piątek, 31 grudnia 2010

Hop Hop Hop! wielkim krokiem zbliża się Nowy Rok!!!




Bajka o Starym i Nowym Roku

O jednej porze,
raz do roku,
w zimowej nocy ciemnym mroku,
gdzieś,
gdzie nie sięga ludzki wzrok,
schodzi się z rokiem rok.

Jeden jest wielki
z siwą brodą,
drugi jest mały
z buzią młodą,
czyli, by rzec innymi słowy :
jeden jest Stary,
drugi Nowy.

Gwiazdy
jak owieczki lśnią na niebie,
a oni stają obok siebie,
coś sobie mówią, patrząc w oczy,
ale nikt nie wie o czym.

Potem w ciemności słychać kroki ...
To się rozchodzą oba roki.
W całkiem przeciwne idą strony :
Stary znużony i zmęczony,
Nowy,o jasnych, złotych lokach
wesoło sobie mknie w podskokach.

Po chwili
cichnie odgłos kroków
w zimowej nocy ciemnym mroku,
gwiazda za gwiazdą w górze gaśnie
i robi się na świecie jaśniej,
i znika czarnej nocy cień,
i wstaje nowy, jasny dzień,
i budzisz się,
przecierasz wzrok
i witasz - Nowy Rok.

/ L.J.Kern /

wtorek, 28 grudnia 2010

Poświątecznie...w oczekiwaniu na Nowy Rok...



Święta, swięta i po...świetach!
A w zasadzie to panuje przerwa
między Bożonarodzeniowym obżarstwem
a Noworocznym lenistwem. Wszystkie
(no prawie wszystkie, bo część zarezerwowana
na Sylwestra) filmy z Santa Clausem się obejrzało,
baśnie czesko-enerdowskie ogladneło, więc pozostało
poczekać jeszcze na ten Nowy Rok, który ma być
lepszy od kończącego się. Pożyjemy,
zobaczymy, a póki co, to wszystkim
odwiedzajacym tego bloga polecam super przepis:












Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości,
małostkowości i lęku.
Po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno,
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.

SZczęśliwego Nowego Roku!

środa, 1 grudnia 2010

Bajka o Puchatym i Ciepłym...czyli jak nie odmroźić sobie uszu chodząc z głową w chmurach



W pewnym miasteczku ludzie byli szczęśliwi i przyjaźnie nastawieni do siebie. Wszyscy dzielili się ciepłym i puchatym. Sąsiedzi żyli w zgodzie ze sobą, rodzice z dziećmi, nauczyciele z uczniami...
Pewnego razu do miasteczka dotarła zła wiedźma, która sprzedawała zimne i kolczate. Niestety nikt nie chciał go kupować. Zaczęła więc wmawiać ludziom, że jeśli nadal będą rozdawać ciepłe i puchate szybko je stracą. Ludzie jej uwierzyli i głęboko pochowali ciepłe i puchate. Za to zimne i kolczate szybko się rozprzestrzeniło na całe miasteczko.
Sąsiedzi przestali żyć ze sobą w zgodzie, rodzice z dziećmi, nauczyciele z uczniami również. Ludzie zamykali się w domach. Zapanowała złość i nienawiść.
Aż pewnego dnia do miasteczka przeprowadziła się pewna kobieta. Nie wiedziała o tym co wiedźma naopowiadała ludziom. Sama rozdawała wszędzie ciepłe i puchate. Ludzie zobaczyli, że wcale jej tego nie ubywa. Wkrótce inni też zaczęli wyciągać z ukrycia ciepłe i puchate aby dzielić się z innymi.
Mieszkańcy zrozumieli, że im bardziej dzielą się ciepłym i puchatym, tym więcej sami go mają. Wypędzili z miasteczka złą wiedźmę i znów zapanowała zgoda i szczęście...
Oczywiście "ciepłe i puchate" z opowiadania to uśmiech, dobre słowa i gesty, przyjazne nastawienie. "Zimne i kolczate" to złość, nienawiść, zazdrość i wszelkie negatywne uczucia.

Im więcej dzielimy się ciepłym i puchatym tym więcej go mamy. Niestety podobnie jest z "zimnym i kolczatym". Dlatego tak ważne jest dawanie innym ciepłego i puchatego. To co rozdajemy zależy od nas. Inni będą to przekazywać dalej.

niedziela, 28 listopada 2010

Gdy w adwencie szadź na drzewach sie pokazuje, to rok urodzajny nam zwiastuje.






I znów rozpoczął sę magiczny czas przygotowań do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia.
I znów powrócą bolesne wspomnienia o tych, z którymi tych świąt nie spędzę. c'est la vie!
Oczywiście w tak ważnym dniu nie może zabraknąć odrobiny refleksji:










Każdego roku czekam
na nowy cud święta.
Bo jakże inaczej nazwać białą porę,
która nam wieści nowinę wprost z Nieba.

Po dolinach rozlega się światło łagodne.
To księżyc nocami sieje tę srebną poświatę
i niesie aż na szczyty odblask szczęścia swego.

Góry cieszą się wespół z ludźmi dobrej woli.
Ziemia choć w śniegu, bo zima w krąg ją ogarnia,
ogrzaną miłością nadchodzącego Boga.

Drogi ciemne i zgubne wyprostowane zostają,
zalane blaskiem gwiazd i ustrojone śpiewami.
Stąpać po nich możemy bezpiecznie i lekko.

A z gwiazd owych ta jedna zawisa nad miejscem,
wybranym spośród innych,
ochrzczonym - Betlejem.

ks. Janusz A. Kobierski

czwartek, 25 listopada 2010

Hej ! Kasie - Katarzynki ! Hej !


To wesole dziewczynki! Ponieważ dzisiaj ich święto, skladam więc najpiękniejsze życzenia :) A tak dla jasności, to Katarzynki są damską wesją Andrzejek, i to właśnie tej nocy kawalerowie sobie mogli wywrózyć, kto zostanie ich żonką. Aby tradycji stało się zadość w tę sobotę - JA - będę lać wosk, bo od jakiegoś czasu po mojej głowie tłucze się jakaś nieznośna myśl, podobna do tej z " Modlitwy Dziewicy" - O Boże daj męża, daj męża, daj męża! Hehehehe...tylko, że kandydatów jakoś na tego męża brak, a jak się już jakiś trafi, to jak w tym powiedzeniu o facetach: albo zajety albo do...ekhem! - tu zamilknę, niechcąc się nikomu narażać.
W ogóle to niech mnie ktoś przytuli, bo czasami czuję się jak ten osiołek z Shreka, który wszystkim sprawia radoche, a mało kto jemu.
Wracając do Katarzynek to na zakończenie wklejam nie mój wierszyk, który w tradycji ludowej spiewaja sobie podczas wrózenia kawalerowie:

Hej! Kasiu, Katarzynko
Gdzie szukać Cię dziewczynko
Wróżby o Ciebie zapytam
Czekaj – wkrótce zawitam

Bawmy się więc w Katarzyny
Szukajcie chłopaki dziewczyny
Zapytać więc trzeba wróżby
A nuż potrzebne już drużby

Wskaż proszę wróżbo wybrankę
Żonę i przyszłą kochankę
Wyciągam karteczki cztery
Są jej imienia litery

czwartek, 11 listopada 2010

Łzy palą jak ogień tylko w samotności.



O takiej pogodzie jaka panuje za oknem mówi się, że nawet psa nie wypuszczono by na dwór. A ja siedzę i marzę. Marzę sobie, aby już przyszły piewsze śniegi, minusowe temperatury, śnieżyce, burze śniegowe, szron na oknach, szron na drzewach, w ogóle wszedzie niech już bedzie ten szron, byleby nie ta cholerna plucha, która powoduje, że mój poziom depresyjny znacznie się zawyża! Ale nic to Baśka - jak mawiał Mały Rycerzyk do swej ślicznej żonki - po nas choćby i potop, a my damy sobie rade nawet z podstępną deprechą, o! I dlatego puszczam sobie różne fajne kolędy, wypisuję już kartki świąteczne i uśmiecham się na samą myśl, że za miesiąc o tej samej porze będzie już sezon "The Last Christmas" z całym jego dobrodziejstwem (czytaj: przedświąteczną bieganiną:)
Niestety, jednak dzisiejsze święto Niepodległości i jutrzejsza 11 rocznica śmierci mojego taty przytłoczyla mnie co nieco i w efekcie powstał wiersz, który poniżej wklejam. Jak widać całkiem odbiega od Bożo-Narodzeniowej tematyki...



Listopadowa Noc

Historii cmentarz otworzyl bramy
Zaprasza wszelkie duchy z przeszłości
Listopadową Noc przecież mamy
Wiec ciągną tu już tłumy gości

Kolejna warstwa pożołkłych liści
Otula szczelnie groby nieznane
Wiatr je do tańca uroczo prosi
niczym Powstaniec swoją damę

W rytmie żałobnej Etiudy Fryderyka
Smutnie kołyszą się duchy i drzewa
Wiatr między nimi hulaszczo bryka
Puszczyk złowieszczo gdzieś śpiewa

I jeszcze tylko lokaj - Wspomnienie
Gościom gorycz w kielich dolewa
Duchy skazane są na zapomnienie
Jak na stracenie skazane są drzewa

Aldona Kołacz, Deventer 11-11-2010

wtorek, 2 listopada 2010

Myślisz - Mówisz - Masz !




Studiuję sobie fajną książeczkę Eweliny Klarenbach o myśleniu pozytywnym, ponieważ bardzo interesuje mnie ten temat, a głównie za sprawą obejrzenia
filmu "Sekret". To znaczy książkę pod tym samym tytułem znam od dawien dawna, ale film obejrzałam niedawno i znowu poczułam potrzebę pogłębienia swojej wiedzy na temat Prawa Przyciągania. Jak się pogrzebie troszkę w necie, można uzyskać bardzo wiele cennych informacji, a jedną z nich jest treściwe opowiadanko "Myślisz - Mówisz - Masz" wyżej wymienionej autorki, która zapodaje jakby skondensowaną metodę owego Sekretu. Autorka przytoczyła w swojej książce krótką przypowieść indianską, która można dopasować do każdego człowieka, a która wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, bo do takiej samej myśli doszłam już jakiś czas temu.
A oto ta przypowieść:


Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki.
Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka.
Walczą dwa wilki: jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości. Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.
Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.
Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
- Dziadku, a który wilk wygra?
- Ten, którego nakarmisz – odpowiedział stary Indianin.

***

I jak tu nie kochać indiańskich przypowieści? :)

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. " - ks. Jan Twardowski



Jest taki jeden film polski, który jak żaden inny pasuje w klimat dzisiejszego dnia zadumy i refleksji. Ten film, ktory zostal nakręcony na kanwie powieści Tadeusza Dołęgi - Mostowicza to "Znachor". W rolach głównych takie znakomitosci jak Anna Dymna, Tomasz Stockinger, Artur Barciś i cudowny, niezapomniany Jerzy Binczycki. Osobiście mogę ten film oglądać każdego dnia, i każdego dnia będę płakać w tych samych momentach, a co najlepsze: nigdy mi się nie znudzi! W filmie znajduje się najbardziej romantyczny moment w filmotece polskiej, a jest nim scena, kiedy Leszek Czyński wbiega do izby z ogromnym bukietem róż i rzuca go pod nogi swojej ukochanej Marysi. Po oglądnięciu tego filmu ma się ochotę wrócic do czasów, kiedy ludzie mieli do siebie ogromny szacunek, miłość była prawdziwa, a życie ludzkie stanowiło najwyzszą wartość. Chociaż nie brak w nim ogromnego dramatu ludzkiego to jednak jest happy end, ale również żal, że coś się skończyło i pozostał niedosyt, i smak na wiecej takiej romantyki oraz nadziei, że cokolwiek w naszym życiu się dzieje ma swój czas i sens. Końcowa scena filmu, przy grobie matki Marysi zmusza właśnie do takiej refleksji. Dobrze byłoby aby powsawało więcej takich filmów i książek. Może świat wtedy by się chociaż troszkę ozdrowił.





„Listopadowa zaduma”

Głęboka refleksja, nostalgia
Chwila zadumy i przygnębienia
Nad mogiłami szeptane modlitwy
Smutek, tęsknota, cierpienie
W uścisku splecionych korzeni
Powiewa chłód czarnej ziemi
W jej głębi spoczywa ktoś bliski kochany,
Jego życie zgasło, tu jest pochowany
Ci co odeszli w żyjących mają nadzieję,
Że w ich pamięci będą trwali
Dla nich upłynął czas, trwa przemijanie
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie.

(Wiersz ten dedykuje moim przedwczesnie zmarlym rodzicom)

niedziela, 31 października 2010

Szczęśliwego bojenia się! Boo!



Podarowano mi dzisiaj jedną godzinę extra. Skorzystałam więc z okazji by jakoś ją konstruktywnie wykorzystać i smacznie ją...przespałam.
A co? Miała się o tak zmarnować? W koncu jak otrzymuje się od losu taki cenny prezent należy być wdziecznym i z godnością go spożytkować, a dodatkowa godzina snu była jak najbardziej pożądana, zwłaszcza, że wiekszą część nocy spędziłam na oczekiwaniu zmiany czasu :P
W międzyczasie napisałam bardzo poważny dramat w jednym akcie. Inspiracją do jego napisania był zamieszczony powyżej obrazek.
A oto owoc mojej jakże ciężkiej pracy:

A SHORT PUMPKIN HALLOWEEN STORY

PUMPKIN ONA: JA SIĘ BOJĘ!
PUMPKIN ON: CZEGO GŁUPIA, NAS?
PUMPKIN ONA: NIE, TYCH NIETOPERZY ZA NAMI. JAK WCZEPIĄ MI SIĘ WE
WŁOSY, BĘDĘ ŁYSA!
PUMPKIN ON: JUŻ JESTEŚ ŁYSA!
PUMPKIN ONA: O, ŁAPKO NIETOPERZA! ZUPEŁNIE ZAPOMNIAŁAM...HEH...
PUMPKIN ON: HAPPY HALLOWEEN KOCHANIE !!! A BOO !!!
PUMPKIN ONA: NO WIESZ!! ALE MNIE WYSTRASZYłEŚ !! RZUCAM FOCHA...ADIEU!

(:THE END:)

czwartek, 14 października 2010

No i doigrałam się :)



Mała errata do wpisu z dnia 12.04.2010 roku:
Bardzo mi miło oświadczyć, że mój wiersz oficjalnie został
przetłumaczony na język holenderski, przez holenderskiego poetę
Klaas'a Seinhorst'a












Treurdicht voor mijn vaderland

Om wie huil je, mijn vaderland?
- Om mijn dochters en rechtschapen zonen,
Uit de hoogte neergeblazen met de wind van de geschiedenis
Door de geesten van het verleden die in het bos bij Katyń wonen.

De Poolse moeders vergoten tezamen
Talrijke tranen op de aarde waar bloed aan kleeft.
Op die aprildag werd de wereld gewaar
Wat onze Poolse stam heeft nagestreefd.

Hun vliegtuig was onderweg naar een eerbetoon aan de gevallenen,
Die slachtingen waren een bron van strijd,
Maar het lot mag zijn plannen graag veranderen
En verbond twee volken door een tragisch feit.

Vandaag huilt mijn dierbaar vaderland
Ook mijn hart is dit een diepe grief…
Mijn vaderland! God waakt over je!
Hij beproeft je zwaar – maar heeft je zeer lief!

Aldona Kołacz - Deventer, 12.04.2010

(Vertaling: Klaas Seinhorst)





Żałobny Tren dla mojej Ojczyzny


A za kim Ty moja Ojczyzno płaczesz?
- Za synami prawymi i za moje córy,
które duchy przeszłosci w lesie katyńskim
wiatrem historii zdmuchneły z góry.

Łzy matek - Polek, wylanych wspólnie
nie spadły marnie na skrwawiona ziemię.
Swiat się dowiedział w dzien ten kwietniowy,
O co walczyło nasze Polskie plemię.

Lecieli złożyć hołd pomordowanym,
Zbrodnia ta była kością niezgody,
Los jednak lubi zmieniać swoje plany
Smutną tragedią złaczył dwa narody.

Płacze dzisiaj Ojczyzna ma kochana,
Moje serce wraz z nią szlocha...
Ojczyzno moja! Bóg nad Tobą czuwa!
Doświadcza Cię srogo - lecz bardzo Cię kocha!



Aldona Kołacz - Deventer, 12.04.2010

środa, 13 października 2010

"Zielone drzwi" by Katarzyna Grochola...



... i niebieskie okno na świat u MNIE. Zaczęłam od spektakularnego tytułu, więc niech treść tego artykułu będzie równie spektakularna.
Dobra, ale do rzeczy. Skończyłam własnie czytać najnowszą powieść autobiograficzną wyżej wymienionej pisarki, a dodam dla ciekawskich, że ksiązkę zaczęłam czytać wczoraj po południu, oraz to, że wyżej wymieniona autorka jest jedną z moich najulubieńszych pisarek na świecie, ponieważ na każdej płaszczyznie moglabym się z tą Panią identyfikować. Kiedy pierwszy raz zapoznałam się z jedną bohaterką jej książek - Judytą - pomyślałam sobie, że przecież opisuje ona moje życie, moje perypetie rozwodowe i tak dalej. Zastanawiałam się również skąd tak dobrze MNIE zna, i dlaczego akurat MNIE wybrała sobie na bohaterkę swoich książek "Nigdy w życiu!" oraz "Ja Wam popkażę!"? Odpowiedzi doczytałam się po latach właśnie w "Zielonych drzwiach" i dziękuję Wszechswiatowi za to, że mogłam po przez tę książkę zapoznać się z prawdziwym pierwowzorem Judyty. Doczytałam się tam tylu wspaniałych i mądrych przekazów, że grzechem byłoby je zachować tylko do swojej wiadomości. Dowiedziałam się również z tej książki, że najpiękniejsze scenariusze pisze samo życie, a każdy człowiek jest cząstką wszechswiata, w którym rządzą te same uniwersalne prawa i prawdy.
Mimo, że każdy z nas ma zapisane swoje historie i swoje losy, to jednak są one niekiedy bardzo podobne. I to podobieństwo jest właśnie dowodem na to, że stanowimy całość Wielkiego Umysłu. Jeśli ktoś nie lubi powieści autobiograficznych, to z powodzeniem może, a nawet musi(!) przeczytać tę ksiażkę, bo odbiega ona całkiem od wytartych schematów biograficznych, gdzie ukazywane są tylko suche fakty na przestrzeni lat. Książka Pani Katarzyny to mistrzowsko połączone dzieje pisarki z jej życiowymi bardzo mądrymi i dojrzałymi przemyśleniami, przy których i łza zakręci się w oku, i uśmiech zagości na twarzy, a całość pochłania się jednym tchem.
Dziękuję Pani za to.

"W każdym momencie i na każdym rogu
czyha coś, co może zaowocować pięknem, niespodzianką,
przygodą, miłością, radością..."
/K. Grochola

czwartek, 7 października 2010

"A wszystko to stało się między wschodem i zachodem tego samego słońca " - P. Coelho



Mój dobry Boze! Budzę sie dzisiaj o poranku i dostrzegam rzeczy, które jeszcze do niedawna umykały mojej uwadze. A to w łazience pod prysznicem czuję zapach żelu, przypominający skoszoną trawę, a to kawa jakoś bardziej aromatyczna jest niż ta wczorajsza, a to wychodząc z domu do pracy, widzę na poręczy balkonowej tysiące diamentowych naszyjników utworzonych z pajęczej sieci! Dyndają one sobie w blasku przebijajacego się z porannej mgły słońca i kradną moje zachłanne spojrzenie, bo jestem jak sroka, która kocha migocące cacuszka. I chociaż nie znoszę ohydnych pająkow, a nawet pokuszę się o napisanie prawdy, ze się ich najzwyczajniej w swiecie panicznie boje, to jednak mam wielki szacunek do ich tytanicznej pracy, jakim jest tkanie takich cudownych i delikatnych arrasów, zdobiących ląki, pola, lasy a nawet jak się okazuje poręcze balkonów. Zauroczona magią jesiennego poranka widzę je wszędzie porozwieszane jak kolie na szyjach dostojnych drzew oraz okazałych krzaków, i wcale mi nie przeszkadza wizja, że być moze z jakiegoś zaułka spogladają na mnie tysiące małych, krwiożerczych oczek...he he :)
I kiedy wydaje mi się, że do pełni szczęscia nic mi już nie potrzeba, dostaję esemesa z wiadomością, że serdeczna przyjaciółka własnie nad ranem urodziła córeczke, którą jej przepowiedziałam dziewięc miesiecy temu! Ha,to się nazywa preludium do jesiennej rapsodii, którą gra nam życie. A skoro o muzyce mowa, to zakończę te notke stwierdzeniem, że na koncert zycia nikt nie otrzymuje programu.

I bardzo dobrze :)

środa, 6 października 2010

Jesienna cisza...przed burzą



Wrzesień przeleciał jak torpeda w Silent Hunter 3, i nie zatrzymal się nawet na moment. Smutno mi. Zawiodła nie tylko aura, ale i ludzie, po których nigdy bym się nie spodziewala, że zapomną...
Na pocieszenie zadedykuję samej sobie wiersz o jesieni. Zasłużyłam sobie jak nikt!












Jesień

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia


Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu


I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć

Edward Stachura

poniedziałek, 5 lipca 2010




"Bo Polska jest najważniejsza"

Dnia czwartego lipca
przebrała się miarka
Polska na prezydenta
nie wybrała Jarka!!!

Bronek cieszy miskę
wszystko obiecuje
twierdzi on uparcie,
że zgoda buduje!!!

Gdy po pięciu latach
przyjdzie zbierac plony
- Bronek nic nam nie dał!?
rzeknie naród zdziwiony.

A morał z tej fraszki
tylko jeden mamy
Głupio głosujemy
a pożniej narzekamy!


A. Kołacz

5-07-2010

sobota, 19 czerwca 2010

EMIGRACJA




Emigracja

„Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił.” – A. Mickiewicz

Chyba nie ma piękniejszego cytatu, który tak dobitnie pasowałby do tematu tego artykułu. I chociaż Litwa stała się odrębnym państwem, to pamiętajmy jednak o ponad czterechsetletniej symbiozie Polaków i Litwinów we wspólnym państwie.

Emigracja. Dziwne słowo. Tak dziwne jak sama decyzja opuszczenia swojej ojczyzny i szukanie chleba/miłosci czy innych celów w obcym kraju, który być może znaliśmy tylko z pięknych folderów, opowiadań znajomych, czy zdjęć przywiezionych z wakacji. Opuszczenie kraju na dłuższy czas czy też na zawsze, wiąże się niejednokrotnie z podjęciem najważniejszej decyzji w naszym życiu. Jak często jednak rzeczywistość mija się z prawdą, dopiero przekonujemy się, kiedy zasmakujemy emigracji. Kiedy na własnej skórze odczujemy jej konsekwencje. Może każdy zapyta w tym momencie jakie konsekwencje ponosimy emigrując; przecież sami świadomie decydujemy się na coś, więc liczymy się też z tym, że nie zawsze poukłada nam się tak jakbyśmy sobie tego życzyli, ale jeśli już decydujemy się na emigrację, oczekujemy w swoim życiu zmian i to zazwyczaj na lepsze. Od emigranta wymaga się, aby dostosował się do danego otoczenia, przyjął jego normy i wartości, zaakceptowal wszystkie dziwactwa, których nigdy wcześniej na oczy nie widział. I w zasadzie nie ma w tym nic dziwnego. Decydując się na emigrację, powinniśmy sobie zdawać sprawe z tego, że to my jesteśmy goścmi w danym kraju i to my musimy przestrzegać praw goscinności. Znosimy często dumnie wszelkie niewygody, stawiamy czoło wszelkim niepowodzeniom, ale przychodzi taki moment, kiedy stajemy się bezsilni i upadamy na duchu. Takim milowym kamieniem osłabiającym zapał dokonania zmian w naszym życiu jest moment, kiedy zaczynamy tęsknić. Tęsknić za ojczyzną, za naszymi tradycjami, obyczajami, bliskimi ludzmi często pozostawionymi w kraju. Dopiero wtedy, kiedy odczuwamy tęsknotę zaczynamy cenić wszystko, co jest zwiazane z ojczyzną. Dopiero wtedy stajemy się lepszymi Polakami, aby nie powiedzieć: patriotami. Emigracja to najwspanialsza lekcja historii i geografii a zarazem pokory. Smutne to stwierdzenie, ale emigracja w bolesny sposób uczy miłości do swojej ojczyzny, do swojego języka, do polskości. Emigracja jest też ogromnym życiowym wyzwaniem. Często nawet nie zdajemy sobie sprawę jak bardzo zmienia nasze życie - nas samych. Kiedy otaczają nas obcy ludzie zazwyczaj myślący w inny sposób niź my, kiedy nie potrafimy się z nimi komunikować ani jasno wypowiadać swoich myśli z powodu bariery językowej, wtedy zaczyna się nasza osobista tragedia, z którą niejednokrotnie nie potrafimy sobie poradzić. Dorosłym ludziom często bardzo trudno jest oswoić się z nowym językiem, nauczyć się go dobrze i biegle nim władać. Niejednokrotnie też trudno jest nam odnaleź się w nowym otoczeniu, które bardzo roózni się zwyczajowo i kulturowo od tego, do którego byliśmy od dziecka przywiązani. I kiedy zaczyna być nam bardzo źle na duszy, wtedy szukamy bliskości drugiego człowieka, mówiącego tym samym językiem co my, mającego tę samą mentalność. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że spotkanie rodaka ratuje nam życie, czy mniej dramatyzując – ratuje nas od popadniecia w stagnację czy nie daj Boże w nałóg. Osobiście na swojej drodze emigracyjnej spotkałam mnóstwo ludzi, którzy opuścili kraj zostawiając w nim rodzinę, dom, czy stanowiska, a nie mogąc odnaleź się w nowych warunkach, swoje niepowodzenia zaczęli topić w kieliszku. Z przykrością jest też patrzeć, kiedy w ten sposób ludzie staczają się, nie przyjmując od nikogo jakiejkolwiek pomocy.

Aczkolwiek na temat emigracji można by pisać kilometrowe elaboraty, to jednak każdy medal ma dwie strony i wśród nas emigrantów żyja też ludzie, którzy bez jakichkolwiek zahamowań potrafią się tak zintegrować z obcą nacją, że zupełnie im jest jedno gdzie żyją, co jedzą i w jakim języku rozmawiają.

Tacy ludzie nie odczuwają głodu wiadomości ze swojego kraju, nie obchodzi ich życie polityczne, ekonomiczne czy kulturalne swojej ojczyzny, co gorsza, nie chcą mieć z nią nic wspólnego!

Przykro się robi człowiekowi, gdy spotyka na swej drodze osoby, które zapominają tak szybko skąd wywodzą się ich korzenie, a zupełnie już nie potrafię pogodzić się z faktem, gdy ktoś oczernia swoje gniazdo – swoją ojczyznę. Na własnym przykładzie mogę też śmiało napisać, że im więcej różnic kulturowych mnie otacza, tym więcej czuję się Polką, tym więcej też kocham swój kraj, tym więcej chcę pokazać światu naszą kulturę i tradycje, bo każdy kto zna nasz kraj doskonale wie, że mamy się czym pochwalić! Natomiast inną sprawą są ludzie...

O Polakach mówi się różnie. Na tę opinię zapracowaliśmy sobie sami. Mamy różne przywary, można by nam zarzucić wiele wad, ale kiedy tak zsumujemy nas całościowo to wyjdzie na to, że posiadamy też wiele walorów i dobrych cech. Szczególnie możemy się poszczycić jedną cechą, której nie ma tak mocno rozwiniętej chyba w żadnym innym kraju: poczucie solidarności.

Jest w naszym narodzie taki duch, który w najtrudniejszych chwilach nas jednoczy. Jednoczy nas tak bardzo, że stajemy się całością. O tym duchu wspominał nasz najwspanialszy rodak - Papież Jan Paweł Wielki. To ten duch, który wstępuje w nas w trudnych sytuacjach, mobilizuje nas do jednoczenia się i solidaryzowania, ale nie ma chyba też narodu, który miałby tak dualną naturę. Potrafimy bronić swoich racji, ale potrafimy też nie widzieć racji innych. Paradoksalnie potrafimy cenić tolerancję u innych, sami nie tolerując. Chętnie integrujemy się z innymi narodami, ale w sercu zawsze pozostajemy Polakami. Fenomenem jest też fakt, że potrafimy być patriotami, ale tylko wtedy, kiedy mieszkamy daleko od swojego kraju. Nasi narodowi bohaterowie stawali się bohaterami dopiero na emigracji. Zaliczyć można do nich z pewnością takie światłości jak: Maria Skłodowska - Curie, Jan Pawel II, Fryderyk Szopen, Czesław Miłosz, Tadeusz Kościuszko, Mikołaj Kopernik, Adam Mickiewicz i wiele wiele innych światłych postaci, które tu pominełam. To na emigracji powstawały narodowe eposy zaliczane do światowej klasyki. To na emigracji jednoczymy swoje siły w pokonywaniu licznych trudności, odbudowujemy wartości, o których zapominamy w kraju. To na emigracji kultywujemy gorąco nasze piękne tradycje, pokazujemy się chetnie w naszych narodowych strojach, których nigdy nie założylibyśmy przebywając w kraju.To dzięki emigracji dostrzegamy piękno naszego kraju, naszej przyrody i naszych narodowych skarbów. Dopiero emigracja otwiera nam oczy na wiele rzeczy, które pozostawiliśmy gdzieś kątem w kraju. W świecie mówi się o nas jako o jednej z najinteligentniejszej nacji. Z bolesnej dla naszego narodu historii wiemy też, że niejednokrotnie próbowano tą naszą inteligencję zniszczyć. Za każdym razem jednak powstawaliśmy jak Feniks z popiołu i umacnialiśmy się duchowo i terytorialnie. Mówi się też głośno, że Polaka można spotkać w każdym zakątku świata. Jesteśmi globertroterami chętnymi zobaczyć świat własnymi oczami. Może te wędrówki, z których powracamy objuczeni różnymi doświadczeniami sprawiają, że dopiero wtedy wiemy, gdzie jest tak naprawdę nasze miejsce na ziemi. Przywozimy ze sobą bagaż wiedzy, którą chętnie dzielimy się z innymi. Większość Polaków na emigracji to ambasadorzy naszej pięknej kultury a ich domy to konsulaty, w których zawsze można znaleź pomoc. Pisząc ten artykuł używam bardzo ogólnikowych sformułowań, opartych przeważnie na osobistej obserwacji życia polonijnego. Wiedza na ten temat skłoniła mnie do zadania sobie jak i również innym ludziom podstawowego pytania: dlaczego tak się dzieje, że człowiek najpierw musi coś stracić, aby zacząć cenić to, co się miało na wyciągnięcie ręki?

Myślę, że każdy młody człowiek powinien dostać tę szansę, aby przynajmniej raz w życiu wyjechać ze swojego kraju na dłużej, by móc później zrozumieć proste powiedzenie: „że wszędzie jest dobrze, ale w domu – ojczyznie najlepiej”.

Deventer, 20-01-2007
Aldona Kołacz

środa, 16 czerwca 2010

Lepszy wróbel na dachu, niż...




...Państwo Gołębiowscy na balkonie - czyli historia z życia wzięta -
czyli jak najbardziej prawdziwa :)


Pragnę podzielić się z Wami moimi osobistymi przeżyciami, które mnie
w tychże ostatnich dniach nawiedzily i o palpitacje serca przywiodły, tudzież
mocno nadszarpnęły moje wątłe zdrowie i nerwy :)
Ale do rzeczy. Otóż przed kilkoma tygodniami przyuwazyłam ci ja, że na moim prywatnym balkonie,
(bez uprzedniego powiadomienia i zapytania o zgodę) wprowadziła się para małżeńska - Państwo Gołębiowscy
(w niektórych kręgach towarzyskich pospolicie zwanych Cukrówkami), ktorym niesamowicie spodobał się
górny apartament w postaci zwisającej plastikowej donicy, ktąra ja w odruchu
lenistwa nie zdażyłam uprzatnąć i zagospodarowac jakoś.
W tymże samym odruchu lenistwa, w ogole nie zdążylam w tym roku
doprowadzic mojego balkonu do stanu używalnosci, przez co panuje na nim obrazowo mówiąc - lekki burdel,
ale nie o tym chcialam napisać...ekhem! :)
Faktem jest niezbitym to, że taki stan rzeczy niecnie wykorzystalo wyżej wymienione Państwo Golebiostwo.
Wszelkie próby pozbycia się intruzów nie dały żadnych rezultatów, co gorsza, moje spostrzegawcze oko
przuważyło, że po kilkunastu dniach ciagłego wysiadywania w donicy, cos się tam musiało wykluć, bo
obydwoje małżonkowie latały w tę i we wtę, przy okazji gruchając sobie na cale gardło "cuuukruuuuuu"!!!
A żem ciekawska baba - przywleklam ci ja z komórki drabine, i podczas chwilowej nieobecnosci luknelam im
do apartamentu, gdzie moim pięknym, niebieskim oczętom ukazal sie widok dwóch pokracznych i starasznie
brzydkich stworzątek, które słodko sobie przyklejone do siebie drzemały. Serce ci me mocno na ten widok
zabilo, bo mimo, zem wścibska, to bardzo uczulona na takie widoki, i zaraz mi ten teges...łezka wzuszenia poleciała.
- No to jest nas teraz piątka - pomyślałam sobie z wielką uciechą, udawszy sie do swojej pracy.
Po drodze nakazalam swojej pociesze, aby pod zadnym pozorem nie przyblizala sie do rodziny
Golebiowskiej, bo może je nie daj Boze wypłoszyć i pozbawic malenstwa rodziców.
Jak to w życiu bywa - jablko od jabłoni niedaleko pada, i moja pociecha odziedziczywszy wscibskość po mamusi,
wykorzystała chwilową nieobecność Państwa Gołebiowskich i też im luknela do apartementu.
Po tym niecnym czynie moja pociecha zadzwoniła do mnie bezczelnie chwaląc się, że też widziała
maleństwa i ona ( to znaczy się ta moja pociecha) już sobie jednego z nich zaadaptowala na zawsze,
tylko poczeka chwilkę, jak juz bedą duże. Ponieważ pomysł adopcji mnie się bardzo nie spodobał toteż
moja pociecha otrzymała reprymendę w postaci opieprzu solidnego plus nakaz popukania się w głowę.
Do domu wróciwszy, bezzwłocznie udałam się na balkon w celu kontroli, czy wszystko jest okey, i czy
pani Gołębiowska nie zaniedbuje swoich rodzicielskich obowiązków. Wraz z moją pociechą,
zaczęliśmy przystosowywać nasze życie do życia Gołebiowskich.
A to wchodziliśmy na palcach do pokoju, ktory sąsiadował z apartamentem w postaci donicy - by nie płoszyć i
nie denerwować małżonków, a to zasłanialiśmy szczelnie zasłony, a to otwieraliśmy po cichutku drzwi balkonowe,
i tak upłynął prawie tydzień.
Dwa dni temu, po powrocie do domu, tchnięta jakimś dziwnym przeczuciem udalam ci się ja na balkon celem
codziennego podgladania apartamentu z mlodymi, oczywiscie podczas nieobecnosci starszych Golębiowskich.
Jakież było moje przerażenie, gdy w donicy znalazłam tylko jednego juniora! Rozglądnełam się (z wysokości drabiny)
po balkonie, i przyuważyłam, że pod donicą, na betonie leży sobie nieboraczek drugi junior,
prawdopodobnie świętej pamięci. Zwlokłam się smutna i nie utulona w żalu z tej drabiny, by pozbierać pisklaczka,
i jakiez bylo moje zdziwienie gdy zgarnawszy go z ziemi, poczulam, ze maluch jest w jak najlepszej kondycji zdrowotnej,
i mimo nazbyt wczesnego "wylotu" z apartamentu przezyl upadek !!
Z wielka czułością i ostrożnością wsadzilam juniora Numero Duo do gniazda,
które w owym momencie wydało mi się bardzo niestabilne oraz male. Dodatkowo stwierdziłam, że junior Number One
gabarytowo o polowe wiekszy od braciszka, rozpycha sie w tym apartamecie chamsko, co tez tlumaczylo wypadek
juniora Number Two !
Postanowilam obserwowac ptasi apartament, by nie powtórzyla się sytuacja, w ktorej to juniory mogły spadać z gniazda
jak ulęgalki, oraz wymyślec coś, co mialo by skutecznie temu zapobiec. Na pierwszy rzut oka, przyszło mi do glowy,
aby powiekszyc Gołębiowskim apartament, i delikatnie im zrobić podmianę donic, jakoże wiekszą miałam
w rezerwie. Jak i pomyślam tak też i zrobilam, wykorzystując niecnie chwilową nieobecność starszych Golębiowskich.
Zaciekawionych Juniorow ulokowalam na starym gnieździe zrobionym przez mamusie i tatusia z kilku patykow oraz oblepione
ich odchodami (bleeeh, jak ja potrafię się poświęcać...heh!), i całość przeniosłam do wiekszej i głębszej donicy,
skąd już wypaść nie mogły ! Teraz tylko pozostało nam (bo moja uciecha równiez przystała na pomysł,
i nawet czynnie w nim brała udział) obserwować, co też się będzie działo...
No i działo się! Gołębiowscy przylecieli, chwile w gnieździe się pognieździły, potomstwo nakarmiły i...se polecialy precz.
Miałam nadzieję, że jak co wieczór, mama Gołębiowska wróci do domku i przytuli maluszków, ale nic takiego się nie stalo.
Razem z moim juniorem wyczekiwalismy do póżnych godzin nocnych i wypatrywaliśmy, czy któryś z rodziców się pokaze,
ale doopa! Wyrodna matka i ojciec wypięli się na nowy apartament, przy okazji zrzekając się praw rodzicielskich.
- No to teraz zaadoptujesz obydwóch juniorów! - rzeklam ci ja smutnym głosem do syna, po czym zwisający apartament z całym
przychówkiem zarekwirowaliśmy do srodka, bo noc wydawała się zimna srodze, a maluszki tulily sie do siebie.
W pierwszym moim macierzynskim odruchu pozbyłam się patykowo-kupowego gniazda, po czym ulokowałam moje nowo
adoptowane sierotki na prawdziwej tetrowej pieluszce, ktora pozostala mi jeszcze z czasów gdy to mój junior w nią grzmocił i siusial.
A że uprana do najczystszej czystosci, to i się na stare lata przydała. Drugą takową tetrowa pieluszką okryłam pisklaki i ułożyłam do
snu. Nie, kołysanek im nie śpiewałam, jak gdyby ktoś sobie mógł pomyślec, za to rychle przystapiłam do guglowania wszystkich
ptasich for. Dowiedziałam sie z tych mądrych for, ze kilkudniowe pisklaki nalezy co 3 godziny karmić grysikiem ugotowanym
na wodzie, uprzednio trzymając odpowiednią temperaturę. Uzbrojona w fachowa wiedzę o pierwszej w nocy gotowałam grysik na wodzie,
po czym zabralam się za karmienie. Szło mi to jakoś topornie, bo kleisty grysik nie chciał wychodzic z pipety wprost do dziobów,
w efekcie czego wszyscy czworo byliśmy upaprani jak nie przymierzajac swinki w chlewie.
- Jutro rano dzwonie po ptasie pogotowie i oddam im nasze maleństwa - powiedzialam juniorowi,
a on jakimś dziwnym trafem nie stawiał oporów, co gorsza - przyznał mi rację!
Jak się powiedziało tak się i też zrobiło. O godzinie 6 rano, po kolejnej mało co udanej próbie dokarmiania juniorów, wykręciłam
numer alarmowy ptasiego pogotowia i jak z nut opowiedzialam im calą historię. Pani z pogotowia - przyjmująca telefon - bardzo
uważnie i w skupieniu mnie wysluchała, a nastepnie, gdy ja calą swoją opowieść skończylam - pouczyła mnie w formie solidnego
opierdolu, abym się w życie rodzinne Gołebiowskich na drugi raz nie wtracała, bo oni najlepiej wiedzą kiedy mają na juniory siadać a kiedy nie,
i abym cały ten majdan, w którym siedzą teraz juniory wyniosla z powrotem na balkon, bo Gołębiowscy prawdopodobnie teraz
odchodzą od zmysłów, ze im ktos gniazdo ten teges...
Pani nakazala mi jeszcze zaobserwować, czy starzy przylecą, a gdyby do wieczora nie przylecieli, to dopiero mam alarmować.
Dzizys...wstyd mi sie zrobiło, i zaraz juniorów wynioslam na balkon, ale juz ich nie powieśiłam, a położylam z całym nowym, gniazdem na
pólce kwiatowej, po czym szybko się z tego balkonu ewakuowałam do pokoju, z którego mogłam niezauważona obserwować sytuację.
Po 10 minutach na balkonie zjawił sie Pan Gołębiowski, który po kolejnych 10 minutach z mina: "o co tu qrffa kaman?"
ostrożnie wszedł na pisklaki i rzetelnie nakarmił. Gdy juniory napojone i nakarmione usnęły jak susły, pojawiła się Pani Gołebiowska
i jak gdyby nic usadowiła się na nich, dając do zrozumienia małżonkowi, ze na resztę popołudnia ma wolne. Ucieszony niezwykle z tego
faktu malzonek wygruchał trzykrotnie swoje wdzięczne " cuuuukruuuu" i odleciał w siną dal, przy okazji strzelając na mą balkonową poręcz
kupę wielkośći gołębiego jajka...
- Ech...życie jest do doopy - powiedziałam pólgłosem do siebie.
- W dodatku osrane - spuentował moj junior, ktory w jakiś cudowny sposób zmaterializował się za moimi plecami...
I to ma być podzięka za to, że im całą noc bajstruki pilnowałam??

I to na razie tyle w temacie.
O dalszych losach rodziny Gołebiowskich bedę informować na bieząco.

środa, 14 kwietnia 2010

Bo ten kwiat, bo ten kwiat...Panie Prezydencie...



...Pąk w swej bieli utulony
to w podzięce dla Twej żony
za minione lata w trudzie
że się wciąż przy Tobie budzi
i jest zawsze gdy potrzeba
by uchylić Tobie nieba...

[*][*][*]







Maria Kaczynska, której imieniem i nazwiskiem nazano w Holandii nową odmianę tulipana - była piękną osobą, szkoda tylko, że większość dowiedziała się o tym wtedy, gdy odeszła. Za jej życia wyśmiewano ją i jej męża. Mediom zależało, by pokazywać ich w krzywym zwierciadle, ale potrzeba aż było takiego dramatu, by zobaczyć jakimi dobrymi, prostymi i skromnymi ludźmi byli...
Żal..smutek...żal...

:(((

niedziela, 11 kwietnia 2010

Moja Polska płacze...



...a ja wraz z nią.
To co się wczoraj wydarzyło nie da się opisać słowami. Słowa tu zbyt małe, by oddać ból i stratę dla Narodu Polskiego. Zginęli wybitni Polacy - kwiaty polskiej elity politycznej i społecznej. Pozostaje tylko pytanie: dlaczego?














Żałobny Tren dla mojej Ojczyzny


A za kim Ty moja Ojczyzno płaczesz?
- Za synami prawymi i za moje córy,
które duchy przeszłosci w lesie katyńskim
wiatrem historii zdmuchneły z góry.

Łzy matek - Polek, wylanych wspólnie
nie spadły marnie na skrwawiona ziemię.
Swiat się dowiedział w dzien ten kwietniowy,
O co walczyło nasze Polskie plemię.

Lecieli złożyć hołd pomordowanym,
Zbrodnia ta była kością niezgody,
Los jednak lubi zmieniać swoje plany
Smutną tragedią złaczył dwa narody.

Płacze dzisiaj Ojczyzna ma kochana,
Moje serce wraz z nią szlocha...
Ojczyzno moja! Bóg nad Tobą czuwa!
Doświadcza Cię srogo - lecz bardzo Cię kocha!



Aldona Kołacz - Deventer, 12.04.2010



14.10.2010 - godz. 12.25
Mała errata:
Bardzo mi miło oświadczyć, że mój wiersz oficjalnie został
przetłumaczony na język holenderski, przez holenderskiego poetę
Klaas'a Seinhorst'a

Treurdicht voor mijn vaderland

Om wie huil je, mijn vaderland?
- Om mijn dochters en rechtschapen zonen,
Uit de hoogte neergeblazen met de wind van de geschiedenis
Door de geesten van het verleden die in het bos bij Katyń wonen.

De Poolse moeders vergoten tezamen
Talrijke tranen op de aarde waar bloed aan kleeft.
Op die aprildag werd de wereld gewaar
Wat onze Poolse stam heeft nagestreefd.

Hun vliegtuig was onderweg naar een eerbetoon aan de gevallenen,
Die slachtingen waren een bron van strijd,
Maar het lot mag zijn plannen graag veranderen
En verbond twee volken door een tragisch feit.

Vandaag huilt mijn dierbaar vaderland
Ook mijn hart is dit een diepe grief…
Mijn vaderland! God waakt over je!
Hij beproeft je zwaar – maar heeft je zeer lief!

Aldona Kołacz - Deventer, 12.04.2010

(Vertaling: Klaas Seinhorst)



.......................(,)
..........).........._'\!/'_
.........(,).........(""""")
......._'\!/'_.ڿڰۣڿ❀❤❀ڿڰۣڿ
.......(""""").W ZADUMIE
....ڿڰۣڿ❀❤❀ڿڰۣڿ.I CISZY
..............ڿڰۣڿ❀❤❀ڿڰۣڿ

niedziela, 4 kwietnia 2010

Święta, Święta - Goście, Goście :)



Mam rodzinkę na swiąteczny czas i jest nam super dobrze! Co prawda nic szczególnego nie robimy oprocz leniuchowania, siedzenia przed tv i objadaniem sie swiatecznymi delicjami, ale wlasnie to jest tak niepowtarzalne i cudowne! Chwilo trwaj! :)

czwartek, 11 lutego 2010

Powiedział Bartek...



...że dzis Tłusty Czwartek!!

Kochani pączkożercy!

Zyczę wszystkim dobrego apetytu, abyscie pochłoneli jak największą ilość
takich wspaniałych smakołyków jak w ponizszym linku!

http://www.paczekdlaciebie.pl/35832


Poetycznie podchodząc do tematu:

Gdy uderzył wielki dzwon, objął w świecie Pączek tron.
Król przez wszystkich ukochany, piękny, pulchny i rumiany.
W brzuszku wprawdzie miał on dziurę, lecz w tej dziurze konfiturę.
Okazale i wspaniale siadł król Pączek na krysztale,
a w około jego dworki, wysmukłe, kruche faworki.
Na półmiskach legły szynki i kanapki, i tartynki
Co za hałas, co za gwar,
tańczy chyba ze sto par!
Bo za króla Pączka hula nawet dziaduś i babula...
Świat się cały w kółko kręci, tańczy, hula bez pamięci....
(Jadwiga Mączyńska)

sobota, 6 lutego 2010

Karnawał czas zacząć...



...bo za tydzien Ostatki, a ja dopiero teraz sie zreflektowalam, ze za chwile zacznie sie dluuuugi post, ktory nas zblizy do Swiat Wielkanocnych. Najfajnie w tym wszystkim jest to, ze dopiero tydzien temu rozebralam choinke..hehehehe :)

wtorek, 5 stycznia 2010

Pada snieg, pada snieg i bialutki jest swiat :)



Poprzez białe drogi, z mrozem za pan brat
pędzą nasze sanie szybkie niby wiatr.
Biegnij koniu wrony przez uśpiony las
my wieziemy świerk zielony i śpiewamy tak:

Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
co za radość gdy saniami tak można jechać w dal
gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.

Biegniesz biała drogo nie wiadomo jak,
nie ma tu nikogo kto by znaczył ślad.
Tylko nasze sanie, tylko szybki koń
tylko gwiazdy roześmiane i piosenki ton.

Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
co za radość gdy saniami tak można jechać w dal
gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.


W Holandii zima na calego jakiej nie bylo od 35 lat.
Ciekawe, czy to ma cos wspolnego z globalnym ociepleniem?

:P

niedziela, 27 grudnia 2009



(¯`☻´¯)ّۣۜ
•●¤ّۣۜ(¯`☻´¯)`WITAM
☻*¨¨*¤.¸☻* SERDECZNIE!!!
¯இڿڰۣ-- `.`.`
.`.`.`.`.`.`.`.`.
☻Święta,święta i po świętach,
niechaj każdy je pamięta,
pewnie wyjątkowe były,
-szkoda że już się skończyły.
__☻☻☻__
A więc święta mamy z głowy
wkrótce będzie Roczek Nowy,
niechaj będzie dla nas zdrowy,
dzielić szczęściem wciąż gotowy.
__☻☻☻__
Sylwester już za pasem
myślimy już,gdzie będziemy
bawić się w tym czasie !!!
__☻☻☻__
●¤ۣۜ๘«♥» (¯`☻´¯)¤ۣۜ๘● ŻYCZĘ
•●¤ّۣۜ(¯☻´¯)`PRZYJEMNEJ
☻*¨¨*¤☻.* NIEDZIELI !!!
☻•●¤ّۣۜ(¯☻´¯)POZDRAWIAM •●¤ّۣۜ(¯☻´¯)GORĄCO!!!•●¤ّۣۜ(¯☻

piątek, 27 listopada 2009

W adwentowym klimacie




Modlitwa na czas adventu:

Panie, w ciszy wschodzącego dnia,
przychodzę Cię błagać o pokój, mądrość i silę.
Chcę patrzeć dziś na świat oczami przepełnionymi
miłością. Chcę być cierpliwy, wyrozumiały, cichy
i mądry. Nie ulegać pozorom, widzieć Twoje dzieci
tak, jak Ty sam je widzisz i dostrzegać w nich to,
co dobre.
Daj mi taką życzliwość i radość,
aby wszyscy, z którymi się dzisiaj spotykam,
odczuli Twoją obecność. I niech będę dla innych
chlebem, jak Ty jesteś nim dla mnie każdego dnia.
(Kard. Suenens)

czwartek, 22 października 2009

Ciągle pada! Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby...

✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿



A ja?
A ja chodzę w strugach wody, ale z czołem podniesionym...
Żadna siła mnie nie zmusza i nie goni,
idę niby zwiastun burzy z kwiatkiem w dłoni, o tak!
Ciągle pada!

Brrrrr...jak ja nie znosze jesieni...

✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿

wtorek, 13 października 2009

A w Tatrach spadł już śnieg...







✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿
Pragnę być dla Ciebie
Piękną zjawą w snach
Lekką niczym wiosenny motyl
aby nie płoszyć nocy
Wspomnieniem miłosnych uniesień
Przypływem marzeń
Sztormem uczuć co dzień
Latarnią morską
Która rozjaśni drogę
W pociemniałe smutkiem
Noce i dni.
Pragnę być Twoją tęczą
Po burzliwych scenach
Jakie niekiedy los
Niesłusznie zsyła...
Płatkiem róży
Która łzę słoną otrze.
Słodkim smakiem wina
Co zapomnienia
Choćby maleńką chwilę da.
Jasnym promieniem słońca
Iskrą nadziei
W szare pochmurne dni.
Szumem muszelki maleńkiej
by kołysać do snu
W niespokojne noce
Po ciężkim dniu...
✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿✿

sobota, 10 października 2009

List do Mężczyzny z moich marzeń


Piszę do Ciebie, bo gdzieś w podświadomości wierzę, że istniejesz...
Czekam na Ciebie i szukam wszędzie, a Ty jednak blądzisz gdzieś
po zakamarkach zycia i nie dostrzegasz mnie.
Nie pomyśl sobie proszę, że jestem sentymentalną wariatką.
Wierze, że jesteś niezwykły, masz bogatą osobowość
i marzysz o czymś więcej niż tylko o nowym samochodzie, komputerze
czy wyjściu na dyskotekę...
Być może jestem marzycielką, ale przecież cuda się zdarzają!
Chciałabym po prostu, abyś był wesoły, ciepły i troskliwy,
pełen zyciowej energii,
ktorą byś mnie zarażał każdego dnia.
Chiałabym być z kimś, kto będzie mnie kochał, szanował,
opiekował się mną i troszczył się o mnie...
Kto, zawsze będzie miał dla mnie czas...
Kto, będzie walczył o nasz związek...
Kto, pomimo wszystko zawsze będzie po mojej stronie...
Kto, będzie ze mną zdobywał doświadczenia życiowe...
Kto, będzie tęsknił za mną, będąc jeszcze przy mnie...
Kto, będzie wierny i oddany...
Kto, będzie potrafił mnie wysłuchać...
Kto, będzie mnie wspierał w trudnych chwilach...
Kto, słowami i gestami będzie wypełniał moje serce wiarą i nadzieją...
Kto, będzie starał się mnie zroumieć i będzie wyrozumiały...
Od którego, nigdy nie usłyszę przykrego słowa...
A we wszystkim co robi, będzie mi okazywał jak silne jest uczucie,
którym mnie darzy...
Chcialabym być z kimś, kto da mi szczęście, a nie niepewność i łzy...
Dość mam tych facetów, którzy z byle powodu kłócą się i dąsają o byle co.
Są niestali w uczuciach, zdradzają, nie mozna na nich polegać.
Wiem, że przeżyłeś wiele w swoim życiu, jak trudno zdobyć
Twoje zaufanie; jesteś wrażliwy, dobry, opiekunczy, ale chcialabym abyś
wcale nie wstydził się tego okazać...
Uroda nie ma dla mnie tak dużego znaczenia...
O wiele ważniejsze jest to, kim jesteś naprawdę i co myślisz.
Cenię Twoją inteligencję i dyplomację oraz szczerość i odwagę
w wyrażaniu poglądów.
Chcę widzieć uśmiech w Twych oczach, kiedy będziemy razem
i słyszeć wraz z Tobą ciszę, która nas otacza...
Nie potrzeba zbyt wielu słów, gdy ludzie rozumieją się wzajemnie.
Rozmową może być także uścisk dłoni, spojrzenie, uśmiech.
Chciałabym abyś zaopiekował się mną - był blisko przy mnie...
nie tylko w marzeniach...
Wielu jest facetów, ale żaden z nich nie jest Tobą, moim jedynym, wyśnionym.
Owszem, są przystojni, "przebojowi" i nieśmiali, ale nie są Tobą!
Wierzę, że gdzieś w tym tłumie, który otacza mnie codziennie -
odnajdę Cię któregoś dnia...


Z wyrazamii być może naiwnej ale za to wielkiej miłośći,

J@
✿ ڿڰۣ-❀ڿڰۣ-❀ڿڰۣ-❀

niedziela, 8 marca 2009

8 Marzec - Święto Kobiet?



Życzę Ci abyś odnalazła:
w ciszy swoje myśli i marzenia,
w bliskich Ci osobach siłę i piękno stworzenia,
w otaczającym świecie radość istnienia,
w kolorach, smakach i zapachach
wielkość natchnienia,
a w sobie miłość.

wtorek, 21 października 2008




"Skrzydła"

Odcięli aniołom skrzydła
bo dawały wolność.
Odarli ich z szat
gdyż za piękne były.
Obrzucili je błotem
bo białą skórę miały
Teraz stoją
Ranne, nagie, brudne
lecz nadal doskonałe...

A.K.

wtorek, 29 kwietnia 2008

Mój Anioł




Ciągle jeszcze istnieją wśród nas anioły.
Nie mają wprawdzie żadnych skrzydeł,
lecz ich serce jest bezpiecznym portem
dla wszystkich, którzy są w potrzebie.

Phil Bosmans












"Mój Anioł"

Mój Anioł co wieczór
Pierze skrzydła w pralce
Zawiesza je troskliwie
Nad kuchennym piecem
Na gwoździu wbitym w ścianę
Wiesza aureole
I tak bardzo po ludzku
Włosy czesze przed lustrem
Rano wstaje jak wszyscy
Wkłada strój roboczy
Dzwoni z budki do Boga
I kłóci się o czyjeś jutro
A gdy wraca zmęczony
Od drzwi pyta o obiad
I zagłada do garnków
Całując mnie w ramie

***

czwartek, 10 kwietnia 2008

Jedwab





Jedwab

Ofiaruję mojej dziewczynie
Z kwiatów Holandii utkanySzlafrok, w którym utonie
Całkiem niezły posiłek, jaki
Konsumuje lubieżnie co wieczór
W ciepłych dekoracjach pokoju
Przy świecach i przy koniaku
A nad sobą mam jej loki

Tak, tylko ona, jak jedwab

Ofiaruję mojej dziewczynie
Wszystkie kwiaty Holandii
Jeśli będzie trzeba ukradnę
W nocy przy księżycowej pełni
A potem wycisnę z nich soki
Przyprawię kalifornijskim winem
I zanurzę się z moją dziewczyną
Po kolana, po pas, po szyję

Lubię jej farbowane rzęsy
Piegi i policzki blade
Lubię kiedy miękko ląduje
Ona zmysłowo na mojej twarzy

Tak, tylko ona, jak jedwab


Ofiaruję mojej dziewczynie
Holandii morskie owoce
Wraz z nimi podejrzane przygody
Bez pieniędzy dzikie podróże
Skrawek wszystkich tajemnych wycieczek
Sam słowa ubieram doskonale
Resztę stanowi moja dziewczyna
Tylko ona jest jak jedwab

Lubię jej...

Tak, tylko ona, jak jedwab


Ofiaruję mojej dziewczynie
Rodzynki, krewetki, mandarynki
Palcami obejmę jej skronie, gdy na stole płonie węgierski puchar
Duży w polewie czekoladowej, w nim orzechy mrożone
Jesienna niepogoda, a my na przekór tej sytuacji
Idziemy bezwiednie, zjadamy jagody, one narzeczone bitej śmietany
Jak gdyby nigdy nic, ponieważ kiedy spotkają się nasze dłonie
Ja się nie boję, ty się nie boisz, ono się nie boi
Popołudnie próbuje nas gonić, jemy szybciej szczęśliwi w pogoni
Moja dziewczyna, tak tylko ona jak jedwab jest nieskażona

Lubię jej...

Tak, tylko ona, jak jedwab

******************************


Super wykonanie Stachurskiego - slucham jej juz
chyba setny raz i jeszcze mi sie nie znudzila.

http://www.wrzuta.pl/audio/tB6omiYPli/

wtorek, 1 kwietnia 2008

Kwiecień plecień !



Ten Pan obok odważył się w końcu i poprosił o moją rękę :-)
Jak mogę mu odmówić skoro przeznaczenie
nas w taki sposób połączyło?




http://pl.youtube.com/watch?v=hgeKhxR0uKo


http://pl.youtube.com/watch?v=BDsPq_fg9gM


A na koniec z innej beczki.
Z okazji zaczynającego się miesiąca parę ludowych przysłów:



Gdy kwiecień chmurny, a maj z wiatrami, rok żyzny przed nami.

Ile razy przed Wojciechem zagrzmią pola, tyle razy po Wojciechu zabieli się rola.

Kwiecień co deszczem rosi, wiele owoców przynosi.

Kwiecień, gdy deszczem plecie, maj wystroi kwieciem.

Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata.

Suchy kwiecień, mokry maj - będzie żyto jak gaj.

poniedziałek, 24 marca 2008

Wesołego Alleluja!


Zycie kazdego czlowieka, od poczatku jego narodzenia, to taki wspolczesny "Amazing Race". Wyobrazam sobie, ze Bog postawil mnie na Mecie, ktora jest rozdrozem dwoch drog. Na poczatku kazdej z nich ustawil drogowskaz: "Prosta Droga" i "Droga uslana cierniami". I ten sam Bog dal mi tez wolna wole. Ode mnie samej zalezy, ktora z tych drog wybiore. Jakakolwiek bym droge wybrala, nikt mi nie da gwarancji, ze na tej prostej sie kiedys nie potkne i nie upadne, jak rowniez nie mam gwarancji na to, ze na tej cierniowej zawsze bede stapac po kolcach. Jezus, wybral te cierniowa, bo tak Mu radzil Bog, i jesli zostal wystawiony na probe, to tylko dlatego, ze Bog chcial wiedziec na ile czlowiek ufa Bogu. Dzisiejsze Swieto Zmartwychwstania Panskiego jest swietna odpowiedzia na czesto zadawane pytanie, czy Bog kieruje naszym losem. Dylemat polega tylko na tym, czy wolimy isc na "latwizne" i przejsc "obok" naszego zycia, czy raczej uwazajac na ciernie, wolimy zatrzymac sie na chwilke, i dostrzegac rzeczy istotne dla serca. Jesli jednak niechcacy natkniemy sie na kolec i zakluje bolesnie, to wiedz, ze Bog chcial tylko dac Ci znac, ze za szybko stapasz.


Wesołych Swiąt!

wtorek, 11 marca 2008

Moje dziecko ma urodziny!



To dziecko ma juz 19 lat. Jak na dziecko troche za duzo, jak na doroslego troche za malo :) Dzisiaj w nocy pierwsza mu zlozylam zyczenia i podarowalam sliczne prezenty. Zanim przyszedl ze szkoly upieklam fantastyczny tort.
Jednak prawdziwa balanga urodzinowa zaplanowana jest na sobote. Mam nadzieje, ze nie wysla mnie gdzies do kina albo spacer :)

Happy birthday Jowi-James!

sobota, 16 lutego 2008

Nic dwa razy się nie zdarza...

...guzik prawda!
Zdarza się i to paradoksalnie nawet trzykrotnie!
Po raz trzeci wzięłam udział w pewnym znanym, interaktywnym
programie dla Polonii, i po raz drugi wygrałam główną nagrodę -
zaproszenie do Polski. Hip hip huuuuraa!
Mało tego, dzisiejsze pytanie trafiło mi się dokładnie
takie samo jak rok temu! Koputerze, który wylosowałeś mi pytanie -
wielkie dzieki! a panu prowadzącemu 100 tysięcy buziaczków, bo w
końcówce programu wylosował mnie z pralki :)
Jadę(!), jadę(!), jadę(!), bo jakżeby inaczej?! Kolejna motywacja
by ruszyć tyłeczek i odwiedzić moją ukochaną ojczyznę.


Tu spędziliśmy naszą pierwszą wygraną wycieczkę :)



A tu spędzimy nasze kolejne majowe wakacje :P

czwartek, 14 lutego 2008

Walentynki



Światło księżyca

Księżyc miodem ocieka na ustach szalonych
Żarłoczne są tej nocy ogrody i domy
Gwiazdy do pszczół tańczących stały się podobne
Przelewa się w altanach złote światło miodne
Bo z nieba opadając łagodnie na ziemię
W plastry miodu się łączą księżyca promienie
I skrycie mi się roi słodka awantura
Drżę przed żądłem ognistym tej pszczoły Arktura
Co w ręce mi promieni zwodne rzucił światło
I swój miód księżycowy zebrał z róży wiatrów


Guillaume Apollinaire

Przełożył Artur Międzyrzecki

sobota, 9 lutego 2008

Bezsenność



Nic nie poradze na to, ze nie chce mi sie spac, kiedy tyle rzeczy jest jesze do zrobienia. Chociazby napisanie tej notki.
Przy okazji wiecej o tej przypadlosci mozna poczytac tutaj:

patrz zakladka obok ---------------------------------->

środa, 23 stycznia 2008

Happy Birthday 2 U



Z okazji urodzin zycze Ci usmiechu, nawet gdy Cie spotyka smutek lub bolesc, teczy na niebie, ktora przypomni, ze i nad najciemniejszymi chmurami swieci Slonce, pewnosci ze o Tobie ktos mysli, kiedy czujesz sie samotny, przyjaciol ktorzy Ci wskaza piekno ktore maja widziec Twoje oczy, pewnosci w watpliwosciach, cierpliwosci przy akceptacji rzeczywistosci oraz sily w przekazywaniu milosci...

wtorek, 8 stycznia 2008

Nowy rok - nowe plany.


Dosiegla mnie znowu proza zycia.
Te same domy, te same twarze, te same problemy.
Poza data nic sie nie zmienilo tutaj w Holandii.
Zmienilam sie tylko ja. Wrocilam z nowym image,
z nowymi wlosami, z nowymi
paznokciami. A przede wszystkim z nowymi perspektywami na
przyszlosc. Juz nie chce pracowac na kogos - chce sie calkowicie
usamodzielnic; byc pania na swoich wlosciah. Ciekawa jestem czy
uda mi sie zrealizowac moje plany? Swiecie wierze, ze tak.
I obym sie sama przed soba nie wstydzila.

środa, 26 grudnia 2007

Merry Xmas 2 all of U ;-)

Jest mi tu dobrze. Nawet bardzo dobrze.
Szczerze mowiac, jest mi tu super.
Jak przezyje jutrzejszy dzien, bedzie to
wielki sukces. Umrzec z przejedzenia
nie chce mi sie, ale nie mam tez sumienia
odmawiac naszym gospodarzom :-)

Ho ho ho!

czwartek, 13 grudnia 2007

Wiara, Pokój, Milość i Nadzieja - cztery adwentowe świece.




CZTERY ŚWIECE


Cztery świece spokojnie płonęły.
Bylo tak cicho, że że prawie usłyszałbyś ich rozmowę.
Pierwsza powiedziała:
Ja jestem POKÓJ - niestety, ludzie nie potrafią mnie chronić.
Mysle, że nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgasnąć.
I płomień tej świecy zgasł.

Druga powiedziala:
Ja jestem WIARA - niestety nie jestem juz nikomu potrzebna.
Ludzie nie chcą o mnie nic wiedziec, nie ma sensu żebym dalej płonęła!
Ledwo to powiedziala, lekki powiew wiatru zgasił ją.

Bardzo smutna trzecia świeca powiedziała:
Ja jestem MIŁOŚĆ - Nie mam sily juz dalej płonąć.
Ludziom nie zależy na mnie i nie chcą mnie rozumieć.
Nienawidzą najbardziej tych, ktorzy kochają ich najbardziej...
czyli swoich najbliższych...
I nie czekając długo i ta świeca zgasła.

Nagle...do pokoju weszło dziecko i zobaczyło trzy zgaszone świece.
Przestraszone zawołało: Co robicie?! Musicie płonąć - boję się ciemnosci!
I zapłakało rzewnie.

Wzruszona czwarta świeca powiedziala:
NIE BÓJ SIĘ I NIE PŁACZ. DOPÓKI JA PŁONĘ, ZAWSZE MOZESZ ZAPALIĆ
TAMTE TRZY ŚWIECE.
Ja jestem NADZIEJĄ.
Z błyszczącymi i pełnymi łzami oczyma, dziecko wzięło czwartą świecę
i zapaliło trzy pozostałe płomienie.

NIECH NIGDY W NASZYCH SERCACH NIE GAŚNIE NADZIEJA!
I każdy z nas, jak to dziecko, niech będzie narzędziem gotowym
swoją nadzieją zawsze rozpalić
WIARĘ, POKÓJ i MIŁOŚĆ...

Wszystkim życzę spokojnych refleksji w trzecią niedzielę adwentu.

sobota, 1 grudnia 2007

Aniol



Ludzie czesto mowia na mnie "Aniol"
Zastanawia mnie tylko dlaczego w takim razie ten Aniol tak
czesto ma lzy w oczach i teskni za czyms, co jest niemozliwe?

czwartek, 29 listopada 2007

Andrzejki...


...to fajne chlopaki, ale tez zbior niezlych wrozb i
garstka przyslowia. A oto kilka z nich:

W wigilię Świętego Andrzeja
Spełniona została nadzieja
Bogdaj to się sprawdziło
Co się ongiś wyśniło.

Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży,
sto dni śnieg na polu leży.

Śnieg na Andrzeja dla zboża zła nadzieja.

Na świętego Andrzeja trza kożucha dobrodzieja.

Jeżeli na świętego Andrzeja wiatr i mgła,
to od Bożego Narodzenia będzie sroga zima.

Gdy w Andrzeja deszcz lub słota, w grudniu drogi
bez błota.

Święty Andrzej wróży szczęście i szybkie zamęście.

Na świętego Andrzeja błyska dziewkom nadzieja

W dzień świętego Andrzeja pannom z wróżby nadzieja

Na święty Jędrzej szukają baby przędzy

Nie jędrusić, ale na koszule gnusić [tkać]

Której but na progu stanie - pierwsza panna na wydanie

Noc Andrzeja Świętego przywiedzie narzeczonego

Święty Andrzej wróży szczęście i szybkie zamęście

Święty Andrzej ci ukaże, co ci los przyniesie w darze

Dziś cień wosku ci ukaże, co ci życie niesie w darze

Święty Jedrzej adwent przytwierdzi

Gdy Andrzej zwiąże ziemię łyczkiem, to Katarzyna rzemyczkiem

Miękko na Andrzeja, to niedobra nadzieja

Kiedy na Andrzeja poleje, poprószy, cały rok nie w porę moczy, suszy

Gdy Święty Andrzej ze śniegiem przybieży, sto dni śnieg na polu leży

Gdy Andrzej się zjawi, to i zimę postawi

Jeżeli na świętego Andrzeja wiatr i mgła, to od Bożego Narodzenia będzie
sroga zima

***

Imię Andrzej pochodzi od greckiego słowa „andros”,
czyli mąż, mężczyzna, a także „andreios”, czyli odważny,
silny; używane jest w wielu krajach.

Zdrobnienia Andrzejek, Jędrek, Jędruś (od Andrzeja),
Jędrek, Jędruś (od Jędrzeja). Inne języki łac.,
niem. Andreas, wł. Andrea, hiszp.
Andrea ang. Andrew, łot Andrejs, węg. Andrus, Endre.

Imieniny :
6,19.I. 4.II. 12, 27.IV. 13,16.V. 12,16, 21.VII.
10, 30.XI. 10.XII. (Andrzeja); 16.V. (Jędrzeja).

TYP: Cholerycy o żywej pobudliwości. Są niezależnymi,
dumnymi awanturnikami.

PSYCHIKA: Mają jednocześnie silne życie wewnętrz¬ne
i bardzo bogatą egzystencję zewnętrzną. To mężczyźni
skłonni do działania i do refleksji.

WOLA: Dość kapryśna, może obrócić się w upór.
Trzeba zwracać na to uwagę u dzieci.

POBUDLIWOŚĆ: Raczej silna, ale nigdy nie despotyczna.

ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Są bardzo obiektywni, potrafią przyznać
się do błędu. Mają wyostrzone poczucie sprawiedliwości,
toteż gdy zawinili, nie dziwią się, że spotyka ich kara.
Są pewni siebie, nieraz aż zanadto.

AKTYWNOŚĆ: Naprawdę dobrze robią tylko to, co lubią.
Uwielbiają wagary... Pociągają ich studia techniczne,
nauki ścisłe, mogą zostać przemysłowcami, inżynierami,
wysokimi wojskowymi, chemikami, rolnikami, weterynarzami.

INTUICJA: Mają bardzo wrażliwe "czułki" i błyskawicznie
oceniają innych.

INTELIGENCJA: Zarazem analityczna i syntetycz¬na,
co znaczy, że rozpatrują jakiś szczegół operacji,
jednocześnie bez wysiłku wyobrażając sobie cały jej
przebieg, co jest bardzo cenne. Mają dobrą pamięć,
zwłaszcza "uczuciową" - zapamiętują to, co ich poruszyło.
Pamięć mechaniczna jest słabsza.

UCZUCIOWOŚĆ: Pragną, by ich kochano i mówio¬no im o tym.
Nie próbują hamować swych porywów uczuciowych, ale wykazują
wielką niezależność i wcześnie chcą "żyć swoim życiem".

MORALNOŚĆ: Są to ludzie bardzo zrównoważeni, potrafią doskonale
rozdzielić to, co należy do egzystencji materialnej, i to,
co zarezerwowane jest dla życia duchowego.

ZDROWIE: Doskonałe, nie potrzebują dużo snu. U dzieci
trzeba nadzorować sposób jedzenia, zwłaszcza żucia,
gdyż mogą mieć problemy z przyswajaniem pokarmów.
Słaby punkt: usta i zęby.

ZMYSŁOWOŚĆ: Od młodych lat są bardzo wrażliwi na urok
"wiecznej kobiecości". Wcześnie dojrzewają i należy szczegółowo
wprowadzić ich w problemy życia, gdyż nie znoszą,
aby opowiadano im banialuki.

DYNAMIZM: Są dobrymi graczami, łatwo przezwyciężają porażki.
Nie są najlepszym i dyplomatami.

TOWARZYSKOŚĆ: Nie lubią samotności. Kochają spacery na wsi,
pikniki. Mają wielki zmysł przyjaźni, zarówno wobec mężczyzn,
jak i kobiet, lubią otaczać się ludźmi, by nimi komenderować.

PODSUMOWANIE: Mają dużo szczęścia, sprawiają wrażenie,
jakby wszystko im się należało. Osiągają sukces jakby cudem.
A potem, oczywiście, rozpościerają ogon... jak - paw.


A na koniec troche poezji:


Ogien plonie u komina
Żwawo krząta się dziewczyna...
Północ... Kur już pierwszy pieje...
Czar się zaczął... Wosk się leje...

Już!... A teraz patrz, na ścianie
Jaki cień przed tobą, wstanie.
Cienia pytaj się, dziewczyno,
Jaką dolą dni ci spłyną
Wosk się leje... Idą wróżby...
Wianek z mirtu... drużki... drużby...
Cuda prawią cienie szare,
Byle tylko dać im wiarę.
Nić się marzeń snuje złota,
Serce mota... mota... mota...
Ogień płonie, wosk się leje
Na kochanie, na nadzieję.

M. Dynowska

***

Nalejcie wosku na wodę
ujrzycie swoją przygodę.
Słychałam od swej macierze,
że która mówi pacierze,
w wigiliją Jędrzeja Świętego
ujrzy oblubieńca swego.

Marcin Bielski

***

WRÓŻBY

Liście i kwiatki wiśni

* W wigilię Andrzeja, należy zerwać kilka gałązek
z drzewa wiśniowego i wstawić do wazonu z wodą.
Jeśli którakolwiek z gałązek wypuści listki lub
zakwitnie do dnia Bożego Narodzenia, będzie to znak,
że znajdzie się swoją drugą połowę, z ktorą spędzi się
szczęśliwe życie

Karteczki z imionami

* Na niewielkich jednej wielkości karteczkach należy
wypisać imiona, dla dziewcząt imiona chłopców, dla chłopców
imiona żeńskie. Karteczki powinno się ciasno złożyć lub zwinąć
i w noc andrzejkową włożyć pod poduszke, a po przebudzeniu nie patrząc,
wylosować spod niej jedną karteczkę. W ten sposób podobno można
poznać imię wybranki lub wybranka serca.

Karteczki z imionami 2

* Karteczki-losy należy przygotować w ten sam sposób.
Osoba, która chce sobie powróżyć powinna wszystkie
jednocześnie rzucić za siebie. Ta, która upadnie najbliżej,
wróży imię wybranka.

Liczenie kołków w płocie lub innych przedmiotów

* Chcąc odkryć stan cywilny przyszłego męża panny liczyły
kołki w płocie, szczeble w drabinie, drewienka na opał przyniesione
do kuchni lub inne przedmioty, powtarzając: kawaler, wdowiec,
kawaler, wdowiec... przy ostatnim dowiadywały się, jakiego stanu
będzie ich przyszły mąż. Wygląd ostatniego kołka miał też wywróżyć,
czy ukochany będzie gruby, chudy, krzywy czy stary :-)
Dziś należałoby chyba dodać jeszcze "rozwodnik" :-)

Rzucanie bucikiem.

* Bucik, zdjęty (koniecznie!) z lewej nogi, należy nie
patrząc rzucić za siebie przez ramię. Jeśli upada noskiem
w stronę drzwi, wróży właścicielce szybkie zamążpójście.

Przestawianie bucików

* Panny chcące wywróżyc sobie czas zamążpójścia, zdejmowały
po jednym buciku, koniecznie z lewej nogi i w najodleglejszym
od progu miejscu ustawialy je w szeregu tak, aby nosek kolejnego
dotykał pięty poprzednika. Najlepiej, gdy pierwszego ustawienia
bucików losowo dokona postronna osoba. Następnie ostatni bucik
przesuwany był na pierwszą pozycję, przed niego wędrował bucik
przedostatni, poźniej poprzedzający, aż do pierwszego, z zachowaniem
kolejności. Bucik, który pierwszy dotknął progu wróżył swej właścicielce przekroczenie stanu panieńskiego i zamążpójście przed innymi pannami.

Filiżanki

* Na pięć spodków trzeba postawić do góry dnem pięć jednakowych
filiżanek. Jedną pozostawia się pustą, pod pozostałymi ukrywa się
przedmioty. Dawniej przedmiotami tymi były:
o różaniec lub książeczka do nabożenstwa (stan zakonny)
o listek - najlepiej ruty (staropanieństwo)
o obrączka, pierścionek lub wstążka do czepka (malżenstwo)
o moneta (pieniądze)

Filiżanki należy losowo kilkakrotnie poprzesuwać, by nikt nie zapamiętał
zawartości żadnej z nich. Osoba, dla której się wróży, wybiera jedną z nich,
a odkryty przedmiot mówi o jej przyszłości. Pusta filiżanka świadczyła, że
w ciągu roku decydujące zmiany nie nastąpią.
Dziś, kiedy przed dziewczętami są większe możliwości, liczbę
filizanek i atrybutów zwiększa się, dodając np.
o laleczkę (nieślubne dziecko)
o owoc, najlepiej z duzą ilością pestek (rychłe macierzyństwo)
o pędzel, długopis, lub inny symbol zawodu "wolnego"
o inne przedmioty symbolizujące przyszłość wg pomysłu

Kłębuszki kądzieli

* Oderwane od kądzieli i skręcone niewielkie kłębuszki
symbolizujące dziewczynę i miłego jej sercu chłopca układano w
kilkucentymetrowej odległości od siebie i równocześnie podpalano.
Jeśli uleciały w górę i łącząc się płonęły razem, był to znak
dozgonnej miłości. Jeśli jednak ulecą lub opadną w strony przeciwne
i płomienie nie skojarzą się, to znak, że nic z tego nie bedzie.
Dziś kądziel zastępuje się wełną.

Łódeczki na wodzie

* W dwie łupinki, najlepiej tego samego orzecha wkłada się
poziomo igły symbolizujące wróżącego sobie i jego osobę ukochaną
i puszcza na wodę. Jeśli łódeczki podpłyną do siebie, oznacza to
dozgonną miłośc, jeśli się oddalą, osób nie połączy uczucie.

Łódeczki na wodzie 2

* Do połówek łupinek orzechów włoskich trzeba wstawić
dwie krótkie i lekkie świeczki, zapalić je i puścić na wode
myśląc o sobie i swoim ukochanym. Jeśli zbliżą się do siebie,
uczucie połączy z osobą ukochaną, jeśli nie... no, to może z
kimś innym i kiedy indziej.

Obierka jabłka

* Chcąc poznać pierwszą litere imienia ukochanego przeznaczonego
przez los, należy starannie obrać jabłko, bacząc, by nie przerwać
w czasie obierania skórki i by powstała jedna obierka. Należy rzucić
nią za siebie przez lewe ramię i z obierzyny odczytać literę jaką
utworzy upadłszy na podłogę.

Serce i strzała

* Ze sztywnego papieru należy wyciąć serce i napisać na nim imiona,
a następnie serce odwrócić zapisaną stroną do dołu. Strzałą którą
symbolizuje np. igła, przekłuwa się serce i odwraca, by sprawdzić
czy i w jakie trafiło się imię przyszłego ukochanego/ukochanej.
Jeżeli nie przekłuło się żadnego, oznacza to, iż na miłość przyjdzie
jeszcze poczekać.

Serce i strzała 2

* Można także na dużej kartce w kształcie serca napisać imiona
i przypiąc ją jako tarczę do korkowej maty, a następnie rzucać
lotkami. W jakie imię się trafi, takie będzie nosił
przyszły wybranek.

Gotowanie kluseczek

* Należy przyrządzić ciasto na kluseczki. Może być różne,
pierogowe, lub np. ziemniaczane jak na kopytka czy kluski śląskie.
Na małych karteczkach wypisać imiona, najlepiej długopisem lub
miękkim ołówkiem, złożyć ciasno i zrobić kluseczki, nadziewając
je tymi losami. Kluseczki wrzucić na wrzątek, a imię ukochanej
osoby wywróży ta, która pierwsza wypłynie na powierzchnię.
Kiedyś należało ją wyłowić gołą reką, dziś raczej się tego nie poleca.

Gotowanie kluseczek 2

* Jeśli kluseczki maja wróżyć kolejnośc zawierania małżenstwa,
na karteczkach wypisuje się imiona wróżących sobie osób,
a pierwszą osobą zmieniającą stan cywilny będzie ta, której
imię znajdzie się w pierwszej wypływającej kluseczce.

Przynęta

* Pierwszeństwo zamążpójścia dziewcząt pomagały kiedyś
określić zwierzęta. Robiono kulki z tłuszczu, a każda dziewczyna
oznaczała swoją. Następnie wpuszczano do izby głodnego psa,
której kulkę jako pierwszą zjadł pies, ta jako pierwsza wychodziła
za mąż. Czasem psa zastępował kot lub kogut. Wymagało to pomysłowości
w przygotowaniu odpowiedniej przynęty. Kolejność jej chwytania określała
kolejność zamązpójścia.
Dziś również można poprosić o pomoc jakieś zwierzątko. Można też
użyć do tego celu znanego łakomczucha, ustawiając przed nim
na tacy jakieś smakołyki oznakowane w niewidoczny dla niego sposób.

Szpilki

* 7 lub 13 szpilek trzeba włożyć do pojemniczka, a następnie
tuż nad stołem przykrytym obrusem odwrócić, by szpilki wysypały
się w pobliżu siebie. Następnie należy się bacznie przyjrzeć,
czy układ szpilek zawiera jakąś literę. Każda z liter ma swoje znaczenie.
o E - pomyślność w miłości i w pracy; jeśli litera jest odwrocona - przejściowe kłopoty
o H - szczęście w miłości, małżeństwo
o K - sukces zawodowy
o L - uważaj na złodziei; jeżeli litera jest odwrócona ostrzega przed chorobą lub wypadkiem
o M - wyjątkowo korzystna propozycja
o N - okres dobrej passy
o T - pomoc przyjaciół
o W - uwaga na oszustów wokół siebie
o V - ktoś będzie chciał cię wykorzystać
o X - szczęście sprzyja ci we wszystkim

Wróżba snem objawiona

* Magia snu w noc andrzejkową mogła ujawnić lubego.
W wielu regionach młode panny pościły przez cały dzień,
nie pijąc nawet wody.Przed snem spożywały niewymoczonego
śledzia, by jeszcze wzbudzić pragnienie.
Czekając na sen zaklinały świętego Andrzeja, mówiąc:

"Święty Andrzeju
Mój dobrodzieju
Kto ma moim być
Niech mnie poda pić"

i czekały na proroczy sen, w którym objawi się
ukochany gaszący ich pragnienie.


Heh...ide udac sie do mojej alkowy. Prawdopodobnie dzisiejszej
nocy szklanke wody poda mi Andrzej, ale taki prawdziwy:
z krwi i kosci :-)