sobota, 5 maja 2018

Znów przyjdzie Maj...a z Nim...?


Ach ten Maj! Co drugi dzień jakieś święto - jak nie w Polsce, to tutaj w Holandii...
I tak dzisiaj obchodzimy dzień, który za cztery dni będą obchodzić też Polacy, a Niemcy chcieliby o tym dniu baaardzo, baaardzo zapomnieć!
👉 4 maja obodzono w Holandii Dodenherdenking (Dzień Wspomnienia o Poległych w Drugiej Wojnie Światowej) - obowiązuje skrócony dzień pracy.
👉 5 maja to Dzień Wyzwolenia Holandii, do którego przyłożyli sie w dużej mierze Polacy! Co 5 lat jest ustawowo dniem wolnym od pracy.
👉 10 maja będziemy obchodzić Hemelvaartsdag czyli Wniebowstąpienie Pańskie. Dzień jest wolnym od pracy.
👉 20 i 21 maja będziemy świetować Pinksteren / Zesłanie Ducha Świetego czyli nasze Zielone Świątki. W Holandii poniedziałek jest dniem wolnym od pracy.
Ufff...później chwila normalności a potem...potem będą wakacje!

Miłego świętowania kochani! 😁😁😁

sobota, 28 kwietnia 2018

Wszystkiego najlepszego...gdziekolwiek jesteś!


Gdybyś Mamusiu żyła, obchodziłabyś dzisiaj swoje 79 urodzinki...
Zawsze pozostaniesz w sercu i pamięci...

Nie płaczcie za mną...

Moje kochane dzieci, proszę,
Nie płaczcie za mną rzewnymi łzami,
Ja Was nie opuściłam na zawsze...
Jestem jedynie jeden krok przed Wami.

Nie płaczcie za mną moje dzieci,
Przeżyłam tutaj najszcześliwsze chwile,
Lecz los obrócił koło niefortunnie...
Zamieniając życie w śmiertelne motyle.

Moje dzieci, nie wierzcie w to,
że gdy umarłam zostaliśmy od siebie oddaleni,
Moja dusza jak letni powiew wiatru,
Wciąż pląsa z Wami tu na ziemi...

Nie płaczcie za mną drogie dzieci,
Lecz gdy dzień w ciemną noc się zamienia,
spójrzcie na tą jasną gwiazdę na niebie...
To Wasza Mama przesyła wieczorne
pozdrowienia...

Aldona Kołacz, 15.09.2015 Deventer


sobota, 14 kwietnia 2018

Kiedy będą wakacje?


Ostatnio przyłapałam sie na tym, że na Mszy Wielkanocnej zamiast przeżegnać się: "W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świetego" powiedzialam w pośpiechu: "raz dwa trzy cztery". Ale zwalam to na świąteczne przemęczenie - wiadomo, ciagłe liczenie kasiory w sklepie.
Siostra zaś wysłała mi zdjęcie kartki świątecznej, gdzie napisałam jej takie życzenia: "wiele łask Bożych od Zmartwychwstałego Jezusa Dyngusa"
I tu się zaczynam martwić...

piątek, 13 kwietnia 2018

Piątek, 13ego...PRZESĄDY 😲


PRZESĄDY😲
Piątek trzynastego jest uznawany za dzień pechowy w krajach anglojęzycznych, francuskojęzycznych i portugalskojęzycznych. Taki sam status posiada w takich krajach jak: Polska, Estonia, Niemcy, Finlandia, Austria, Irlandia, Szwecja, Dania, Słowacja, Norwegia, Czechy, Słowenia, Bułgaria, Islandia, Belgia i Filipiny. W Grecji, Rumunii i Hiszpanii za pechowy jest uznawany wtorek trzynastego, zaś we Włoszech piątek siedemnastego.
Strach przed piątkiem trzynastego jest nazywany paraskewidekatriafobią. Słowo to powstało z greckiego słowa paraskevi (piątek), dekatreis co oznacza trzynasty, zaś fobia to po grecku strach.
Istnieje pogląd, że feralność tej daty bierze początek od faktu, że w ten dzień (13 października 1307) aresztowano Templariuszy, kłamliwie oskarżonych przez króla Francji Filipa IV m.in. o herezję, sodomię i bałwochwalstwo (w rzeczywistości był on u nich ogromnie zadłużony i chciał się pozbyć wierzycieli). Według tej hipotezy ostatni wielki mistrz zakonu, Jacques de Molay, tuż przed spłonięciem na stosie przeklął Filipa IV i papieża Klemensa V, a rok później obaj nie żyli. Przekonanie o pechowości tej daty pojawiło się dopiero na początku XX w.
Data pt. 13. może w ciągu jednego roku przypaść co najmniej 1 raz i maksymalnie 3 razy. To tyle Wikipedia :)

Od siebie dodam, że właśnie 13 i w dodatku piątek jest (prawie) zawsze moim szczęśliwym dniem, a czarne koty uwielbiam i mogą mi przelatywać drogę ile chcą. Dlatego moi kochani: strachy na lachy, życzę wszystkim miłego i szczęśliwego dnia!☯️

wtorek, 10 kwietnia 2018

Pamiętamy!


Mój wiersz napisany po tragedii w Smoleńsku oraz jego tłumaczenie przez holenderskiego poetę - Klaas'a Seinhorst'a.

"Żałobny Tren dla mojej Ojczyzny"

A za kim Ty moja Ojczyzno płaczesz?
- Za synami prawymi i za moje córy,
które duchy przeszłosci w lesie katyńskim
wiatrem historii zdmuchneły z góry.

Łzy matek - Polek, wylanych wspólnie
nie spadły marnie na skrwawiona ziemię.
Swiat się dowiedział w dzien ten kwietniowy,
O co walczyło nasze Polskie plemię.

Lecieli złożyć hołd pomordowanym,
Zbrodnia ta była kością niezgody,
Los jednak lubi zmieniać swoje plany
Smutną tragedią złaczył dwa narody.

Płacze dzisiaj Ojczyzna ma kochana,
Moje serce wraz z nią szlocha...
Ojczyzno moja! Bóg nad Tobą czuwa!
Doświadcza Cię srogo - lecz bardzo Cię kocha!

Aldona Kołacz - Deventer, 12.04.20

"Treurdicht voor mijn vaderland"

Om wie huil je, mijn vaderland?
- Om mijn dochters en rechtschapen zonen,
Uit de hoogte neergeblazen met de wind van de geschiedenis
Door de geesten van het verleden die in het bos bij Katyń wonen.

De Poolse moeders vergoten tezamen
Talrijke tranen op de aarde waar bloed aan kleeft.
Op die aprildag werd de wereld gewaar
Wat onze Poolse stam heeft nagestreefd.

Hun vliegtuig was onderweg naar een eerbetoon aan de gevallenen,
Die slachtingen waren een bron van strijd,
Maar het lot mag zijn plannen graag veranderen
En verbond twee volken door een tragisch feit.

Vandaag huilt mijn dierbaar vaderland
Ook mijn hart is dit een diepe grief…
Mijn vaderland! God waakt over je!
Hij beproeft je zwaar – maar heeft je zeer lief!

Aldona Kołacz - Deventer, 12.04.2010
(Vertaling: Klaas Seinhorst)

niedziela, 8 kwietnia 2018

Przemyślenia po seansie Filmu "Smoleńsk"


Już teraz wiem, dlaczego POpaprancy tak hejtują ten film. Jest po prostu bardzo dobry, i obnaża całe zakłamanie POpaprańców, którzy przyczynili się do tej tragedii, a raczej zamachu. Pamietam jak by to było wczoraj: czekałam na relację z obchodów w Katyniu, i nagle w telewizji podano ten straszny komunikat.
Płakałam i przeżywałam to bardzo, bo coś wewnętrznie mówiło mi: to był zamach. Zadzwoniłam do brata by go o tym powiadomić. Powiedziałam też o swoich przypuszczeniach. Brat mnie wyśmiał, inni ludzie też. W sklepie przyozdobiłam okno naszą narodową flagą spowitą czarnym kirem. Holendrzy przychodzili i składali mi kondolencje dla naszego kraju. Przyjechała nawet regionalna telewizja i przeprowadzili ze mną wywiad na temat tej katastrofy. Kiedy publicznie powiedziałam, że podejrzewam, że to nie była katastrofa tylko zamach, reporter się lekko wystraszył, i powiedział, że jestem bardzo odważna. Ani przez chwilę nie pomyślałam, że może być inaczej. Codziennie śledziłam wydarzenia związane z powrotem trumien do kraju, ostatnie pożegnanie Pary Prezydenckiej (w filmie jest ten moment) i nawet dzisiaj mnie tak bardzo wzruszył, że znów popłynęły łzy. Przeszukałam cały net, powiązałam fakty, i nie dałam się otumanić POpapranym zakłamańcom. Może dlatego, że na kilka tygodni przed "katastrofą" widziałam wywiad, kiedy wówczas nieznany prawie nikomu Komorowski powiedział publicznie takie zdanie: będą wybory prezydenckie, prezydent będzie gdzieś leciał, i to się wszystko zmieni. I się zmieniło. I to nawet bardzo na jego korzyść. Prorok?

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Śmingus Dyngus


Już 13 lat nie ma Ciebie wśród nas, ale Twoje słowa wciąż są w moim sercu.

Mój ukochany cytat, który zawsze i wszędzie będę powielać...

Wesołego Alleluja!


Radujmy się z tego, że nasz Pan Jezus Chrystus Zmartwychwstał. Wczoraj było święcenie pokarmów u mnie w sklepie, dzisiaj byłam na polskiej Mszy Świętej Wielkanocnej, a jutro obleję Jowiego wodą :)🌷

Wesołego Alleluja!

czwartek, 1 marca 2018

Hu hu ha! Nasza zima zła!


Za oknem niezła pizgawka, ludzie pochowani w domach, a ja siedzę w pracy i w miedzyczasie czekając na nich, piszę sobie ot tak, poranne przemyslenia.
Hmmmm...dzisiaj rano zauważyłam, że wymienilam moje wszystkie dotychczasowe kosmetyki na te z Oriflame.
Na fotce są te, które używam każdego ranka i wieczorem.
A jak to wygląda w praktyce?
Rano po prysznicu zwilżam moje włosy specjalnym tonikiem, który regeneruje je, i ujędrnia skórę głowy. Nakładam na cerę super krem na dzień z serii Novage z opiłkami diamentów, redukuję jakieś niejasności czy przebarwienia skóry korektorem ( nie używam make-upu) maluję powieki perłowym cieniem liliowym, tuszuję rzęsy czerwona maskarą The One, reguluję brwi korektorem w odcieniu brązu, usta maluję pomadką malinową firmy Max Factor, której zawsze pozostane wierna, gdyż jest niezawodna i pozostaje na ustach 24 godziny. Na koniec nakładam róż grubym pędzelkiem, i to tyle. Mogę wyjść już z domu bez obawy :)
Oczywiście przed wyjsciem spryskuję się moimi ulubionymi perfumami Giordani Gold Essenza, które są tak intensywne, że wystarczy kilka kropelek, by zostawiać za sobą niesamowite wrażenie :)
Kiedy wracam wieczorem do domu, po prysznicu przemywam twarz tonikiem zelowym z serii Royal Velvet, który zawiera w sobie wyciąg z czarnego irysa, nakładam z tej samej serii krem na noc (fioletowy słoiczek) z tejże samej serii nakladam krem pod oczy, który wygładza je lekko, konturuje i likwiduje efekt przemęczenia. Na rzęsy i brwi nakładam żel odzywczy (biała maskara The One), który powoduje ich zagęszczenie.
A potem idę w ramiona Orfeusza, by wstać piękna, młoda, i w ogóle teraz za tę reklamę Oriflame powinno mi wypłacić niezłą kasiore...hahahaha :P

Miłego dnia.

P.S. Już nie mogę doczekać się, kiedy dojadą kosmetyki z 3 katalogu. Pewnie w te sobotę :)

środa, 17 stycznia 2018

z cyklu: wesołe wspomnienia


Dawno, dawno temu, w Polsce jeszcze, mój Tata zmajstrował taki piękny karmnik dla ptaszków, który był powieszony na scianie za oknem kuchennym. Przylatywalo rozmaite ptactwo, w tym i takie piękne gile. W zimie potrafilam godzinami razem z Tatą wpatrywać się na te ptaszki.
Ostatni raz widzialam je okolo 30 lat temu, gdy rodzice przeprowadzili się do Czarnolasu w Niemczech. Mój mąż (zapalony miłośnik ptactwa) odstawil wówczas taką manianę, że do dzisiaj ludzie mają ubaw. Widząc w lesie gile zastanawiał się jak tu by parę sztuk złapać. A że był z moim rodzicem na przechadzce, więc ten bez pardonu żartobliwie poradził mu, aby porozkładał nakrętki od słoików posmarowane miodem, wtedy na pewno jakiś się złapie.
Hmmm...na drugi dzień Omka (nazywana tak przez swoje wnuki moja Mama) zastanawiała sie, gdzie się podziały wszystkie nakrętki ze słoików, które stały w lodówce...
Tato tylko uśmiechał się tajemniczo, a dopiero po jakimś czasie zdradził jej, jak wkrecił zięciunia, który cały dzień spędził w lesie za domem, i ukryty za drzewami polowal na gile. Oczywiscie kiedy wrócił pod wieczor, to miał gile,
ale pod nosem, bo na dworze panował mróz siarczysty aż milo bylo! 😂😂😂

sobota, 6 stycznia 2018

Objawienie Pańskie A.D. 2018


Dzisiaj obchodzimy dzień Objawienia Pańskiego czyli święto Trzech Króli. A oto co o tym mówi Biblia...

„Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok». Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny”.

Ewangielia wg Świętego Mateusza

niedziela, 31 grudnia 2017

Szczęśliwego Nowego Roku A.D. 2018


Na wszystkie dni Nowego Roku
Życzę Ci wiary w sercu i światła w mroku.
Obyś jednym krokiem mijał przeszkody,
Byś czuł/a się silny i wiecznie młody!
Stary Rok odchodzi wielkimi krokami,
niech więc wszystkie złe chwile zostaną za nami.
Nowy Rok niech Ci przyniesie wiele zdrowia i radości,
a przede wszystkim szczęścia w miłości.

Tego wszystkiego życzę Wam moi przyjaciele, znajomi i rodzinko.

sobota, 16 grudnia 2017

Historia zatoczyła koło...



Hmmmm...dziwne rzeczy zdarzają się na tym świecie. Właściwie to nie trzyma się kupy, ale naprawdę się wydarzyło!
Przychodzi sobie wczoraj jeden Pan do sklepu, i pyta mnie od progu po polsku, ale z lekkim holenderskim akcentem, jak się mam. Odpowiedziałam, że dobrze, i jak to zazwyczaj bywa nawiazała się miedzy nami konwersacja typu: a skąd znasz język polski?Jak długo tu mieszkasz? Co porabiasz ? I.t.d...
Okazało się, że miał ojca Holendra i mamę Polkę. Ja opowiedziałam o swoich rodzicach, o tym jak długo tu jestem, i że mój syn też jest takim "mieszańcem".
Po chwili Pan wyciąga coś z reklamówki, i mi podaje mówiąc, że to jest prezent dla mnie, prosto z Wadowic. Zaskoczona pytam jak to jest możliwe, że ma prezent dla mnie, a mnie nie zna?
Okazało się że mnie zna, i to dobrze, tylko, że ja go już nie pamiętam. Pan kiedyś mieszkał w Deventer i miał sklepik z drewnianymi pamiątkami. Ja ten sklepik chyba z 26-27 lat temu, w okresie przedświątecznym odwiedziłam z Jowim ( był malutki, we wózeczku), a on dowiedziawszy się, że jestem Polką podarował mi wtedy taką malusieńką szopeczkę wyprodukowaną w Polsce. Poźniej często ten sklepik odwiedzałam, bo miał tam bardzo ładne drewniane zabawki, klocki, które kupowałam Jowiemu. Tę miniaturkową szopeczkę mam do dziś, i co roku ją ustawiam koło telewizora. Teraz ten Pan przez przypadek (stojąc na targu w Deventer ze swoimi drewnianymi szopkami i pamiatkami z Polski z okazji Festiwalu Dickenowskiego) dowiedział się, że jakaś Aldona ma sklep z polskimi produktami. A że przed laty znał niejaką Aldonę, więc postanowił ją odwiedzić, zobaczyć czy to ta sama, i tym razem sprezentować kolejną szopkę - ręcznie rzeźbioną przez jakiegoś artystę z Wadowic. I tak oto historia zatoczyła koło w Bożonarodzeniowej aurze. Teraz mam dwie szopki podarowane przez tego samego człowieka, w odstępie prawie 30 lat...
Czyż życie nie pisze najbardziej sensacyjne scenariusze? Ferdek Kiepski powiedziałby, że to się nawet największym "fizjonomom" nie śniło :)

niedziela, 3 grudnia 2017

Adwent jest Tęsknotą...A.D. 2017


Adwent jest tęsknotą

Adwent to nieustanna tęsknota za Bogiem
i na Jego przyjście w modlitwie czuwanie
to Boża miłość stoi za progiem
to słowo Boże które ciałem się stanie

Ścieżkami życia Jezusa szukamy
i wciąż czekamy na spotkanie Jego
wszak od Ciebie Boże obietnicę mamy
że na ziemię ześlesz nam Syna Swojego

O serce ludzkie tyś bardzo spragnione
ofiarnej miłości Jezusa małego
a wszelkie nadzieje i myśli stęsknione
z pokorą zanosisz do Boga Naszego

A Bóg miłosierny tak nam przekazuje:
że Jezus zrodzony w Betlejemskim żłobie
dla Ciebie człowieku zbawienie szykuje
lecz wpierw się musi narodzić w Tobie

Regina Sobik

wtorek, 19 września 2017

20 lat minęło...



20 lat minęło...jak jeden dzień...
Ten stroik to rękodzieło mojej genialnej siostry Sylwi.
Wiersz napisałam dzień po śmierci mojej Mamy...

x x x

W ten piękny wrześniowy poranek,
Gdy wiatr tulił Twoje senne oczy
Dopalał się życia kaganek,
A ja stałam w cieniu niemocy.

Twój oddech był moim oddechem
Twój ból był moim bólem,
Do Ciebie pędziłam z pośpiechem!
Czy do snu Cię jeszcze utulę?

Bóg podał Ci swoją rękę,
I mocno przytulił do siebie
Śmiertelną ukończył mękę
Na tronie posadził Cię w niebie.

Nad Twoją głową jaśnieje
Korona z błyszczących klejnotów,
Już jesteś w krainie baśni...
Bez trosk i bez kłopotów...

Odeszłaś, a w głowie mej pulsują myśli ciemne.
Jak mam dalej bez Ciebie Mamo żyć?
Gdy Ty nadal żyjesz we mnie?
A mnie się już tutaj nie chce być?!

Odeszłaś Mamo, zostawiając nas w wielkiej rozterce.
A świat w sekundzie rozsypał się na drobny mak.
Ocalało tylko Twoje wielkie serce...
I pytanie do Pana Boga: jak żyć bez Niej...Jak?


Aldona Kołacz...Volklingen...20/09/1997

środa, 16 sierpnia 2017

Naprawdę jaka Byłaś...


Moja piękna i utalentowana 🧚‍♀️Mama🧚‍♀️. Z zawodu akuszerka, aż do mojego urodzenia pracowała na porodówce w moim miasteczku. Jednak gdzieś tam w Jej żyłach, oprócz różnych zdolności (w tym literackich) płynęła kupiecka krew. 30 lat prowadziła swój sklep i była pierwszą bizneswoman w okolicy. Od samego towarzysza Gierka, w Warszawie otrzymała prestiżową srebrną odznakę "Wzorowego Sprzedawcy". Za gratyfikację z nagrody rodzice umeblowali luksusowo całe mieszkanie. Pisano o Niej w Gazecie opolskiej i nawet kilka chwil pojawiła sie w Dzienniku wieczornym w TV. Pisała przepiękne wiersze, opowieści, bajki. Wszyscy ją kochali, i lgneli do niej jak ćmy do światła. Nasz dom był domem otwartym. Ten w Polsce, i później ten w Niemczech. Zawsze chciała, abym to ja powieliła jej marzenia o zostaniu lekarzem pediatrą. Zrobiłam Jej tą przyjemność i nawet zdałam na medycynę, ale jednocześnie mając wątpliwości - asekuracyjnie zdałam też na filologię polską. Gdy kilka razy "zeszłam" na pobieraniu krwi, stanowczo odmówiłam studiowania czegoś, co nie było moja bajką. Pedagogika Kulturalno-Oświatowa to było coś, co sprawiało mi frajdę i pozwoliło rozwinąć skrzydła. Marzenie Mamy spełniła moja najmłodsza siostra Sylwia :) Po mamie otrzymałam dar pisania oraz żyłkę do handlu. Była moim autorytetem, przyjaciółką, powierniczką, a przede wszystkim ukochaną Mamusią. Ona zodiakalny Byk, ja Panna. Rozumiałyśmy się bez słów. Za niedługo minie 21 lat od Jej śmierci, a mi wciąż jest Jej brak...

♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️

wtorek, 1 sierpnia 2017

1.08.1944


Nie jestem Warszawianką, ale zawsze chylę czoła za to, co ci młodzi zrobili dla Polski. Cześć Waszej Pamięci!

🌺🌻🌷🌼🍀🌺🌾🌷🌿🌺🌼🌷🌿🌻🥀🌻🌼🌺🌿🌺🌼🌷🌱

🧚‍♀️Dziś idę walczyć - Mamo!

Dziś idę walczyć - Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak, tyle, tyle tysięcy

Poległo polskich żołnierzy
Za Wolność naszą i sprawę,
Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę
I w świętość naszej sprawy

Dziś idę walczyć - Mamo kochana,
Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,
Serce mam w piersi rozkołatane,
Serce mi dziś tak cudnie gra.

To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku
I śmiać się śmierci prosto w twarz,
A potem zmierzyć - i prać - bez lęku
Za kraj! Za honor nasz!

Dziś idę walczyć - Mamo! 🧚‍♀️

Józef „Ziutek” Szczepański

poniedziałek, 17 lipca 2017

Ślady na piasku...


Pewnego razu śniło mi się,
Że spacerowałam plażą z Panem,
Na ciemnym niebie rozbłyskiwały sceny z mego życia.
Po każdej z nich na piasku pojawiały się dwie pary stóp:
jedne należały do mnie,
a drugie do Pana.
Kiedy błysnęła przede mną ostatnia scena,
Spojrzałam znowu za siebie.
Nie zauważyłam śladów stóp Pana.
Uświadomiłam sobie, że był to najgorszy
i najsmutniejszy czas w moim życiu.
Nigdy nie mogłam o nim zapomnieć.
„Panie – rzekłam – kiedy postanowiłam iść za Tobą,
powiedziałeś mi, że zawsze będziesz przy mnie.
Jednak w najtrudniejszych chwilach mego życia
na piasku widniały ślady tylko jednych stóp.
Panie, dlaczego, gdy najbardziej Cię potrzebuję,
Ty mnie zostawiasz?”
„Moje drogie dziecko – wyszeptał – kocham Cię
i nigdy Cię nie opuszczę, nigdy i nigdzie.
W chwilach prób i doświadczeń,
gdy widziałaś ślady tylko jednych stóp,
to wiedz, że Cię niosłem na swoich plecach”.

Margaret Fishback

P.S. Zawsze wzrusza mnie ta przypowieść. I dodaje mi zawsze otuchy. ❤️❤️❤️

czwartek, 18 maja 2017

Polskie drogi...


TVP Kultura wyemitowała niedawno jeden z piękniejszych seriali z czasów drugiej wojny światowej "Polskie Drogi", które codziennie oglądałam od deski do deski. Ostatni raz serial oglądałam jeszcze w Polsce, ale zawsze pamiętałam losy Władka Niwińskiego i Leona Kurasia. Zawsze też wzruszała mnie piękna muzyka z tego serialu. Dzisiaj leciał ostatni odcinek, a ja ryczałam jak bóbr. Może dlatego, że jestem już stara, i zrobiłam się bardzo sentymentalna, może dlatego, że zatęskniłam za tymi wartościami, którymi kiedyś szczycił się polski naród, a może dlatego, że kiedyś mimo biedy, ludzie byli ludzmi...i za drugim człowiekiem wskoczyliby w ogień. Ten film powinien być puszczany w szkołach w ramach lekcji historii, by to nowe pokolenie ajfonów, srajfonów, tabletów i dupereletów zobaczyło, że takie wartości jak: Bóg, Honor i Ojczyzna były zasiewane w każdym młodym Polaku od pokoleń, i to zawsze ratowało naszą Ojczyznę, i że zawsze byliśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Patrząc na to, co dzisiaj zalewa masowo nasz kraj włosy stają dęba, i aż chce się krzyczeć o pomstę do nieba na tych sprzedajnych lewusów, którzy jak kiedyś volksdojcze niszczyli kraj od środka. Piękny serial...po prostu piękny...i ten czerwony mak na zakończenie, a nad nim biały kwiatuszek...tak jakby tworzyły razem naszą flagę biało-czerwoną.

środa, 3 maja 2017

Czar wspomnienia z dzieciństwa


1 maja, w TVP1 puścili o barbarzyńskiej godzinie (koło 8.00 rano) mój ukochany film z dzieciństwa, który ukształtował moje całe dorosłe życie, a film o którym piszę to: W pustyni i w puszczy. Mając 8 lat przeczytałam książkę pierwszy raz w ciągu jednej nocy pod koldrą, z latarka w ręku. Później to już było regularnie raz w tygodniu, aż do momentu, kiedy książke znałam na pamięć. Do dzisiaj mogę ją cytowac od końca, od środka, od początku - nie ważne od jakiego momentu, znam ją po prostu całą na pamięć, bo przeczytałam ja chyba z 200 razy, jak nie wiecej. Jestem maniaczką tej książki i tego filmu. W ogóle po całości kocham twórczość Sienkiewicza, ale to przez "W pustyni i w puszczy" chciałam studiować Archeologię, odkrywać Egipt i piramidy, zobaczyc Port Said, Kanał Sueski, grzebać w piasku, poznać kulturę Beduinów. Nawet zdałam wszystkie egzaminy na Uniwersytecie Wrocławskim, ale nie dostałam sie z braku miejsc (czytaj: nie miałam wysoko ustawionego wujka albo cioci, którzy by mi ułatwili dostanie się na tak prestiżowe studia, gdzie na 1 miejsce przypadało wówczas 350 kandydatów!). Ponieważ zawsze mam jakiś plan B w życiu, zamiast Archeologii studiowałam Filologię polską, a po godzinach ślęczałam nad literaturą związaną ze wszystkim co związane było ze starożytnym Egiptem, Grecją, Rzymem. Ogólnie rzecz biorąc te samodzielne studia nad starożytnością stały się moją pasją, hobby, które pielęgnuję do dzisiaj.
Ponieważ w Poniedziałek nie obejrzałam mojego ukochanego filmu - zrobiłam to dzisiaj, wyszukując ten film na youtube. Wspomnienia z dzieciństwa ożyły, ale dotarło też do mnie jak ten czas szybko i nieubłagalnie leci. Internet dostarcza tak wiele informacji, że postanowiłam sprawdzić jak dzisiaj wygladają bohaterowie mojego dzieciństwa, i bęc! pojawili się...
Moja Nel -jako starsza Pani, i Staś - starszy 61 letni Pan. Każdy poszedł swoją drogą, niekoniecznie związaną z aktorstwem. Monika Rosca związała swoje życie z muzyka, a Tomasz Mędrzak został zawodowym aktorem, i poza dużą rolą w serialu "Dom" oraz filmem "Tam gdzie nogi poniosą" gra w teatrze oraz zajmuje się reżyserią. Gdzies sobie żyja w świecie, nie zdając sobie sprawy, że ich cudowna rola z przeszłości ukształtowała czyjąś przyszłość. Qrde, ale mnie dopadła nostalgia :)

piątek, 28 kwietnia 2017

Happy Birthday...gdziekolwiek jesteś Mamusiu


Nie płaczcie za mną...

Moje kochane dzieci, prosze,
Nie płaczcie za mną rzewnymi łzami,
Ja Was nie opuściłam na zawsze
Jestem jedynie jeden krok przed Wami.

Nie płaczcie za mną dzieci,
Przeżyłam tutaj najszczęśliwsze chwile,
Lecz los obrocił koło niefortunnie
Zamieniając życie w śmiertelne motyle.

Moje dzieci, nie wierzcie,
że gdy umarłam zostaliśmy od siebie oddaleni,
Moja dusza jak letni powiew wiatru
wciąż pląsa z Wami tu na ziemi.

Nie płaczcie za mną drogie dzieci,
Lecz gdy dzień w ciemną noc się zamienia,
spójrzcie na tą jasną gwiazdę na niebie
To Wasza Mama przesyła wieczorne
pozdrowienia.


Aldona Kołacz, 15.09.2015 Deventer

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

7 niezbitych dowodów na Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa...



Wiara w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest fundamentem chrześcijaństwa. A oto parę dowodów dla sceptyków.
Przede wszystkim, bycie chrześcijaninem nie jest jedynie ślepą wiarą, ale jest to realna relacja z żywym Bogiem, którego odciski palców są widoczne wszędzie, gdzie tylko spojrzymy.
Jest wiele dowodów na zmartwychwstanie Jezusa. Autor chrześcijańskich książek, Darrell Deville, wskazuje siedem:

1. Pusty grób.

Nawet wrogowie Chrystusa nigdy nie zaprzeczali, że grób był pusty. A wszystkie inne wyjaśnienia, jak kradzież ciała, twierdzenie, że tak naprawdę nie umarł i tak dalej, można po zbadaniu łatwo obalić.

2. Objawienia po zmartwychwstaniu.

Ludzie zobaczyli, dotknęli, szli obok Jezusa, jedli z Nim i słuchali Go. Setki świadków (ponad 500!) ujrzało Go jednocześnie (1 Kor. 15,6), co, jak potwierdzają psychologowie, nie mogło być rezultatem halucynacji, co sugerują sceptycy.

Zmartwychwstanie Chrystusa miało charakter fizyczny. Później objawił się On na dowód, że naprawdę żyje. Pozwolił, by Go dotknięto, pokazał swoje rany po ukrzyżowaniu i jadł z uczniami. Pokazał jasne dowody na to, że cieleśnie powstał z grobu.

"Im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym." (Dz. 1,3).

3. Świadectwo kobiet.

Fakt, że to kobiety jako pierwsze odkryły i zaświadczyły o pustym grobie i o tym, że zmartwychwstał, jest godny uwagi, bo w świecie grecko-rzymskim świadectwo kobiet nie było uznawane za wiarygodne. Gdyby twórcy ewangelii chcieli coś zmyślać, to z pewnością nie napisaliby, że to kobiety odkryły pusty grób, ponieważ to tylko osłabiłoby ich sprawę. Zdali jednak relację z tego, co widzieli, ufając, że prawda sama się potwierdzi.

4. Zmienione życie uczniów.

Nie ma wątpliwości, że wydarzyło się coś bardzo realnego i dramatycznego, co przemieniło życie 11 bojaźliwych mężczyzn ukrywających się w lęku o swoje życie w odważnych, zdeklarowanych ewangelistów. Ci ludzie byli gotowi ryzykować swoim uwięzieniem, ekskomuniką, torturami, a nawet śmiercią, byle głosić zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa w tym samym mieście, w którym został ukrzyżowany! Nie chcieliby umrzeć, gdyby wiedzieli, że wszystko to było kłamstwem. Faktem jest, że wiedzieli, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał - widzieli Go, rozmawiali z Nim, dotykali Go i jedli z Nim. Znając pdawdę o zmartwychwstaniu, byli gotowi dla Niego umrzeć.

5. Narodziny Kościoła chrześcijańskiego.

Ewidentne jest, że miało miejsce coś znaczącego i ponadnaturalnego, co sprawiło, że wiara chrześcijańska eksplodowała w mieście, w którym Chrystus został ukrzyżowany i pochowany. W ciągu kilku wieków chrześcijaństwo stało się dominującą religią w Cesarstwie Rzymskim, wypierając wielowiekowe pogańskie praktyki. Wszystko to bez nowoczesnych środków komunikacji, podróży i mediów. Tylko coś tak ważnego i przekonującego jak zmartwychwstanie Jezusa mogło poskutkować tak niezwykłą transformacją.

6. Nawrócenie Jakuba.

Brat Jezusa, Jakub, był sceptykiem aż do czasu, gdy spotkał zmartwychwstałego Chrystusa. W efekcie stał się silnym liderem wczesnego Kościoła.

7. Nawrócenie Szawła (Saula) na drodze do Damaszku.

Musiało dojść do ponadnaturalnego spotkania, które spowodowało radykalną zmianę w Szawle i które zmieniło go z pełnego nienawiści fanatyka i prześladowcy Chrystusa w największego obrońcę, misjonarza i ewangelistę, jakiego kiedykolwiek znał Kościół.



Źródło: https://chnnews.pl/slowo/item/3233-7-dowodow-na-zmartwychwstanie-jezusa.html

piątek, 14 kwietnia 2017

Triduum Paschalne A.D. 2017


Wielki Piątek

Kir okrył świat cały niby nocne cienie
uciszył organy, stłumił dzwonów bicie
dziś Chrystus poświęcił swe mienie
na krzyżu samotnym oddał swoje życie

Smutek dziś w kościele, kir zlewa ołtarze
na białych zasłonach znak krzyża się bieli
na ołtarzu głównym dziś sterczą lichtarze
Syn Boży złożony w grobowej pościeli

Czasem stuk obcasów martwą ciszę gromi
u grobu Pańskiego lud się tłumnie korzy
światła tlą się wokół pośród kwiatów woni
w grobie odpoczywa .... nasz Zbawca - Syn Boży

Tuż przy Bożym grobie stoją czujne straże
jak żywe posągi - adorują stale
lud tłumnie przynosi kwiaty w darze
dziś po raz ostatni zabrzmią "Gorzkie Żale"

środa, 1 marca 2017

Środa Popielcowa A.D. 2017...dzień pokutny


Środa Popielcowa

Popiołem kapłan posypie głowy
post się rozpocznie i czas odnowy
na znak pokuty wstrzemięźliwości
każdy katolik w tą środę pości

palmy święcone z zeszłego roku
spalono tak by powstał z nich popiół
znak krzyża kapłan na czole czyni
prochem jesteśmy w proch obrócimy

jak kruchy żywot nasz na tej ziemi
zapominamy chociaż to wiemy
Post Wielki teraz rozpocznie środa
skierujmy serca do Pana Boga

zwolnijmy tempo wyciszmy duszę
okażmy Panu miłość i skruchę
by godnie witać czas Wielkanocy
który wierzących ludzi jednoczy.

L.Mróz-Cieślik

sobota, 14 stycznia 2017

Pomagam, bo chcę, a nie dlatego, że tak wypada...


Generalnie jestem za tym, aby pomagać. Znam organizacje, które bez sztucznego rozdmuchiwania robią tyle, że w głowie się nie mieści. Nie potrzebują poklasków, bo wiedzą, że każda złotówka zaoszczędzona na reklamie, czy innych iventach trafi tam, gdzie jest potrzebna. Wypieprzanie sztucznych ogni w niebo nie dość, że nie jest ekologiczne, w dodatku bardzo dużo kosztuje. Nie jestem przeciwniczką zbiórki WOŚP, ale osobiście do tej puszki nie jest mi po drodze. Czemu? Ponieważ każdy ma prawo wyboru. Gdyby to wszystko pozostało w strefie jedno-dniowego szaleństwa (czytaj zbiórki pieniędzy) było by wszystko okey, ale nie godzę się na żadne Woodstocki, Złote Melony, Mrówki Całe, czy inne fundacje z jednym Dyrektorem/Prezesem/Wiceprezesem, który sam się nominuje, i wypisuje faktury jak kodomita kijowski. To są już nieczyste kombinacje, które niepokrywają się z całą ideą tej akcji.
Najbardziej jednak wqrzają mnie spoty reklamowe, w których różne marki/firmy prześcigają się w swych wylukrowanych sloganach. I tak oto Lidl twierdzi, że kupując u nich produkty, zapewnisz godziwą opiekę medyczną starszym ludziom, czy że ratujesz życie noworodkom/dzieciom. Wszystko pieknie ładnie, tylko do qrwy nędzy, na co co miesiąc płacisz składki zdrowotne? Czy to nie NFZ (gdzie spływają miliardy rocznie) powinno Ci zagwarantować godziwą opiekę medyczną czy odpowiedni sprzęt ratujący życie? Kto żeruje na dobroczynności wielu Polaków? Przez 25 lat nauczyło się Polaków, że tak ma być, że jak nie wrzucą do puszki Owsiakowi, to się jest złym człowiekiem. A ja sie pytam tych wszystkich "rządzących" przez 25 lat, gdzie są pieniądze, które legalnie co miesiąc trafiaja do wielkiej skarbony NFZ?? To te pieniądze maja ratować życie i pozwalać na godziwą opiekę każdemu człowiekowi, który tej pomocy oczekuje!
Owsiakowi życzę oczywiście, aby jutro skarbonki zapełniały się masowo, ale niech te pieniądze trafiają tam, gdzie powinne, a nie na bezcelowe Woodstocki, na ktorych dzieja się rzeczy wołające o pomstę do nieba. Te huczne "światełka do nieba" tez mogą sobie darować. Zaoszczędzone pieniądze moga przekazać schroniskom dla zwierząt.
No, to sobie ulżyłam :)

piątek, 6 stycznia 2017

Święto Trzech Króli


Ballada o trzech królach

Tajemnicę przesypując w sobie
jak w zamkniętej kadzi ziarno,
jechali trzej królowie
przez ziemię rudą i skwarną.

Wielbłąd kołysał jak maszt,
a piasek podobny do wody;
i myślał król: "Jestem młody,
a nie minął mnie wielki czas.
I zobaczę w purpurze rubinów
ogień, siły magiczny blask;
może stanę się mocniejszy od czynów
przez ten jeden, jedyny raz".

Tygrys prężył siłę jak wąż,
mięśnie w puchu grały jak harfa.
Na tygrysie jechał drugi mąż,
siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.
"Teraz - myślał - po latach tylu,
gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżą,
moje czary skarbów mi uchylą,
moje wróżby nabiegną krwią.

Ziemia pełna jak złoty orzech,
pęknie na niej skorupy głaz,
usta jaskiń diamentowych otworzy
przez ten jeden, jedyny raz."

Trzeci król na rybie
wielkiej jak wyspa jechał
przez stepy podobne szybie
błękitnej pod wiatru miechem.

Nucił: "Po latach stu
kwiat początku i końca ogień
w jedno koło związanych nut
gdy zobaczę, sam się stanę Bogiem.

W suche liście moich ciemnych ksiąg
spłynie mądrość odwiecznych gwiazd
i osiądzie w misie moich rąk
przez ten jeden, jedyny raz".

A w pałacach na lądach zielonych,
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli króle trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na co dzień chowali.

A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.
Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,
jak trzy słupy złocistego pyłu,
nie widząc, że się serca trzy po ziemi
wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.

I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli, jak w pękniętych zwierciadłach,
w sobie - czarny, huczący lej.
I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu.

Więc już w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny.
Wielbłąd z wolna huśtał jak maszt,
tygrys cicho jak morze mruczał,
ryba smugą powietrza szła.

I płynęło, i szumiało w nich jak ruczaj.
Powracali, pośpieszali z wysokości
trzej królowie nauczeni miłości.

Krzysztof Kamil Baczyński

środa, 28 grudnia 2016

Świeta, święta i po świetach...


Jak to dobrze było na spontana, w sobotę (Wigilia) po zamknięciu sklepu wsiąść w auto, i pojechać sześć godzin, aby być przy wigilijnym stole - co prawda przed Pasterką - ale z rodziną!
To były od 10 lat najpiekniejsze święta Bożego Narodzenia.
Jednak co piękne szybko się kończy, i niestety już wróciłam do holenderskiej rzeczywistości. Tęsknię za moja rodzinką, kocham Was bardzo!

środa, 14 grudnia 2016

Stan Wojenny... część pierwsza.


13.Grudzien 1981 rok. Zima w pełni. Godzina...gdzieś koło piątej rano...do naszych drzwi ktoś się intensywnie dobija. Tato, który akurat wstał, by napalić w piecach zanim wstaniemy z łóżek, otwiera drzwi, i z kimś rozmawia. Mama biegnie również do drzwi, i widzi dwóch wojskowych, którzy rozkazują Ojcu, by się natychmiast ubrał i udał sie z nimi. Wystraszona Mama pyta dokąd zabierają męża, ale panowie żołnierzykowie nic nie mogą powiedzieć. Nakazują tacie zabrać pagony z munduru, chociaż ten przestal być dawno oficerem...z mojego powodu zresztą. My z rodzeństwem wysciubiamy głowy z naszego pokoju, bo słyszymy płacz mamy, i słowa pocieszającego Ją Taty. Zamykaja się za nim drzwi, i od tej pory nikt nic nie wie. W telewizji zamiast kultowego Teleranka pojawia sie ówczesny przedstawiciel państwa polskiego - generał Jaruzelski, i obwieszcza światu, że wprowadzono stan wojenny...wszyscy jesteśmy w szoku...wojna wybuchła...
Tata przepadł bez wieści...

c.d.n.

wtorek, 6 grudnia 2016

Witaj Święty Mikołaju...


6 grudnia - Świętego Mikołaja, biskupa z Miry...
Mikołaj urodził się w Patras w Grecji ok. 270 r. Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, uproszonym ich gorącymi modłami. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców swoim znacznym majątkiem chętnie dzielił się z potrzebującymi.
Po długich latach błogosławionych rządów Mikołaj odszedł po nagrodę do Pana 6 grudnia (stało się to między rokiem 345 a 352). Jego ciało zostało pochowane ze czcią w Mirze, gdzie przetrwało do roku 1087. Dnia 9 maja 1087 roku zostało przewiezione do włoskiego miasta Bari. 29 września 1089 roku uroczyście poświęcił jego grobowiec w bazylice wystawionej ku jego czci papież bł. Urban II.
Najstarsze ślady kultu św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił mu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Cesarz Bazyli Macedończyk (w. VII) w samym pałacu cesarskim wystawił kaplicę ku czci Świętego. Do Miry udawały się liczne pielgrzymki. W Rzymie św. Mikołaj miał dwie świątynie, wystawione już w wieku IX. Papież św. Mikołaj I Wielki (858-867) ufundował ku czci swojego patrona na Lateranie osobną kaplicę. Z czasem liczba kościołów św. Mikołaja w Rzymie doszła do kilkunastu. W całym chrześcijańskim świecie św. Mikołaj miał tak wiele świątyń, że pewien pisarz średniowieczny pisze: "Gdybym miał tysiąc ust i tysiąc języków, nie byłbym zdolny zliczyć wszystkich kościołów, wzniesionych ku jego czci". W XIII wieku pojawił się zwyczaj rozdawania w szkołach pod patronatem św. Mikołaja stypendiów i zapomóg.
O popularności św. Mikołaja jeszcze dzisiaj świadczy piękny zwyczaj przebierania się ludzi za św. Mikołaja i rozdawanie dzieciom prezentów. Podobiznę Świętego opublikowano na znaczkach pocztowych w wielu krajach. Postać św. Mikołaja uwieczniło wielu malarzy i rzeźbiarzy. Wśród nich wypada wymienić Agnolo Gaddiego, Arnolda Dreyrsa, Jana da Crema, G. B. Tiepolo, Tycjana itd. Najstarszy wizerunek św. Mikołaja (z VI w.) można oglądać w jednym z kościołów Bejrutu.
W Polsce kult św. Mikołaja był kiedyś bardzo popularny. Jeszcze dzisiaj pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów w naszej Ojczyźnie. Po św. Janie Chrzcicielu, a przed św. Piotrem i Pawłem najpopularniejszy jest św. Mikołaj. Do najokazalszych należą kościoły w Gdańsku i w Elblągu. Ołtarzy Mikołaj posiada znacznie więcej, a figur i obrazów ponad tysiąc. Zaliczany był do Czternastu Orędowników. Zanim jego miejsce zajął św. Antoni Padewski, św. Mikołaj był wzywany we wszystkich naglących potrzebach.
Święty Mikołaj jest bardzo szanowany w Kościele Prawosławnym, zwłaszcza na terenach dawnej Rusi. Wiele cerkwi posiada ikonę z jego wizerunkiem.
Od XVIII wieku z jego kultem łączono udzielanie stypendiów dla ubogiej młodzieży. Stąd pochodzi długa tradycja robienia upominków-niespodzianek dla dzieci, które od dawna czekają na ten radosny dzień.
Modlitwa do św. Mikołaja

"Święty Mikołaju, wypraszaj nam łaskę u Boga, byśmy tak jak ty umieli dostrzegać opuszczone i ubogie dziewczęta, samotne wdowy, zaniedbaną młodzież i ludzi starych, o których już nikt nie pamięta. Ucz nas, podobnej jak twoja, hojności serca, byśmy chętnie czynili dar ze swego życia dla innych, zwłaszcza w czasie Adwentu."

sobota, 26 listopada 2016

Żubr


Wczoraj cały dzień jakiś natarczywy holenderski klient wydzwaniał mi z pytaniem, czy mam piwo Żubr w sklepie. Za każdym razem pytał o adres sklepu, o której otwieram sklep, i czy moge mu odłożyć trzy puszki. Po piątym telefonie z tymi samymi pytaniami czułam, że zaraz go z leksza opier....to znaczy opieprzę. Po 10 byłam już bardzo niemiła i tylko opryskliwie potwierdzałam i szybko kończyłam rozmowę. W międzyczasie gdy byłam na zakupach Junior, który mnie zastępował, odebrał jeszcze ze trzy takie telefony...Cóż, po wspólnej konsultacji stwierdziliśmy, że ktoś sobie robi jaja, i nie należy tego brać na poważnie.
Dzisiaj rano otwieram sklep o 9.00 rano, i widzę przed drzwiami trzech kolesiów niecierpliwie przebierających nóżkami. Na mój widok zapiali z zachwytu, i po wejsciu od razu udali się szukać piwa...Żubr.
Zakupili kilka sztuk i spytali czy jeszcze ktoś o to piwo pytał... Przypomniały mi się wczorajsze telefony, i zapytałam czy oni dzwonili. Okazało sie, że tak. Chłopaki zrobili sobie ze mnią i Żubrem selfie, i zadowoleni opuścili sklep. Nie minęło 10 minut gdy do sklepu wtargnęła grupa 5 Holendrów, i od progu zapytała gdzie mam piwo....Żubr. Pokazałam półki z piwem, i zapytałam czy oni wczoraj dzwonili w tej sprawie. Okazało się że tak. Panowie zakupili kilkanaście puszek i szczęsliwi opuścili sklep. Po piętnastu minutach wpadła kolejna grupa facetów szukająca piwa...Żubr. Skonfundowana, zapytałam o co chodzi z tym piwem. Dowiedziałam się, że w jakiejś miejscowości (gdzieś na peryferiach Holandii) organizatorzy jakiegoś Rajdu samochodowego zrobili konkurs, gdzie zawodnicy muszą dostarczyć tę marke piwa, by uzyskać odpowiednie punkty do startu. Rajd ten ma wystartowac w Holandii i zakończyć sie w Polsce.
Jest już po 11.00 a ja mam co chwila grupy facetów kupujących Żubra. Piwa zostało mi już tylko kilka sztuk.
Jak powiem Juniorowi, że te wczorajsze telefony nie były od jednej osoby tylko od różnych, to pewnie mnie wyśmieje.
Taka sytuacja :)

sobota, 12 listopada 2016

R.I.P. ...Tatulku... [*] [*] [*]





17 lat temu odszedł nasz Tato...
Bardzo brakuje mi jego troski o dom, o dopilnowaniu tego, aby piwnica była zawsze zapełniona węglem, drewnem na opał, warzywami na zimę, codziennie rozpalanie pieców o świcie, abyśmy mieli cieplutko, gdy wstawaliśmy do szkoły. Uzupełniali się z moją Mamą tak, jak gdyby byli idealnymi połówkami jabłka. Od dnia śmierci moich rodziców nie potrafie odnaleźć szczęścia w życiu, takiego na 100 procent. Wiem, że śmierć jest wpisana w nasze życie, ale nie potrafię się pogodzić z tym, że zabrała ich w tak młodym wieku...
R.I.P. ...Tatulku... [*] [*] [*]

poniedziałek, 31 października 2016

W przeddzień Święta Zmarłych A.D. 2016


Jestem Polką - obchodzę Święto Zmarłych i Wszystkich Świętych!
Każdy ma prawo obchodzić to co chce, ale osobiście uważam, że mamy tak piękne rodzime święta, że nie musimy powielać czegoś, czego tak naprawdę nie znamy, nie rozumiemy, a tylko głupio małpujemy. Święto Zmarłych to święto zadumy, wspomnienia o tych, którzy odeszli, poszanowanie pamięci o Nich. Odwiedziny grobów, cmentarzy, palenie zniczy, wspólny spacer z rodziną, odwiedzanie się, po prostu piękne słowiańskie święto, które jest starsze niż się komu wydaje.
Dyniom, które straszą stanowczo mówię nie, za to uwielbiam ich wysuszone ziarenka plus robić z nich pyszną zupę krem.

sobota, 6 sierpnia 2016

Lato, Lato...


Heh! To silniejsze jest ode mnie :)
Stare przyzwyczajenia wyniesione jeszcze 30 lat temu z domu.
Lato, to zawsze były zapachy przetworów, które razem z moją Mamą robiłyśmy. Mieliśmy przepiękny, wielki ogród z owocami, warzywami, kwiatami, krzewami, z Altanką, ze studnią, z małym basenikiem, który mój Tata specjalnie zrobił dla małej Sylwusi. Wszystko miało smak, zero sztucznych nawozów, pachniało cudnie i naturalnie. I mimo, że dzisiaj już zabrakło tych najważniejszych w moim życiu osób, to kontynuuję od czasu do czasu te nasze tradycje. Dzisiaj zrobiłam domowe, pikantne Pikle z przejrzałych ogórków. Takie są najlepsze i najsmaczniejsze. W sam raz na zimowe wieczory do obiadu. Mam stary poniemiecki gar do pasteryzowania, i jest zarąbiście pomocny właśnie przy zagotowywaniu słoików. Czy Wy też lubicie swojskie przetwory?
Głupie pytanie, bo kto ich nie kocha?

piątek, 15 lipca 2016

Pray For Nicea


Dla ofiar z Nicei

Boże, coś Polskę zawsze uchował
spójrz na tę biedną Francję
Ludzie niewinni w atakach giną
za tę poprawną "tolerancję".
Uchowaj Boże nas od złych ludzi
Miej też w opiece Francję
Niech krew nie leje się po ulicy
Za tę pieprzoną tolerancję!



Aldon Kołacz, Deventer 15.07.2016

Pray For Nicea


Dla ofiar z Nicei

Boże, coś Polskę zawsze uchował
spójrz na tę biedną Francję
Ludzie niewinni w atakach giną
za tę poprawną "tolerancję".
Uchowaj Boże nas od złych ludzi
Miej też w opiece Francję
Niech krew nie leje się po ulicy
Za tę pieprzoną tolerancję!



Aldon Kołacz, Deventer 15.07.2016

piątek, 17 czerwca 2016

Happy birthday Siostro :)






Trzydzisci siedem lat temu, moja Mama sprawiła nam niezłą niespodziankę, która obchodzi dzisiaj swoje 37 urodziny.
A było to tak: wróciłam ze szkoły, i jak zawsze ze stacji podążyłam do sklepu mojej Mamy. Był to Piątek, dzień, kiedy zawsze przychodził do sklepu towar. Głodna jak wilk cieszyłam się na chwilę, kiedy skonsumuję pieczoną przez mojego Tatę świeżutką rybkę. Niestety, ku mojemu zdziwieniu sklep był zamknięty, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Zaniepokojona udałam się do domu, który znajdował się po przeciwnej stronie naszego sklepu. W domu też nikogo nie było, więc zaczełam się strasznie denerwować. Po godzinie w domu zjawił się Tato, jakiś taki smutny i przygnębiony. Zapytałam co się dzieje, dlaczego sklep jest zamknięty, i gdzie jest Mama. Tato zaczął coś tam pod nosem tłumaczyć, ale z jego tłumaczenia dowiedziałam się tylko, że Mama jest w szpitalu, i że jak w Niedzielę pojedziemy do niej w odwiedziny, to się wszystko dowiemy. Tato poprosił mnie, czy nie pomogłabym mu w sklepie. Miałam już wtedy dużą wprawę w obsługiwaniu klientów, więc się zgodziłam, mając nadzieję, że wyciągnę od niego więcej informacji, dlaczego Mama jest w szpitalu, i co się właściwie stało.
Tato jednak był małomówny, i jakoś tak nieobecny duchem. Nie mogłam się doczekać Niedzieli, by jak najszybciej spotkać się z Mamą. Kiedy już nadeszła, ja, brat i tato z samego rana pojechaliśmy w odwiedziny. Młodszą siostrę Edytę zostwiliśmy u sąsiadki, bo dzieci nie można wtedy było zabierać.
Jakie było moje zdumienie, gdy w szpitalu ojciec skierował swoje kroki wprost na oddział ginekologiczny. Po krótkiej rozmowie z pielęgniarkami, dowiedzieliśmy się, że Mama do nas zaraz przyjdzie. I rzeczywiscie po kilku chwilach już mogłam ją przytulić, i ze łzami w oczach wypytać co się stało. Rodzice usiedli obok siebie, mieli spuszczone głowy i próbowali nam coś tłumaczyć, że Mama w piątek pociągnęla 200-kiliową beczkę ze słonymi śledziami, i że wtedy odeszły jej wody płodowe, i że jak dzisiaj nie urodzi, to czeka ją cesarka. Razem z bratem patrzyliśmy na nich jakby byli jakimiś kosmitami, i zastanawialiśmy się o czym oni do nas mówią? Jakie wody płodowe, jaka cesarka, jakie rodzenie, i jak to możliwe, że nasza Mama jest w ciąży, a my o tym nic nie wiemy, i nikt tego nie zauważył? Rodzice chyba sami się tego wstydzili, że mając już prawie dorosłe dzieci, po raz czwarty zostaną rodzicami. W tamtych czasach panowały stereotypy, że jak ma się czterdziesci lat, to jest się już bardzo starym, i pewne rzeczy już nie pasują w tym wieku. Dzisiaj rodzą 60-latki, i już to nikogo nie zaskakuje ani gorszy, ale wtedy właśnie było takie myślenie. Z wrażenia nie mogliśmy z bratem wypowiedzieć ani słowa, tym bardziej, że on sam oczekiwał swojego pierwszego dziecka. Po tych wyjaśnieniach, byłam już spokojniejsza, że to nie jakaś choroba spotkała mamę, tylko nieplanowana ciąża i przyspieszony poród. Kiedy już byłam w domu nawet zaczęłam się cieszyć, że będziemy mieli małego dzidziusia, którym będę mogła się opiekować. Dogadałam się z rodzicami, że na czas pobytu Mamy w szpitalu Tato załatwi mi zwolnienie ze szkoły, ja będę zajmować się sklepem, a on będzie zajmować się moją młodszą siostrą i domem. W Poniedziałek rano, kiedy udałam się do sklepu, zauważyłam, że ludzie dziwnie na mnie spoglądają. Miasteczko, w którym mieszkałam, było niewielkie, więc nowinki i plotki roznosiły się z prędkoscią światła. Instynktownie czułam na swoich barkach wzrok ludzi, słyszałam dziwne szepty, aż wreszcie jakaś kumotra zapytała mnie wprost jak to jest możliwe, że wczoraj urodziłam córkę, a dzisiaj już chodzę po Rynku, jak gdyby nigdy nic. Doznałam lekkiego szoku na te słowa, ale po kilku godzinach wszystko się wyjaśniło. Kiedy po odwiedzinach u Mamy opusicliśmy szpital, ona tak się zestresowała tym, że musiała nam powiedzieć o swojej ciązy, że z tych nerwów naturalnymi siłami zaraz urodziła Sylwusię. Telefonu w domu nie mieliśmy wtedy jeszcze, więc zadzwoniła do pracy mojego brata, i kazała przekazać, że Kołaczowa własnie urodziła córkę. Jednak jak to w życiu bywa, recepcjonistka przekazała dalej, ŻE CÓRKA KOŁACZOWEJ WŁAŚNIE URODZIŁA CÓRKĘ...i takim oto sposobem zostałamw wieku 16 lat mamą najpiękniejszego dziecka, jakie kiedykolwiek widziałam. Prawie miesiąc spędziła w inkubatorze, gdyż jej waga przy urodzeniu wynosiła okolo 1600 gram. Kiedy jednak rodzice przywieźli ją do domu zobaczyłam żywą laleczkę, z czarnymi lokami, z ogromnymi niebieskimi oczkami, rzęsy miała takie długie, że dotykały prawie brwi. Ważyła niecałe dwa kilo, i razem z Mamą kąpałyśmy ją w miseczce, bo w waniennce chyba by sie utopiła. Była przecudna. Nie mogłam na nią się napatrzeć, każdego dnia się od niej coraz bardziej uzależniałam. Taki mały cud w domu, cichutki, nikomu nie dokuczała, przesypiała noce, tak, że nikt z domowników nie odczuwał tego, że jest w nim niemowlak. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nadszedł dzien, który odmienił nasze życie...
Sylwia rozwijała się zdrowo, do trzeciego miesiąca swojego życia. Pewnego popołudnia, kiedy Mama podawała jej mleczko w butelce (była malutka i ssanie cycuszka ją bardzo męczyło, więc Mama postanowiła sciągać mleko i podawać jej przez smoczek) nagle zauważyłyśmy, że Sylwunia lekko się zakrztusiła przy ssaniu, i zaczęła się robić sina i niebieska. Mama w panice zaczęła juą poklepywać po pleckach, a ja tak jak stałam na bosaka, najpierw jednym tchem udałam się piętro wyżej do naszej sąsiadki, która była pielęgniarką, informując ją, żeby ratowała Sylwię, a następnie drugim tchem na bosaka, pobiegłam do ośrodka zdrowia, który miesił się około jeden kilometr od naszego domu. Pamiętam tylko to, że pierwszy i ostatni raz w życiu przeskoczyłam płot domu, gdzie mieszał nasz lekarz. Na podwórku miał psa wilczura, który stał jak wryty, gdy ja tłukłam pięsciami w drzwi. Pies chyba instynktownie wiedział, że nie może mi nic zrobić, gdyż trwa wyścig z czasem. Po krótkiej chwili w drzwiach ukazał się Pan doktor, któremu tylko wyjaśniłam, że Sylwia umiera. Zapakował mnie w auto, zadzwonił po karetkę, i z piskiem opon ruszyliśmy do mojego domu. Cała ta akcja trwała dosłownie kilka minut. Gdy wbiegliśmy do mieszkania, Pani Ala reanimowała czały czas Sylwunię. Pan doktor Śliżewski natychmiast zrobił mojej małej siostrzyczce zastrzyk w serce, ponieważ miała w wyniku wrodzonej wady genetycznej zawał serca. Po chwili słychać już było pędzącą karetkę. W tym chaosie, w tym wszystkim co działo się w moim domu szukałam Mamy...a Ona...a ona klęczała na kolanach pod obrazem cudownego Jezusa modlącego sie w Ogrójcu, i wypowiedziała te słowa: Jezu, oddaję Ci swoje życie w zamian za życie mojej córeczki. Proszę Cię, pozwól mi ją tylko wychować do jej 18 roku życia... I Pan Bóg to życzenie wysłuchał... Mama odeszła dokładnie, kiedy Sylwunia skończyła 18 lat...
Kocham Cię Mamo...za to, że oddałaś swoje życie za moją ukochaną Siostrzyczkę.
Kocham Cię Sylwiu...wszystkiego najlepszego w Dniu Twoich urodzin!

sobota, 21 maja 2016

Smaki z mojego dzieciństwa


Autentyczna anegdota z dzisiejszej nocnej eskapady Juniora

Junior został poproszony do pracy na cały weekend jako Gospodarz w projekcie Deventer Smaak, które zorganizowała gmina. Koło Media Markt najwieksze restauracje z Deventer postawiły namioty, gdzie na oczach widzów kucharze przygotowują publiczności różne smakołyki. Można sobie popróbować wszystkiego, popić dobre winka, piwko i tak dalej, a Junior uwija sie tam jak w ukropie, by zapraszać gości, podawać do stolika czy zbierać naczynia. Przy tym wszystkim graja róże kapele, ludzie się bawią i czas leci jak z bicza. Junior jak wyszedł wczoraj z domu o 12 w południe, to wrócił dopiero o 3 w nocy. Jak wrócił do domu, oczywiście zapytałam czemu tak późno, i jak tam ogólnie było. Na pierwszym miejscu oczywiście blablał mi o swojej dorosłości, i że nie muszę się martwić, że tak późno przychodzi, na drugim miejscu dopiero zdał relację z pracy. Okazało się, że organizatorzy dla całej załogi zorganizowali bibkę po tej głównej bibce. Tak więc po ciężkiej harówce mogli się zrelaksować przy pysznym jedzonku i popijawce. Wszyscy zaczęli się rozchodzić do domów kolo w pół do trzeciej, ale że w połowie drogi do domu Juniorowi pęchęrz odmówił posłuszeńswa (za dużo piwek) więc postanowił wstąpić do naszego sklepu, bo miał akurat po drodze. Przy blasku księżyca w pełni zobaczył nowość w naszym asortymencie Przysmak Świętokrzyski na półce , więc capnął go sobie, by poprzekasać coś po drodze do domu. Jakież było jego rozczarowanie, gdy otworzył paczkę tegoż przysmaku! Stwierdził, że my Polacy nie potrafimy produkować czipsów, i że kto to w ogółe je takie obrzydlistwo, na którym o mało co sobie nie połamał zębów...
Chciał to wywalić po drodze gdzieś do kosza, ale chciał mi najpierw to "badziewie" pokazać i ochrzanić, że zamawiam taki szajs do sklepu.
Ćóż, nic nie mówiąc udałam się do kuchni o prawie 4 rano, nastawiłam patelnię z tłuszczem, zrobiłam czary mary, i dałam spróbować Juniorowi.
Szkoda, że nie sfilmowałam jego miny i otwartych oczu, które wygladały jak perlowskie 5 zeta :)
Dzisiaj jest znowu w pracy, ale już dzwonił, że mam nasmażyć całą michę tych "badziewnych" chrupek :)