy się chylił zachód słońca
Krzyż Pański jaśniał
Patrzał Bóg z nieba
Jam nic nie pytał
On nie objaśniał
Jam znał już
Wiedział
Że tak trzeba...
I nastał ranek Zmartwychwstania
Wpierw były dwie trwożliwe noce
A lud się ciągle wiary wzbrania
Ślepy na światło
Wciąż niemocen
Chcę mu powiedzieć: wierzcie w Boga
Wszak On swym życiem nam nie kłamie
Krzyż to najprostsza w niebo droga
Kto nią podążył
Zmartwychwstanie!

sobota, 11 kwietnia 2020

Wielka Sobota A.D. 2020


Mario…

Wielkopiątkowa noc skończona
Jaśnieje cisza
Święty spokój
Męka na zawsze
Raz skończona
Kamień u grobu już zatoczon…
Zasnął Pan na dnie ludzkiej duszy
I jedna tylko Magdalena
Łez nie jest w stanie
Dziś osuszyć
Bo jej Kochanie skryła ziemia…
Lecz nie płacz Mario
Pan Twój żyje!
Oto promienny idzie
Jasny
Poczuj jak serce mocniej bije
Wsłuchaj się w imię własne…

****************************

Pod krzyżem

Chodź, klęknijmy u stóp krzyża
Ciszy chciej zrozumieć czas
Bóg na drzewie dogorywa
Wciąż umiera w każdym z nas

Rozstępuje się zasłona
Niebo wpół się nam otwiera
Pan za grzechy nasze kona
Bóg z miłości w nas umiera

Chodź, padnijmy na kolana
On otwiera serce swe
Nasze szczęście w Jego ranach
W Jego śmierci życia sens

piątek, 10 kwietnia 2020

Wielki Piątek A.D.2020


Wielki Piątek

Ko­bie­ta, któ­rej nie stać na kir i ża­ło­by,
Lecz z któ­rej twa­rzy czy­tasz całą Mękę Pań­ska,
Jak sen­na w Wiel­ki Pią­tek idzie Świę­to­jań­ską
I dziec­ko wy­nędz­nia­łe pro­wa­dzi na Gro­by.

I na­gle zo­ba­czy­ła: za­miast kwia­tów - ska­ła
I nie pach­ną hia­cyn­ty, nie wi­dzi przy­bra­nia.
I wte­dy ta ko­bie­ta ka­mien­na za­drża­ła,
Że może po tej śmier­ci nie być zmar­twych­wsta­nia.

Lecz oto dźwięk prze­cud­ny spły­nął w ci­szę głu­chą,
I z chó­ru lek­ko zstą­pił anioł uro­dzi­wy,
I tej tru­piej ko­bie­cie po­wie­dział na ucho:
"Im cud jest bar­dziej trud­ny, tym bar­dziej praw­dzi­wy".

Jan Lechoń

czwartek, 9 kwietnia 2020

Triduum Paschalne A.D. 2020


Zaczyna się Wielki Czas Triduum Paschalnego. A ja już od wczoraj przeżywam swoją małą "Drogę Krzyżową"...
Najpierw dowiedziałam się, że moja siostra, która jest pielęgniarką najprawdopodobniej zaraziła się wiadomo...qźwa...czym. Leży w domu w kwarantannie. Jest w stałym kontakcie z lekarką. To świństwo wniosła na jej oddział jakaś nieodpowiedzialna koleżanka, która przyszła do pracy zasmarkana i z goraczką. Długo nie trzeba było czekać. Strasznie się martwię...😥😥😥
Drugą taką złą nowiną, którą mnie zastała wczoraj po powrocie do domu była wiadomość w drzwiach, że ojciec Chrzestny mojego syna, który mieszkał w naszym bloku zmarł...
Boże, on był pierwszym Holendrem, którego zobaczyłam po wyjściu z pociągu, który mnie przywiózł do Holandii. Przyjechał z moim mężem odebrać mnie. Był naszym przyjacielem. Przez kilka lat co niedziela jeżdziliśmy razem z jego żoną Rią, i malutkim Jowim na mecze towarzyskie, bo Harm i Jozef grali w piłkę nożną. Pamiętam jak jednego razu, będąc chyba w siódmym miesiącu ciąży siedząc w kantynie z Rią ogladałyśmy jak nasi panowie szaleją na boisku. Zazwyczaj siedziały tam wszystkie żony panów, którzy kopali gałę, a my sobie popijałyśmy kawusię, colę czy piwko. Ja piwa nigdy nie piję, ale wtedy nagle poczułam, że tak mi się zachciało tego złotego napoju, że aż mnie skrecało. Powiedziałam to Rii, a ta wiele się nie zastanawiajac poszła mi kupić szklankę piwa, która ja wypiłam duszkiem. Widząc to, Ria z uśmiechem oznajmiła mi, że będę mieć chłopczyka, w co ja ewidentnie nie wierzyłam, bo od początku Jowi miał być Glorią Manon, a że w czasach, w których począł sie mój syn nie było jeszcze możliwości sprawdzenia płci, ja uparcie twierdziłam, że będę mieć córkę. I nic to, że dziennie pożerałam słoik rolmopsów, nic to, że na kolację zjadałam słoik ogórków korniszonych, no i później pod koniec ciąży szaleństwo na piwo. Ja dalej twierdziłam, że to będzie córka. I wtedy w tej kantynie Ria powiedziała mi, że robimy zakład: jak urodzi się chłopczyk oni razem z Harmem zostaną jego rodzicami chrzestnymi. I tak też się stało. A wczoraj ta wiadomość, że Harm odszedł...
Spoczywaj w spokoju przyjacielu... R.I.P. 😥😥😥

niedziela, 5 kwietnia 2020

Niedziela Palmowa A.D. 2020


Idzie Wielki Tydzien
Serca nam odmienia
Cisza i powaga
Pelnia zamyslenia
Potem jest Wielkanoc
Czas wielkiej radosci
Bo nasz Pan zmartwychwstal
W sercach naszych gosci!

"Gdy w Palmową Niedzielę słońce świeci, będą pełne stodoły, beczki i sieci."

Wspanialej Niedzieli Palmowej...Alleluja!
🌿🌷🌾🌿🌷🌾🌿🌷🌾🌿🌷🌾🌿🌷🌾🌿🌷🌾🌿🌷🌾🌿

środa, 4 marca 2020

Don't panic! We live in a beautiful world...


O ja Cię pierduuuu! W jakich czasach przyszło nam żyć??
Dzisiaj koło mojego sklepu, drogeria "Kruidvat" (w Polsce i Niemczech znana pod nazwą Rossmann) po długim remoncie otworzyła swoje podwoje. No pięknie i ślicznie teraz wygląda (nie wiem jak oni to zrobili, ale jest o wiele wiekszy niż był, a lokacja jest ta sama?!) i już o godzinie 8.30 stała masa ludzi przy wejściu. Ja byłam pięć minut później, i weszłam razem z tłumem do środka. A teraz zgadnijcie: o co dzisiaj stoczyłam batalię? A właśnie o to, co zamieściłam na obrazku! Papier toaletowy, żele do dezynfekcji, i mydło przeciwbakteryjne. No żałuję, że nie zabrałam ze sobą telefonu, bo nakręcić taki film, to Oscar murowany! Ludziska wyrywali sobie z rąk żele, pakowali do koszyków dziesiątki produktów, a tu nagle z za winkla wyszła jakaś szara eminencja, i oznajmiła donośnym głosem, że nikt nie dostanie więcej niż dwie butelki żelu, i dwie butelki mydła. Po sklepie przeleciał odgłos oburzenia gawiedzi, i niestety musieli odkładać na półkę nadmiar towaru. Jako, że weszłam 5 minut po otwarciu, to dostał mi się jeszcze jeden duży żel, i jakiś zagubiony mały, jedna paczka toaletowego, i dwie butelki mydła. I finito, żelu niente, i nie wiadomo, kiedy będzie znowu! Normalnie przypomniały mi sie czasy PRlu, kiedy ludziska masowo wykupowali wszystko, co z geesu rzucili. Jak wróciłam do siebie z moją łowną zdobyczą, to przejrzałam na wszelki wypadek moje kosmetyki z Oriflame, i ku mojej uciesze!! znalazłam jeden żel do rąk dezyfenkcyjny o zapachu drzewa herbacianego i mandarynek. Cudnie pachnie, format akurat kieszonkowy, więc zaopatrzona jestem na conajmniej 2 miesiące, yupi!! :)
Wczoraj rozmawiałam z moją siostrą, która jest pielegniarką, i powiedziała mi, że w niemieckich wszystkich szpitalach i placówkach medycznych dochodzi do monstrualnych kradzieży tychże środków, które zawsze wystawiane były darmowo czy to w pokojach pacjentów czy toaletach. Teraz wszyscy lekarze, pielegniarki dostają do kieszeni fartucha takie swoje malutkie buteleczki, bo normalnie innego sposobu nie ma, aby udaremnić masową grabież. Panika to chyba większe pandemium niż realne zarażenie koronawirusem! A ja durna dzisiaj się temu poddałam...☹️🤔



środa, 26 lutego 2020

Środa Popielcowa


I oto Miłość zawisła na Krzyżu
By zbawić Twoją marną dusze
Byś mógł życ tu bez grzechu
i uniknąć piekielne katusze...

A.M. Kołacz Deventer, 26.02.2020

poniedziałek, 3 lutego 2020

Z cyklu: Lecz się sam


Z medycyną naturalną jestem za pan brat, więc udostępniam ten przepis na syrop. Od siebie dodam, że absolutnie nie można używac do tego przepisu czosnku chińskiego - nie ma to nic wspólnego z koronawirusem - ale ogólnie czosnek Chińczycy hodują według własnych norm, a nie unijnych. Jest w nim bardzo duża zawartość metali ciężkich i pestycydów przekraczające wszelkie normy. Dlatego unikajmy go jak ognia, bo to samo zło. Kiedyś, chińska medycyna zalecała jeden ząbek czosnku dziennie dla zdrowia, ale wtedy uczeni chińscy nie wiedzieli jeszcze, jak przemysł 21 wieku potrafi zniweczyć ich medyczną wiedzę sprzed kilku tysięcy lat. Do wszelkich nalewek używajmy naszego rodzimego czosnku, najlepiej z eko upraw. Wtedy wiemy, że nasze lekarstwo zadziała jak należy. Ja dwa lata temu zafundowałam sobie ekologiczną, własnorecznie zrobiona nalewkę tybetańską z czosnku i spirytusu. Musze odpukać w niemalowane drzewo, bo od tamtej pory żadna grypa czy przeziębienie mnie się nie czepia, a jak już, to tylko lekkie objawy, które zaraz mijają.

Składniki

1 główka czosnku,
pół szklanki wody (najlepiej mineralnej niegazowanej)
pół szklanki miodu (oczywiście tylko polskiego)
¼ szklanki octu jabłkowego (najlepiej swojej roboty)

Sposób przygotowania
Czosnek dokładnie posiekaj i wsyp do miski, a następnie po kolei dodawaj płynne składniki, dokładnie mieszając. Jeśli miód jest gęsty można podgrzać w lekkiej kąpieli wodnej. Przygotowany w ten sposób płyn przelej do słoika i zostaw na noc. Następnego dnia przecedź go przed drobne sitko. Należy pamiętać, aby przechowywać miksturę w chłodnym miejscu.

Stosowanie
W stanach chorobowych pij jedną łyżkę stołową co kilka godzin, aż nie zauważysz wyraźnej poprawy zdrowia. W profilaktyce jako wzmocnienie odporności, stosuj raz dziennie 5 kropli (np. do herbaty).

Zdrowotne właściwości składników
Czosnek -idealnie sprawdza się w walce z wirusami i bakteriami. Pobudza on układ odpornościowy. W jego ząbkach znajdziemy naturalne związki, które mają działanie 10-krotnie silniejsze niż penicylina.

Ocet jabłkowy – wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwwirusowe. Za sprawą zawartych w nim enzymów i minerałów poprawia odporność, wpływa pozytywnie na samopoczucie, a także ogólny stan zdrowia.

Miód – posiada działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne, dzięki temu łagodzi takie objawy jak kaszel czy ból gardła. To także prawdziwa skarbnica witamin, enzymów i minerałów. Zwalcza wolne rodniki działając jako przeciwutleniacz.

wtorek, 24 grudnia 2019

Wigilia A.D. 2019


Do Gwiazdy

Gwiazdo betlejemska,
która spełniłaś ludzkości
nadzieję, oznajmiając przyjscie
Tego, który topi wszelkie lody,
Zaświeć dzisiaj nad moim niebem
pełnym rozterek i zwątpienia,
bym na powrót odnalazła droge
prowadzacą mnie do serca
Świąt Bożego Narodzenia...

Aldona Kołacz, Deventer, 14-12-2009

Życzę wszystkim znajomym i tym mniej znajomym, przyjaciołom, rodzinie pięknych spokojnych, beztroskich, błogosławionych, a przede wszystkim zdrowych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku!

wtorek, 10 grudnia 2019

Świąteczne wspomnienia


Świąteczne wspomnienia

Święta, a właściwie przygotowania do Świąt, to jest taki czas, gdy wspomina się różne sytuacje, które ściśle wiążą się tym okresem. Tak się składa, że mam bardzo dużo związanych z nimi wspomnień. Oto jedne z nich...
Nie pamietam dokładnie ile lat temu (ale na pewno będzie z dziesięć) postanowiliśmy z moim synem jak co roku wybrać się do przygranicznego miasteczka w Niemczech na świąteczny jarmak Bożonarodzeniowy. Niemcy są w tym bezkonkurencyjni! Grzaniec, bułki z kiełbaską curry, piękne ozoby świąteczne, łakocie, a przede wszystkim wspaniały klimat i poczucie, że jestem bliżej mojej rodziny strasznie mnie raduje. Jowi natomiast wprost uwielbia te niemieckie bułki z kiełbachą z grilla, i gdy tylko wychodzi propozycja od razu leciałby tam na skrzydłach. Tym razem też tak było. Jak tylko wspomniałam, że mam wolną niedzielę i możemy jechać do Kleve, od razu zrobił się głodny. Tak więc plan wyjazdu był ustalony, musiałam jeszcze tylko zadzwonić do mojej niestety już dzisiaj nieżyjącej przyjaciółki, która tez uwielbiała niemieckie jarmarki. Basia również była wniebowzięta, gdy zaproponiowałam jej wycieczkę z nami. Umówiłyśmy się, że o tej i o tej godzinie przyjadę po nią. W sobotni wieczór wracając ze sklepu do domu postanowiłam zatankować auto. Podjechałam do mojej ulubionej stacji paliw, zatankowałam auto, wsiadłam, przekreciłam kluczyk, ale auto ani drgnęło! Co jest u licha? Pomyślałam wściekła. Na szczeście był wieczór, nikt za mną nie stał, poszłam zadzwonić po pomoc drogową, która pojawiła się w ciągu kilkunastu minut. Pan od pomocy sprawdził autko, i stwierdził, że poszedł pasek klinowy. Wymienił go, i po chwili mogłam już pojechać spokojna do domu. Rano w niedzielę stwierdziłam, że pojadę na Mszę Świętą, a po niej pojedziemy po przyjaciółkę, i od niej prosto wyruszymy na Niemcy. Takie były plany, ale gdy wyszłam z Kościoła, wsadziłam kluczyk do stacyjki, a moje auto ani drgnie! O żesz twoja mać! Co znowu? Beształam się w myślach, by za bardzo nie klnąć, bo jakby nie było wyszłam niedawno z domu Bożego. Nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić po pomoc drogową, która i tym razem szybko dojechała. Pan monter znowu auto "przebadał" i z radością mi oznajmił, że poszedł pasek klinowy, który oczywiście wymienił. Hmm...Noblistka Szymborska twierdziła w jednym z moich ulobionych wierszy, że nic dwa razy się nie zdarza, a tu doopa! U mnie dwa razy pod rząd! I to w niecałe 24 godziny! Lekko zaniepokojona powiedziałam panu monterowi, że wczoraj wieczór przytrafiło mi się to samo, że tamten pan też mi wymienił pasek, a ja dzisiaj zaraz wybieram się w podróż, i co mam z tym fantem zrobić? Pan monter zapewnił mnie, że już teraz nic się nie stanie, bo założył go idealnie, był jeszcze taki miły, że dopompował mi powietrze w kołach, bo troszkę za mało miałam, i stwierdził, że auto jest gotowe na podróż. Uspokojona, podziękowałam za fachowość, i ruszyliśmy z kopyta po Basię, która nas oczekiwała. Zabrawszy ją z domu, po drodze opowiedziałam jej co mi się wczoraj i dzisiaj przytrafiło, ale że może być spokojna, bo ten monter z dzisiaj posprawdzał wszystko dokładnie. W aucie leciała świąteczna muzyczka, opowiadaliśmy sobie dowcipy, było wesoło dopóki nie wjechaliśmy do Niemiec. Pogoda tuż za samą granicą okazała się tragiczna. Lał taki gęsty deszcz, że musiałam zwolnić, bo wycieraczki ledwo nadążały usuwać go z szyby, a widoczność była prawie zerowa. Troszkę nam to popsuło humor...ale co tam! Liczyło się to, że będziemy na świątecznym jarmarku, zjemy ciepłe kiełbachy i popijemy grzańcem. W końcu od czego są parasolki, które akurat zawsze wożę w bagażniku. Jadąc tak trochę w ślimaczym tempie zauważyłam, że mamy już tylko dwa kilometry do naszego docelowego miasteczka, ale w pewnym momencie poczułam, że dzieje się coś z moim autem. Światła zaczęły gasnąć, motor też, ledwo udało mi się na ostatnim wydechu zjechać na pobocze. Miny nam jeszcze bardziej zrzedły. Wszyscy patrzyliśmy na siebie z politowaniem, nie wiedziałam co się stało. W tym deszczu wyszłam na zewnątrz oblukać co sie dzieje pod maską auta. Jestem dosyć dobrym kierowcą, ale na mechanice znam się tyle co kot napłakał. Wiem jak sprawdzić poziom oleju, wiem gdzie wlać ten olej i wodę do chłodnicy, i na tym moja wiedza się kończy. Innymi sprawami dotyczącymi środka auta zajmuje się mój prywatny mechanik Józiek. Nie pozostało mi nic innego jak ponownie zadzwonić po pomoc drogową. Pani z mojej centrali, gdzie mam ubezpieczone auto od pecha na drodze, powiedziała mi, że wyślą zaraz do mnie pomoc ze strony niemieckiej, tylko troszę muszę poczekać, nawet do godziny. O moim nastroju nie będę wspominać, nie starczyłoby cenzuralnych słów, aby w łagodny sposób go opisać. Wsiadłam do auta, i w milczeniu czekaliśmy, aby w końcu ktoś podjechał. Gdzieś tak po godzinie wreszcie pojawiła się pomoc. Pan Niemiec grzecznie się przywitał, zapytał co się stało, a gdy wyjaśniłam w czym rzecz zabrał sie do kontroli. Deszcz nadal padał więc wyjełam parasol, aby pan monter nie zmókł jak kura. Mój gest bardzo mu się spodobał, i po chwili już wiedział, co się stało. Oczywiście nikt by nie zgadł, że to znowu poszedł pasek klinowy!! Normalnie myślałam, że wyjde z siebie i stanę obok. Pan widział moje zdenerwowanie, i uspokoił mnie, że da radę go naprawić. I zrobił go. Auto zapaliło, wszystko chodziło jak trzeba, więc od razu i humor nam powrócił. Podziękowałam panu mechanikowi, i zapytałam, czy teraz dojadę w końcu do tego Kleve na świąteczny jarmark. Było już dobrze po godzinie szesnastej, i powoli się już ściemniało. W tym momencie pan spojrzał mi bardzo głęboko w oczy, i bardzo spokojnym głosem odpowiedział: auto ma teraz pani sprawne, ale proszę zawrócić do Holandii, bo nigdy nie wiadomo co się może stać. Wystraszyłam się jego słów, i chyba to zauważył. Powiedział, że mogę pojechać dalej, ale jak będziemy wracać, a coś takiego nam sie znowu przydarzy, będziemy stać po nocy gdzieś w szczerym polu. Ten argument o staniu gdzieś w ciemnościach, być może bez zasięgu, wystarczył, by oznajmić moim współpasazerom, że właśnie nasza wycieczka w Germanii dobiega końca. Wiele się nie namyślając zawróciłam na środku drogi, i odjechałiśmy w stronę Holandii. Basia absolutnie nie miała mi za złe, że zrezygnowałam z dalszej jazdy, i ustaliliśmy, że po drodze zatrzymamy się gdzieś na obiadek. Już po stronie holenderskiej pojechałyśmy do polskiej restauracji, gdzie u pani Zosi pojadłyśmy góralskich specjałów. Bez problemu wróciliśmy do naszego miasta. Odwiozłam przyjaciółkę do domu, po czym z synem zaplanopwaliśmy, że zrobimy sobie grzańca, i obejrzymy jakiś fajny film. I tak też się stało. Włączyłam niemiecką stację w telewizorze, bo tam zawsze w niedziele adwentowe leca fajne filmy. Akurat zaczęły się niemieckie wiadomości. Popijaliśmy pyszne winko ogladajac je. Pierwszą informacją którą w tych wiadomościach podano, było to, że kilka godzin wcześniej, na jarmarku Bożonarodzeniowym w Kleve doszło do ogromnej tragedii. Przy kramie z kiełbaskami wybuchła butla z gazem zabijajac kilkanaście osob i wiele raniąc. Słysząc to, jednocześnie z synem stanęlismy na równe nogi patrząc z niedowierzeniam raz na siebie raz na telewizor. Po tej informacji wiedziałam już dlaczego nie mogliśmy dojechać na ten jarmark. Płacząc wyszłam na balkon. Spojrzałam w górę, i podziękowałam moim rodzicom w niebie (a w szczególności mojemu tacie) za ich opiekę. Przypomniało mi się jak tato zawsze mnie uczył rozróżniać paski w aucie mówiąc: pamiętaj jak ci się zepsuje pasek klinowy to nic takiego nie jest, możesz go naprawić nawet rajtuzami pończochowymi, ale jak pójdzie ci pasek rozrządu, to ani Boże nie pomoże, auto kaput...
Od tego czasu nigdy więcej nie miałam problemu z autem, zwłaszcza z paskami, a jednocześnie przestałam wierzyć w przypadki. Za to głęboko wierzę w Opatrzność Boską...

wtorek, 12 listopada 2019

20 lat minęło Tato...


12.11. 1999 roku w piątek wracałam z pracy. Jechałam nie za szybko, nagle jednak poczułam jak coś lekko stukneło w moja przednią szybę. Zrobił się lekko widoczny pajączek. Spojrzałam automatycznie na zegar, było po 14.00. Zdziwiłam się, a jakiś niepokój przeszedł mi przez myśl. Gdy dojechałam do domu zadzwonił telefon. To moja kuzynka z Polski - siostrzenica mojego Taty - dzwoniła, że właśnie zmarł na drodze w aucie. Dostał trzeci zawał. Dzień przed przyjazdem do mnie do Holandii... Gdy rozmawialiśmy telefonicznie mówił, że ma prezenty dla Jowiego i dla mnie...i moje ukochane krzyżówki. Cieszył sie na nasze spotkanie do którego już nie doszło...To ja pojechałam do Polski, by go na zawsze tam pochować...😪😪😪
Od tego czasu minęło 20 lat, a ja pamietam to jakby to było wczoraj. Ten sam ból, i ta sama tęsknota.
Spoczywja w spokoju Tatko! 😪😪😪

piątek, 1 listopada 2019

Dzień zadumy i pamięci...o jedną dusze więcej... A.D. 2019


Mamo, Tato, Rysiu...i Ty kochany Reksiuniu...to dla Was palę w tym dzisiejszym dniu zadumy i pamięci świeczuszki. I chociaż nie mogę być na Waszych grobach, to jesteście wszyscy ze mną...w moim sercu, na zawsze. Kocham do ostatniego tchu...Pokój Waszym duszom!

"Boże, Ojcze niebieski, polecam Ci pokornie moich zmarłych rodziców i brata. Ty znasz trudy i prace ich życia. Przez mękę i śmierć Twojego Syna, w którego wierzyli, przebacz im wszystkie grzechy i przyjmij ich do nieba. Mnie zaś pomagaj żyć uczciwie, abym mogła się spotkać z nimi w szczęśliwości wiecznej. Amen."

czwartek, 26 września 2019

Nie biegnij zbyt szybko, bo coś ci umknie...


Człowiek uczy się codziennie czegoś nowego, ale za każdym razem ta wiedza powoduje moje zdumienie, a czasami uśmiech na ustach chociażby z tego powodu, że czuję się o ciut mądrzejsza niż poprzedniego dnia. Dzisiaj na przykład nauczyłam się tego, że nie warto skupiać się na małych rzeczach, bo tak naprawdę przegapi się szansę, gdy pojawi się Ta wielka rzecz. Drobne rzeczy powinny cieszyć, ale nie można przestać być czujnym w oczekiwaniu na rzeczy wielkie. A ja dzisiaj właśnie taką szanse przegapiłam. Trudno...jutro będę jeszcze mądrzejsza!

10 w skali Beauforta...


Co takiego jest w morzu, że poddawszy się jego urokowi wciąż nań powracamy, smagani deszczem i wiatrem, ze słonym smakiem wędrówki na ustach? Jaka siła każe nam zawijać do wciąż nowych portów, zmagać się z falą, marzyć o cieple i spokoju na lądzie, który... świadomie porzuciliśmy...?
Kocham nad życie morze, wędrówki po plaży, zbieranie bursztynów, i wdychanie morskiej bryzy...To jest to, co ładuje moje życiowe baterie.

czwartek, 19 września 2019

To już 22 lata bez Ciebie...


22 lat temu los zadecydował, że odbierze nam najdroższą na tym świecie osobę. Gdyby żyła miałaby dzisiaj 80 lata. Jaka byłaby dzisiaj? Myślę, że tak samo piękna, mądra, kochająca ludzi, świat, a przede wszystkim życie, które wcale się z Nią dobrze nie obeszło. Dawała z siebie wszystko nie oczekując nic w zamian. Jej postawa poświęcania się wszystkim i wszystkiemu czyniła Ją bardzo wyjątkową. Osobę nie z tego świata. Kto znał moją Mamę, wie o czym piszę. Ludzie mówią, że czas leczy rany, a ja...pomimo upływu czasu nie przepracowałam jeszcze jej śmieci. Jest mi na sercu bardzo ciężko Mamo...

Noc

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, Matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo fala w brzegi pochyłe?
Może Twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południową godziną,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?
Wczoraj szpilkę znalazłam w trzcinach --
od włosów. Czy to nie Twoja?

Konstanty Ildefons Gałczyński

poniedziałek, 16 września 2019

Z duchem czasu!


Ten szybki rozwój techniki mnie strasznie wqrwia. Miałam do tej pory na swoim smartfonie wszystkie potrzebne appki, które bez problemu mi sie otwierały, zamykały po prostu działały. W sobote, po ostatnim automatycznym update przestał mi się otwierać Instagram. Głupia nie jestem, więc jakoś tak chciałam zaszpanowac przed synem i odinstalowałam sobie go sama, następnie znowu zainstalowałam, ale doopa, nic nie pomogło. Czynność powtarzałam chyba kilkanaście razy...nic nie pomogło!
Jowi wrócił w nocy do domu, i zastał mnie klnącą jak szewc i gadajacą do siebie oraz do tego telefonu. Spytał dlaczego tak się pieklę. Wyjasniłam mu co mam za problem. Wziął mój telefon do ręki, chwilkę coś tam porobił i stwierdził: niestety, masz starego androida, czas na nowy telefon. Nic się nie da zrobić! Wqrwica trzyma mnie do dzisiaj, bo ok, umówmy się: mam stary telefon, ale sprawny, na moje potrzeby idealny, ale jak nie idziesz z duchem czasu, to qrfa mać! nie wejdziesz na instagrama, i cześć pieśni!