Denisku, tu na ziemi byłeś Aniołem, którego skrzydła uwięziło Twoje ciało...tam w niebie Twoje skrzydła są już wolne...Mimo, że nasze serca teraz krwawią z żalu i bólu...na zawsze w nich zostaniesz...
„O wy, kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła,
Co
na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła,
I stawiają
Częstochowskiej, by podniosła rączkę,
Nad firletkę,
macierzankę i nad srebrną drżączkę,
Nad rozchodnik i
lawendę, nad rutę i miętę,
Bo to wszystko przecież
Boże, bo to wszystko święte,
Jak stajenka betlejemska z
prostym polskim bydłem,
Tak zrównane są te zioła z
mirrą i kadzidłem…”
Noc świętojańska obchodzona jest w wigilię imienin Jana, czyli z 23 na 24 czerwca. Dzisiaj w popularnym przekazie jako synonim nazwy tego święta wykorzystuje się często określenie Noc Kupały, jednak, chcąc być rzetelnym, należy podkreślić, że nie są to te same tradycje, choć w ich obrzędowości i magicznym nacechowaniu można dostrzec wiele podobieństw. Dodatkowo Noc Świętojańska oraz noc kupalna sąsiadują ze sobą w kalendarzu. Zbieżności te nie są przypadkowe i wynikają z dawnej rywalizacji Kościoła z praktykami ludowymi, często o pogańskim rodowodzie.
Noc Świętego Jana zaczęła rywalizować z Nocą Kupały i wypierać ją po wkroczeniu chrześcijaństwa na słowiańskie ziemie. Wolna miłość, nagość i lekkość w obyczajach, nie licowała z nową religią i moralnością. Dlatego "ucywilizowano" Noc Kupały i nadano jej świętego patrona - Jana Chrzciciela, który jako biblijna postać chrzcząca wodami Jordanu, miał od tej pory patronować akwenom, jeziorom, rzekom i sadzawkom. Według nowej tradycji święty Jan od dnia swoich imienin "chrzci" wodę, w której można się już bezpiecznie kąpać, nie będąc narażonym na utopienie się, czy inne niebezpieczeństwa. Tradycyjnie w Noc Świetojańską jest puszczanie wianków. Cieszy się bardzo dużą popularnością. To wróżba dzisiaj przeznaczona przede wszystkim dla panien i kawalerów. Równie chętnie pleciono wianki ochronne dla gospodarstw, przyciągające pieniądze lub zabezpieczające przed chorobą. Legenda o Nocy Świętojańskiej często utożsamiana jest z opowieścią o kwiecie paproci. Nieodłącznym elementem dawnej Nocy Kupały było poszukiwanie tej właśnie rośliny, nazywanej także perunowym kwieciem – od imienia słowiańskiego boga Peruna. Zakwitała ona raz do roku, właśnie w czasie letniego przesilenia. Zgodnie z przekazem, odszukać mógł ją tylko człowiek sprawiedliwy, który nie wyrządził nikomu krzywdy. Znalezisko zapewniało szczęście i bogactwo. Ważnym symbolem Nocy Świętojańskiej jest ogień. Symbolizuje on pierwiastek męski, a jednocześnie oczyszczenie i obronę przed złym. W czasie Nocy tańczono wokół palenisk i skakano przez ogień. Miał to być sposób na wypędzenie zła, zapewnienie zdrowia, pomyślności oraz płodności. Udany skok trzymającej się za ręce pary wróżył udane małżeństwo. Dym z ognisk zapewniał dobrą pogodę w czasie żniw, a według dawnych wierzeń dodatkowo chronił przed złymi urokami. Noc Świętojańska wiele czerpie z Nocy Kupały, jednak nie jest jej synonimem. Świętojańskie zabawy odbywają się z 23 na 24 czerwca, zaś noc kupalna przypada wcześniej, z 21 na 22 czerwca, w najkrótszą noc roku.
Jedna była – gdzie? Pod Tobrukiem. Druga była – gdzie? Pod Narvikiem. Trzecia była pod Monte Cassino.
A każda jak zorza szalona, biało-czerwona, biało-czerwona, czerwona jak puchar wina, biała jak śnieżna lawina, biało-czerwona.
Zebrały się nocą flagi. Flaga fladze dodaje odwagi: – No, no, nie bądź taka zmartwiona. Nie pomogą i moce piekła: jam ciebie, tyś mnie urzekła, nie zmogą cię bombą ni złotem i na zawsze zachowasz swą cnotę. I nigdy nie będziesz biała, i nigdy nie będziesz czerwona, zostaniesz biało-czerwona jak wielka zorza szalona, czerwona jak puchar wina, biała jak śnieżna lawina, najukochańsza, najmilsza, biało-czerwona.
Tak mówiły do siebie flagi i raz po raz strzelił karabin, zrobił dziurę w czerwieni i w bieli. Lecz wołały flagi: – Nie płaczcie! Choćby jeden strzępek na maszcie, nikt się zmienić barw nie ośmieli. Zostaniemy biało-czerwone, flagi święte, flagi szalone. Spod Tobruku czy spod Murmańska, niech nas pędzi dola cygańska, zostaniemy biało-czerwone, czerwone jak puchar wina, białe jak śnieżna lawina, biało-czerwone.
O północy przy zielonych stolikach modliły się diabły do cyfr. Były szarfy i ordery, i muzyka i stukał tajny szyfr. Diabły w sercu swoim głupim, bo niedobrym rozwiązywały biało-czerwony problem.
Łkała flaga: – Czym powinna zginąć, bo jestem inna? Bo nie taka dyplomatyczna, bo tragiczna, bo nostalgiczna, ta od mgieł i od tkliwej rozpaczy, i od serca, które nic nie znaczy, flaga jak ballada Szopenowska, co ją tkała sama Matka Boska.
Ale wtedy przyszła dziewczyna i uniosła flagę wysoko, hej, wysoko, ku samym obłokom! Jeszcze wyżej, gdzie się wszystko zapomina, jeszcze wyżej, gdzie jest tylko sława i Warszawa, moja Warszawa, Warszawa jak piosnka natchniona, Warszawa biało-czerwona, biała jak śnieżna lawina, czerwona jak puchar wina, biało-czerwona, biało-czerwona, hej, biało – czerwona.
„Pieśń o fladze” Konstanty Ildefons Gałczyński, 1944